Kategorie
Uncategorized

Coś Szkodliwego Wyłaniającego Się

Coś Szkodliwego Wyłaniającego Się stało sobie ukryte w cieniu i obserwowało studentów.
Studenci byli jego przysmakiem. Pewnie ze względu na ten posmaczek alkoholu we krwi. Zawsze z niecierpliwością czekało na rozpoczęcie sezonu. A musiało długo czekać, bo sezon był tylko dwa razy w roku. Studenci tak śmiesznie nazywali ten okres. Mówili o nim „sesja”.

Poza sezonem Coś Szkodliwego Wyłaniającego Się żywiło się lekarzami, nauczycielami i sportowcami. Lekarze byli nawet całkiem dobrzy, często udawało mu się złapać takiego, który miał dużo alkoholu we krwi. Ale na przykład sportowcy, to było coś okropnego. Tak zwana zdrowa żywność a Coś (jak będziemy go zdrobniale nazywać) lubiło sobie porządnie i niezdrowo podjeść.

Coś nagle drgnęło i utkwiło wzrok w studentce wychodzącej z akademika. Była ubrana w białą bluzkę i czarną spódnicę, a z torebki wystawał jej zielony przedmiot. Coś już wiedziało. To jest jego potencjalna ofiara, a jeśli nie, to doprowadzi go do innych takich jak ona. Coś ruszyło za dziewczyną i  w ostatniej chwili zdążyło wskoczyć do tramwaju, do którego wsiadła. Coś mruknęło z zadowolenia. Nareszcie się naje. Może wtedy poczuje się lepiej. Od jakiegoś czasu działo się z nim coś niedobrego. Jego skóra zazwyczaj zielona teraz upodobniła się kolorem do polnego maku. Nie przysporzyło mu to trudności, bowiem i tak zazwyczaj był niewidzialny, jedynie w chwili ataku ukazywał się ofierze w całej swej okazałości. Jedynie gdy patrzył w lustro robiło mu się niedobrze od tej wulgarnej czerwieni.

Poza tym nachodziły go niespodziewane dreszcze. W takich momentach całe jego ciało falowało. No tak-  pomyślał z niechęcią po kolejnym z takich ataków – wyglądam teraz jak te trzęsące się galaretki z tych głupich telewizyjnych reklam. I myśl ta wcale  nie była mu miłą.

Ale teraz wszystko miało powrócić do normy, przynajmniej taką miał nadzieję. Kilku smakowitych studentów na pewno przywróci go do zdrowia.

Jego rozmyślania przerwał widok wysiadającej studentki. Pośpiesznie podążył za nią. Weszła do niezbyt ciekawego budynku. Wnętrze wygląda znacznie lepiej – zauważył mimochodem gdy wdrapywał się za studentką na drugie piętro. Wreszcie ich ujrzał. Jego ofiary nerwowo przechadzały się po korytarzu, siedziały pod ścianami usiłując się jeszcze w ostatniej chwili dokształcić. Po ich  przerażonym wzroku wbitym w jedne z drzwi, Coś domyśliło się, ze to egzamin ustny. O to mu właśnie chodziło. Jego strategia była genialna w swej prostocie. Wypracowało ją metodą prób i błędów. Oj dużo było tych błędów, dopóki podczas polowania w instytucie psychologii nie wpadł mu w ręce podręcznik z psychologii społecznej. Tam nasz bohater znalazł odpowiedź na dręczące go od dawna pytanie dlaczego jedni studenci poddają mu się tak łatwo, a ze spotkania z innymi wychodzi cały posiniaczony i głodny. Cała tajemnica tkwiła w poczuciu samokompetencji. Ci którzy je posiadali, ze spotkania z Czymś Szkodliwym Wyłaniającym Się wychodzili cało, natomiast ci ,co byli go pozbawieni…. Coś aż oblizało się na ich wspomnienie. Gdy poznało już tą tajemnicę musiało jeszcze znaleźć sposób wyselekcjonowania tych, którzy nie mieli poczucia samokompetencji. Coś przez te wszystkie lata dobrze poznało studentów i wiedziało, ze najlepszym sposobem sprawdzenia czy ktoś posiada tą decydującą właściwość, oczywiście oprócz spotkania z nim, był egzamin. I jeśli jakiś student wychodził ze spotkania z profesorem z niedostatecznym w indeksie to na 90% nadawał się on na ofiarę Czegoś Szkodliwego Wyłaniającego Się.  Wszystko to było bardzo proste. Coś zaczęło traktować polowania jak wyjścia do restauracji. Przychodziło, czekało aż z gabinetu wyjdzie jakiś zdołowany student, dla pewności sprawdzało mu jeszcze indeks i podążało za nim do domu. A po drodze napadało i zjadało.

Tak było od lat. Lecz tym razem zbliżając się do studentów Coś poczuło się naprawdę dziwnie. Miało wrażenie jakby ktoś wpuścił do jego brzucha stado motyli i one teraz próbowały się wydostać. Łomotało mu w tym brzuchu strasznie, na dodatek poczuł intensywny zapach anyżu, a oczy zaszły mu niebieską mgłą. Gdy w końcu jego wzrok wrócił do normy ujrzał cudowne zjawisko. Była tak podobna do niego, a jednocześnie tak bardzo się różniła. Przede wszystkim była piękna, nie żeby Coś nie było przystojne (tak zawsze sobie wmawiało stojąc przed lustrem ), ale ona , ona była po prostu nieziemska. Jej szmaragdowe ciało w chwili, gdy go ujrzała zaczęło przybierać równie purpurową barwę jak jego własne, wokół niej uniosła się mgiełka przenikająca wszystko zapachem anyżu. Gdy Coś spojrzało w jej ogromne czarne oczy przepełnione tak wielkim smutkiem, poczuło, ze się w nich zatapia i runęło z hukiem na podłogę. Gdy się wreszcie ocknęło studentów już nie było, za to była Ona. Trzymała jego głowę na swych nogach i pieszczotliwie go głaskała. W jego brzuchu nie było już harcujących motyli. Musiał spalić je ogień, który teraz tam płonął. Gwałtowny, niepohamowany. Coś poczuł, ze tylko Ona jest w stanie ugasić ten ogień. Chciało się w niej zatracić. Zanurzyć w jeziorze jej oczu, jej ciała. Spojrzało na nią chcąc jakoś wyrazić co czuje. Z jej twarzy wyczytało, ze Ona doskonale zdaje sobie sprawę z tego co się z nim dzieje, a właściwie z nimi, bo na dnie jej oczu również widać było ogień. Ich ciała stały się teraz białe. Ostatnim oddechem spytał ją o imię. Wyuczona Bezradność – wyszeptała zanim ich ciała się zetknęły. Gdy przywarli do siebie buchnęła od nich taka para, że przykryła ich całkowicie  przed wścibskimi oczami.

Od tamtej nocy minęło pare lat. Teraz chodzą na polowania we trójkę. Coś Szkodliwego Wyłaniającego Się stosuje swą starą strategię, Wyuczona Bezradność ma upatrzonych profesorów, którzy wszystkim stawiają takie same stopnie, bez względu na poziom wiedzy, tym samym oddając biednych studentów prosto w jej ramiona (a raczej paszczę ). Tym co upolują dzielą się ze swoim małym Czymś Szkodliwym Przekształcającym Się, które w przyszłości stanie się prawdziwym postrachem studentów. (przynajmniej tak planują jego opiekuńczy rodzice), Ale to już inna historia…

Kategorie
Uncategorized

Badanie skuteczności programu „START”

Celem tego opracowania jest po pierwsze: ustalenie, czy istnieje zależność między zmianami na Skali Kompetencji Społecznej a programem „START”, po drugie: ustalenie, czy program profilaktyczny „START” wpływa na przyrost wiedzy u młodzieży licealnej na temat stosunków międzyludzkich.

WPŁYW PROGRAMU PROFILAKTYCZNEGO „START” NA KOMPETENCJE SPOŁECZNE MŁODZIEŻY LICEALNEJ

Wstęp
Celem tego opracowania było po pierwsze: ustalenie, czy istnieje zależność między zmianami na Skali Kompetencji Społecznej a programem „START”, po drugie: ustalenie, czy program profilaktyczny „START” wpływa na przyrost wiedzy u młodzieży licealnej na temat stosunków międzyludzkich.

Zastosowaną techniką badań pedagogicznych była technika ankietowa. Narzędzie badawcze stanowił kwestionariusz ankiety Skala Kompetencji Społecznych stworzony przez członków Towarzystwa Wiedzy Psychologicznej „START”. Zmienną niezależną w prowadzonym eksperymencie stanowił program profilaktyczny „START”, a zmienną zależną kompetencje społeczne młodzieży licealnej. Eksperyment ten miał w istocie wykryć związki przyczynowo-skutkowe między zmienną zależną a badanym układem. Wobec przedstawionych (patrz rozdz. 4) wyników z dużym prawdopodobieństwem można uznać, iż różnice w grupie eksperymentalnej pomiędzy odpowiedziami na każde z tych pytań zostały spowodowane realizacją programu profilaktycznego „START”. Ponadto z charakteru udzielanych odpowiedzi wynika, że program „START” wpływa na przyrost u młodzieży licealnej wiedzy na temat stosunków międzyludzkich. Pod wpływem programu „START”: 

  • wzrosła świadomość młodzieży licealnej na temat procesu komunikowania się i trudności, jakie mogą w nim nastąpić 
  • wzrosła wiedza o nierówności, jaka panuje w społeczeństwie 
  • nastąpił wśród młodzieży wzrost wiedzy na temat sytuacji ekstremalnych, a w szczególności sposobów radzenia sobie z nimi 
  • nastąpiła zmiana w sposobie postrzegania mówienia o sobie w dobry sposób w sytuacjach ekspozycji społecznej. 
  • nastąpił wzrost wiedzy na temat stereotypowych zachowań. 
  • zwiększa się świadomość ograniczeń twórczego myślenia, jakie nakłada na nas otoczenie społeczne. Bezkompromisowy konformizm skutkuje poważnym ograniczeniem myślenia twórczego i wyjawiania pomysłów. 
  • nastąpiło zwiększenie się świadomości i wiedzy na temat sytuacji i relacji w domu rodzinnym oraz nastąpiło zwiększenie się gotowości do rozmowy na te tematy. 
  • wzrosła wiedza młodzieży na temat odmiennych stanów świadomości.
Kategorie
Uncategorized

Bajka o połówce jabłka

Kacper siedział zamyślony, od czasu do czasu spoglądając przez okno swojej małej chatki. Wiedział, że ona pojawi się niedługo na przystanku na przeciwko. Zawsze przychodziła o tej porze. O właśnie szła. Szybko zerwał się z krzesła, chwycił swoje rzeczy i niby zupełnie przypadkiem zjawił się na przystanku równocześnie z nią.

Lubił te powolne podróże ślimakiem do pracy, gdy mógł się nacieszyć jej towarzystwem. Później to nie było możliwe. Rozchodzili się do swoich zajęć, a przerwę obiadową spędzała z przyjaciółkami. Niby mógłby się do nich przysiąść, ale nie chciał być natrętny, a poza tym znali się przecież tylko z podróży ślimakiem. Po prostu dobrze im się rozmawiało i tyle. No może jeszcze to, że dobrze się przy niej czuł, ale pewnie każdy by się świetnie czuł przy tak pięknej kobiecie. Spojrzał na nią, a ona się uśmiechnęła. Miała taki cudowny uśmiech, jakby słońce wyjrzało zza chmur. Coś do niego powiedziała. przestał się przyglądać jej uśmiechowi i poprosił, żeby powtórzyła.

  • Mówiłam, ze pora wysiadać. Dojeżdżamy do naszego przystanku 
  • Ach tak rzeczywiście. Jak ten czas szybko przeleciał – odpowiedział i naprawdę wydawało mu się, że dopiero co wsiedli.

Pierwsze zajęcia miał z historii religii w pierwszej klasie. Wszedł do sali. Przywitał się z dziećmi i zaczął opowiadać historię o pierwszym grzechu. 

Opowiadałem wam już jak powstał świat i o powstaniu naszego gatunku, o tym jak Święte Drzewo zrodziło pierwsze owoce – naszych przodków. Dzisiaj opowiem wam o pierwszym grzechu. Owoce rosły sobie wygodnie pośród opiekuńczych gałęzi Świętego Drzewa, czerpiąc jego żywotne soki i rozkoszując się ciepłem słońca. Ale pewnego dnia owoce zbuntowały się. Nie wiadomo dokładnie jak do tego doszło i kto był prowodyrem, ale ostatnie badania archeologów wskazują , ze mógł się do tego przyczynić pewien wymarły prymitywny gatunek tzw. ludzie. w każdym razie owoce stwierdziły, że nie chcą być bez przerwy uzależnione od Świętego Drzewa, że chcą być wolne i niezależne i żyć samodzielnie. Aby zrealizować swój bunt poodrywały się z gałęzi Świętego Drzewa i pospadały na ziemię. Gniew Świętego Drzewa był straszny. Ono wiedziało, że owoc jest rośliną społeczną i nie może żyć zupełnie sam, bez choćby jednej osoby, której by na nim zależało i na której zależałoby jemu. Ale wiedziało też, ze zbuntowane owoce nie posłuchają go, ze same muszą doznać przejmującej samotności, by odkryć te prawdę. Dlatego nie powstrzymało ich, ale gdy owoce tylko zetknęły się z ziemią rozpadały się na dwie połowy i każdą połówkę wiatr unosił w inne strony. Ale owoce były dziećmi Świętego Drzewa więc pozwolił im zachować nadzieję, ze gdy odnajdą swą druga polówkę, to powróci do nich szczęście. Od tej chwili każdy z nas żyje tęskniąc i szukając swojej drugiej połówki – zakończył swą opowieść Kacper.

W tym momencie zadzwonił dzwonek i dzieciaki wybiegły na przerwę. Kacper został sam, zamyślony nad historią, którą opowiedział. Doskonale rozumiał o jakiej tęsknocie wspomina przypowieść. On sam często czuł pragnienie posiadania kogoś, z kim mógłby się dzielić swoimi uczuciami, radością i smutkiem, kogoś kto byłby mu podporą, a jednocześnie kim mógłby się opiekować i ochraniać. Kogoś, kto by go rozumiał. Bardzo chciał znaleźć swoją drugą połowę. Znał wiele kobiet, z niektórymi go nawet kiedyś coś łączyło, ale żadna z nich nie była tą druga połówką. Chyba. Przerażało go, ze mógłby nigdy jej nie odnaleźć, albo co gorsza spotkać ją i nie rozpoznać, ale to wydawało mu się raczej nieprawdopodobne. Przecież jej pojawieniu musi towarzyszyć coś niezwykłego, jakiś wstrząs, dreszcz, omdlenie, albo przynajmniej przeszywająca go błyskawica. Ale jak dotąd nic go takiego nie spotkało. Zebrał swoje rzeczy i ruszył w kierunku pokoju nauczycielskiego, ale po chwili rozmyślił się. Pogoda była taka piękna, że postanowił pójść do parku. Miał ochotę pobyć trochę sam. Jakby spełniając jego pragnienia park świecił pustkami. Usiadł na trawie pod rozłożystym dębem. Tuż obok rósł krzak dzikiej róży. Zamknął oczy i powrócił do swoich poprzednich myśli. 

  • Dlaczego jesteś taki smutny?

Zaskoczony otworzył oczy i ujrzał wpatrzony w siebie wzrok róży. Patrzyła na niego z takim rozumieniem i zatroskaniem, ze niespodziewanie dla samego siebie zapragnął podzielić się z nią swymi myślami. 

  • Chodzi o to, że obawiam się, że nigdy nie odnajdę swojej drugiej połowy i zastanawiam się czy nie lepiej byłoby związać się z kimś i nie czekać na tę jedyną, bo mógłbym zostać sam do końca życia daremnie czekając.
  • Wytłumacz mi dlaczego użyłeś określenia „moja druga połowa”? – spytała Róża 
  • No bo każdy jest połówką owocu podzielonego przez Święte Drzewo na dwoje. I gdzieś na świecie jest druga polowa, która idealnie pasuje do mnie, bo jesteśmy dwiema częściami jabłka – wytłumaczył jak dziecku w szkole
  • Ale wiesz co, Ty mi kompletnie nie wyglądasz na połówkę, jesteś kulą, a kula o ile mi wiadomo to kształt doskonały, nie wyobrażam sobie, żeby kula mogła być połówka czegokolwiek 
  • Ale to nie chodzi o wygląd – odparł z lekkim zniecierpliwieniem – chodzi o wnętrze
  • Znaczy, ze czegoś Ci brakuje w pestkach? to jakim cudem Cię przyjęli na nauczyciela? 
  • Niczego mi nie brakuje, jestem kompletny, chodzi mi o to, ze ta druga osoba powinna być podobna do mnie, lubić to co ja, interesować się tym co ja
  • Czyli być dokładnie taka jak Ty – przerwała mu Róża – ale czy to możliwe, żeby istniał na świecie ktoś taki sam jak Ty? przecież wasz Księga naucza, ze każdy jest wyjątkowy. 
  • No niby tak, ale powinna mieć podobne zainteresowania, żebyśmy mogli razem spędzać czas i mieć o czym ze sobą rozmawiać
  • A masz jakieś bardzo szczególne te zainteresowania? 
  • No nie, lubię czytać książki, lubię historię i podróże, jeżdżenie na rowerze i wspinanie się po górach
  • I naprawdę sądzisz, ze tylko jedna kobieta na świecie interesuje się czymś podobnym? 
  • Masz racje pewnie jest ich wiele, ale w takim razie jak mam rozpoznać tą z którą zostanę na cale życie?
  • Zdradzę Ci pewną tajemnice. to nie jakaś szczególne naznaczenie sprawia, ze ktoś jest tym jedynym, którego spotkanie owocuje wielka miłością, wręcz przeciwnie to miłość, którą obdarzyliśmy drugą osobę i która ona obdarzyła nas sprawia, ze jesteśmy dla siebie tymi jedynymi. Spójrz na mnie, nie odróżniłbyś mnie od setek róż w tym parku, ale dla dębu w którego cieniu siedzisz, jestem wyjątkowa. Zna każdy mój listek, każdy pyłek na moich pręcikach. jestem dla niego najpiękniejszą róża na świecie, a on jest dla mnie najwspanialszym, najpotężniejszym Drzewem. Wiem, ze jestem piękna, ale dla mnie liczy się tylko to, ze mogę cieszyć jego oczy mą urodą. On jest dla mnie oparciem, chroni mnie cieniem, gdy dni są zbyt gorące, jesienią okrywa mnie swoimi liśćmi, żeby było mi ciepło w zimie. Inne róże dla niego nie istnieją, są po prostu zwykłymi kwiatami, tak jak dla mnie nie istnieją inne drzewa. Teraz to wiemy. Nikt nie musi nam mówić, o to jest ta jedyna, czy ten jedyny. Teraz jest to dla nas oczywiste.
  • Mówisz teraz – odezwał się Kacper, gdy na chwile zamilkła – ale jak było przedtem, jak się poznaliście, po czym poznaliście? 
  • Tyle pytań naraz – roześmiała się Róża – ale spróbuję ci na nie odpowiedzieć. Otóż nie wiedzieliśmy, czy jesteśmy dla siebie przeznaczeni, po prostu spodobaliśmy się sobie, gdybyś widział jak mu się soki burzyły jak ocierałam się o niego – zachichotała Róża – ja tez nie byłam obojętna, ale nie tylko to, dobrze się razem czuliśmy, mogliśmy rozmawiać godzinami, i nigdy nie miałam dosyć jego towarzystwa. Zbliżaliśmy się do siebie coraz bardziej. Najtrudniej było otworzyć się przed sobą nawzajem, przed samym sobą i przed drugą osobą przyznać co naprawdę czujemy, ze chcemy czego więcej niż przyjaźni. Bałam się, ze stracę przyjaciela, ze mnie zrani, ze wyjdę na idiotkę, że będzie mu głupio, bo on nic takiego nie czuje, ale jeszcze bardziej się bałam, ze przez swój strach stracę coś wyjątkowego i w końcu odważyłam się. Odtąd zawsze dzieliliśmy się swoimi uczuciami, przeżyciami, myślami. wiesz, ze są osoby, które żyją przez długi czas ze sobą, ale nigdy nie mówią o tym co czują? Tam nie ma miłości i nic dziwnego, ze takie związki zawsze w końcu się rozpadają. 
  • Rozumiem, ale wytłumacz mi jeszcze jedną rzecz, To co mówisz wydaje się logiczne, ale dlaczego w Świętej Księdze jest inaczej? – zapytał Kacper
  • To proste – odparła Róża – dokonaliście nadinterpretacji, w wiernym przekładzie, to brzmi mniej więcej tak: 

Gniew Świętego Drzewa był straszny. Ono wiedziało, że owoc jest rośliną społeczną i ni może żyć zupełnie sam, bez choćby jednej osoby, której by na nim zależało i na której zależałoby jemu. Ale wiedziało też, ze zbuntowane owoce nie posłuchają go, ze same muszą doznać przejmującej samotności, by odkryć te prawdę. Dlatego nie powstrzymało ich, ale gdy owoce tylko zetknęły się z ziemią Drzewo zabrało im ich najważniejszą część, którą była miłość. Ale owoce były dziećmi Świętego Drzewa więc pozwolił im zachować nadzieję, że gdy połączą swoje życie z życiem drugiej osoby i poprzez to zrozumieją istotę miłości, ona do nich powróci i będą żyli w szczęściu. Bowiem miłość może istnieć tylko wtedy, gdy się nią z kimś dzielimy. 

Kacper miał wrażenie, że właśnie dotknął najważniejszej tajemnicy życia i czuł się w końcu spokojny i pewny, ze odnajdzie towarzyszkę życia, tą jedyną.

  • Czy to właśnie z nią chcesz odkrywać miłość? – spytała Róża
  • Z kim ? – gwałtownie zareagował Kacper
  • Z tą dziewczyną, w którą wgapiasz się od godziny – roześmiała się Róża
  • W nikogo się nie wgapiałem – chciał zaprotestować Kacper, ale zdał sobie sprawę, że rzeczywiście nieświadomie wpatrywał się w ławkę, na której siedziała ona. Teraz już wiedział, ze wszystko zależy od niego (no prawie), że to on musi zdecydować, czy zaryzykować i dać szansę na zaistnienie czegoś wspaniałego, czy stchórzyć. Podniósł się i ruszył w kierunku jej ławki, ale zaraz się odwrócił i spojrzał na Różę.
  • Dziękuję Ci – wyszeptał 

Róża uśmiechnęła się tylko i przytuliła się do pnia swego Dębu

Kacper powoli podszedł do ławki, a gdy spojrzała na niego, uśmiechnął się i powiedział 

  • Ładną mamy pogodę
  • Rzeczywiście piękna – odpowiedziała

Kacper sklął się w duchu, za idiotyczną odzywkę, ale postanowił spróbować jeszcze raz.

  • Wiesz razem jeździmy do pracy, a nigdy nie spytałem jak masz na imię, ja jestem Kacper
  • Kasia

Właściwie to powinnam zakończyć standardowo, pobrali się mieli huczne weselicho i ja tam byłam miód i wino piłam,  potem żyli długo i szczęśliwie, ale to jest bajka o życiu, a życie nie zawsze jest bajką, więc niech zakończenie dla każdego dopisze się samo, jedno jest pewne Kacper znalazł w końcu swa ukochaną kimkolwiek ona była, bo zrozumiał, że miłość nie spada jak błyskawica, ale przychodzi pokorna i cicho puka do drzwi naszego serca, a to już od nas zależy, czy ją wpuścimy czy nie.

Kategorie
Uncategorized

Bajka o tęczowych duszkach

Dawno, dawno temu, żyły sobie dwa małe, piękne duszki – chłopiec i dziewczynka. Składały się tylko ze światła i energii, wyglądały jak dwie tęczowe kropeczki unoszące się w powietrzu. Posiadały czarodziejską moc zmieniania się, w co tylko zapragną, a także przenoszenia się w czasie i przestrzeni. Porozumiewały się bez użycia słów. Żyły nie przejmując się ani przeszłością, ani przyszłością. Duszki same kreowały świat, w którym żyły. Tam, gdzie się pojawiły, rozkwitały kwiaty, rosły drzewa, pojawiała się trawa, ptaki zaczynały śpiewać, wszędzie zaczynała panować harmonia i spokój. Na ich widok burzowe chmury gnane wiatrem uciekały czym prędzej. Duszki potrafiły również zmieniać zło w dobro, a dzięki temu, że żyły razem, sprawiały, że ludzie stawali się lepsi i szczęśliwsi…

Kiedy jednemu z duszków robiło się smutno, stawał się szary, tracił wszystkie swoje kolory, przestawał świecić. Zawsze wtedy był przy nim drugi duszek, siadały sobie razem trzymając się za ręce aż do momentu, gdy smutny duszek przestawał być smutny, znów promieniał kolorami i światłem. Duszki bardzo lubiły bawić się, figlować, latać byle gdzie i tworzyć piękny świat.

Najbardziej jednak fascynowali ich ludzie, a szczególnie dzieci. Za pomocą swoich magicznych sztuczek sprawiały dzieciom różne drobne lub większe przyjemności, szczególnie tym smutnym. Duszki zazwyczaj pojawiały się, gdy dzieci spały, i zabierały je do niesamowitych magicznych światów. Stworzyły nawet specjalną krainę tylko dla dzieci – tam nikt nie czuł się samotny czy niekochany. Nawet gdy dziecko przybywało tam smutne, zaraz pojawiały się inne, aby z nim pobyć, potrzymać za rękę. Dzięki pobytowi w tej krainie dzieci odkrywały, że też posiadają magiczna moc tworzenia, że mogą same tworzyć swój świat. Zawsze wracały z niej pełne nadziei, optymizmu, wiary w siebie i innych ludzi. Swoją czarodziejską moc ukrywały przed dorosłymi.

Podobno te duszki nadal krążą po świecie odwiedzając dzieci w ich domach. Gdy będzie Ci smutno lub będziesz czuł się samotny, połóż się do łóżka i zaśnij, a duszki na pewno przyjdą do Ciebie, wezmą Cię za ręce i przeniosą do specjalnej krainy, gdzie odkryjesz swoją cudowną moc tworzenia.