Kategorie
Uncategorized

Najnowsze sposoby przeżywania emocji i uczuć

Jako gatunek rozwijamy się i uczymy, bo tak nami steruje natura. W zamierzchłych czasach ludzie opowiadali o swoich dokonaniach i uczuciach za pomocą obrazków, rysunków na skale lub hieroglifów. Przekazywali sobie przypowieści, legendy, bajki. To na ich podstawie dowiadywali się, co oznacza radość, zawiść, ekscytacja.

Potem, dodatkowo pogłębialiśmy swoją wiedzę na temat uczuć dzięki historiom, które przeżywaliśmy wraz z Maszeńką, Jagną i Danusią, Pedrem Páramo czy Sherlockiem Holmesem. O nadziei i rozczarowaniu opowiadał nam Beksiński: 1978 r., 1971 r., 1975 r. Prawie każdy zawód miłosny, szalony romans, szczenięcą fascynację czy dojrzałą miłość przeżywaliśmy wspólnie słuchając a to „I just call to say I love you” a to „Ne me quitte pas”, a może nawet czegoś innego. Ale było to coś.

Cywilizacja podąża dalej. O emocjach i ich doświadczeniu wiemy chyba wszystko. Stąd prawdopodobnie tak wysublimowana forma ich wyrażenia, podaję przykład. Na jednym z portali społecznościowych przeczytałam post na ściance: 🙁 smutna.

Komentarze – dawniej reakcja lub odpowiedź na przeczytaną informację:

  • ” Lubię to” – jedna osoba polubiła tę wiadomość. Znaczy to: ha, nareszcie Ci smutno ty kur…o czy: o, dobrze że potrafisz się smucić.
  • „?” – ktoś najwyraźniej nie rozumie postu. Rzeczywiście to dość trudne do rozszyfrowania. Jest to skrót całego zdania: jest mi smutno lub czuję smutek. Rozumiem tą osobę, ja też przeżywam zakłopotanie gdy ludzie komunikują się ze mną przy pomocy jęknięć, stęknięć, onomatopei czy pojedynczych słów.
  • „Co jest piekna?” – Jak zwykle w takiej sytuacji masz ochotę odpowiedzieć: GÓWNO!
  • ” :-(” – to chyba przekaz: mnie też jest smutno, a może: mnie jest bardziej smutno.
  • ” Czemu się smucisz?” – wydaje się, że to jedyna adekwatna reakcja, tylko odpowiedzi od autora postu brak.
  • ” 🙁 ze łzą” – to komunikat: już z Tobą płaczę. Niech przynajmniej tzw. buźka o tym świadczy, bo napisanie pełnego zdania jest dla mnie za trudne.
  • „Ty smutna? Niemożliwe” – Jak śmiesz mi odbierać przywileje! Lub: przecież ty zawsze chodzisz naćpana i masz sztuczny uśmiech przyklejony do twarzy. Pamiętaj, że takie debile jak ty nie czują smutku.
  • „[*]” – znaczy: nie mogę napisać „Ch…j Ci w dupę” to napiszę coś czego nikt nie zrozumie, a będzie się liczyło, że zareagowałem/am.
  • „?:-(?” – to chyba jedyne znaki jakie autor tej wypowiedzi zna. Należy docenić wysiłek. Napisał co umiał.

Czyli jeden głupek zamiast przeżycia tej konkretnej emocji wyklikał coś na klawiaturze albo „wytapał” (od angielskiego słowa tap) na smartphonie. Z całej wsi najmądrzejsze niedorozwojki używając czarnych znaczków na ekranie dały znać: eeeee, nooo, teee, przeczyłem choć nie zrozumiałem. Niby przyjaciele, niby wsparcie, niby uczucie. Przerażająca fikcja. Natura wykonała ruch. Zmienia najgorzej rokujące jednostki gatunku ludzkiego w kreatury, które zamiast emocji, uczuć, zdolności myślenia i refleksji podłączone są do wirtualnego świata za pomocą Internetu. Ich zadanie jest proste: porozumieć się na tyle, aby spłodzić kolejne pokolenie i nie pozabijać się nawzajem. Takie emocje jak nostalgia, fascynacja, ekscytacja są za trudne do napisania, zrozumienia a tym bardziej przeżycia. Niedorozwojków nie zmieniajmy skoro są szczęśliwe, ale jeżeli pragniemy pozostać ludźmi dbajmy o to, abyśmy umieli nazywać emocje oraz ich doświadczać w pełni. Inaczej zostanie z nas tylko „Ustodupiec”.

Kategorie
Uncategorized

Naśmierciny

Pamiętam wielką oślepiającą światłość, uczucie bezgranicznego szczęścia i przepełnienia wszechogarniającą miłością. Zostałem wyrwany z tego stanu. Wessany do ciemnego tunelu. Pochwyciły mnie dwie świetliste istoty. Cudowne światło coraz bardziej się oddalało aż znikło zupełnie…raj utracony. Nie czułem żadnego lęku, wszystko było rozkosznie obojętne.

Gdy zlecieliśmy na ziemię istoty puściły mnie. Znalazłem się obok swego ciała. Stałem spokojnie i patrzyłem. Z początku było mi ono zupełnie obojętne – jakbym ogladał jakiś nudny eksponat w muzeum lecz coś zmusiło mnie bym wniknął w powłokę cielesną a wtedy stosunek do niej diametralnie się zmienił. Ożyłem. Leżałem teraz na chodniku czując silny ucisk w piersi. Zaczęły powoli powracać zmysły, przez kilka chwil mocno otumanione. Naśmierciłem się – pojawiłem na tym świecie doznając rozległego zawału.

Momentalnie pojawiła się świadomość całego życia które mnie czeka. Najdziwniejsze jest to że prawie do dzieciństwa znałem je w najdrobniejszych szczegółach. Wiedziałem już że przez kilkadziesią lat bedę bibliotekarzem i że nie spełnią się marzenia o zostaniu pisarzem. Cóż za okrucieństwo – człowiek pojawia się na tym świecie i ma świadomość że będzie nikim, że przed nim wiele nudnych lat przepełnionych niespełnieniem i rozczarowaniami.

Najgorsza jest świadomość, że każdego czekają odrodziny; moje będą za 78 lat, trzy miesiące i pięć dni. Przez pewien okres życia ubywanie lat jest błogosławieństwem. Przybywa sił, dręczy cię coraz mniej chorób. Zyskujesz sprawność, zarówno cielesną jak i umysłową. Niestety w wieku dwudziestu kilku lat pojawiaja się pierwsze symptomy tego co nas czeka. Człowiek popełnia coraz więcej głupot. Coraz mniej ma życiowego doświadczenia i pieniędzy. W końcu zaczyna być uzależniony finansowo od rodziców. Idzie na studia i tam robi się powoli coraz głupszy. Apogeum zdebilnienia jest na początku szkoły podstawowej. Następuje wtedy demencja młodzieńcza. Nie umiesz już czytać ani pisać a stan umysłu jest opłakany.

Gdy tak wspominam czekającą mnie kiedyś młodość, przypominają się obiadki rodzinne. To będzie codzienny rytuał domowy. Zaczyna się w chwili gdy matka brudzi w zlewie naczynia i sztućce poczym idzie tyłem w kierunku stołu.Gdy ustawi już wszystkie upaćkane resztkami talerze wtedy w różnej kolejności zasiadamy do stołu i zaczynamy posiłek. Początkowo odżuwam wydobywajacy sie z trzewi pokarm. Pod koniec tego odżuwania z ust wychodzi kawałek kotleta, który natychmiastowo nadziewam na widelec i odkładam na uświniony talerz. Za chwilę do tego kawałka doczepiam następny i w ciągu kwadransa na talerzu mam już calusieńki gorący i świeżutki kotlecik!!! Po posiłku kiedy wszystko jest już na talerzach matka bierze je do kuchni by po pewnym czasie wstawić do lodówki – porozdzielany na różne części składowe obiad. Dalsze losy posiłku wyglądają tak: Mija parę dni i matka wyciąga to wszystko z lodówki pakuje do toreb i idą z ojcem odnieść je do supermarketu. Gdy wracają w portfelu jest dużo nowych pieniędzy. Jedyną wadą obiadów jest to że zazwyczaj potem przez pewien czas człowiek jest głodny…

Dzieciństwo to koszmar. Człowiek się kurczy, traci rozum. Coraz więcej czasu poświęca na beztroskie, idiotyczne zabawy w rodzaju dekonstruowania budowli z klocków lub zamku w piaskownicy. Z czasem dramatycznie maleje zasób używanych słów. Później zaczynasz wydawać jakieś dziwaczne dźwięki i już nawet wysrać się sam nie potrafisz. To objawy niemowlęctwa, wtedy to nikniesz w oczach i nawet nie masz już zbyt wiele świadomości. Ma to jednak, paradoksalnie swoje plusy – w tym fakt, że nie zdajesz sobie sprawy ze zbliżających się wielkimi krokami odrodzin. A to przecież kres twej drogi na tym łez padole. Kres polega na tym że gdy jesteś już tak głupi jak miska z budyniem malinowym to trafiasz z rodzicielką do szpitala i tam jej organizm cię wchłania. Potem nosi w brzuchu przez 9 miesięcy aż kompletnie przestaniesz istnieć ale wtedy jest tobie to już obojętne – nie istniejesz.

Wracając do mego życia. Mam teraz 78 lat. Za trzy lata nastąpią naśmierciny Anny – ukochanej żony. W tej chwili moje wspomnienia o niej już troszkę wyblakły i pożółkły w odmętach czasu ale wiem że rozbłysną pełnią barw i wyrazistości z momentem jej naśmiercin. Zanim dojdzie do aktu naśmiercin i zstąpi dusza, ciało musi dojrzeć w cielsku matki ziemi. Z prochu tworzy się szkielet, który potem obudowywuje się trzewiami i mięśniami a te z kolei obrastają naskórkiem. Kilka dni przed naśmiercinami ciało jest zimne i blade. Wydobywamy je wtedy z ziemi w miejscu zwanym cmentarzem. Wraz z upływem czasu w ciało wnika dusza i zaczyna się nowe życie. Gdy naśmierciła się żona czułem jakby mi ktoś w głowie przestawił jakiś przełącznik uruchamiając inny sposób postrzegania rzeczywistości. Koniec samotności. Teraz ona była częścią mego życia. Poczułem głęboką przyjaźń i więź; jakby była częścią mnie samego. Momentalnie uświadomiłem sobie te wszystkie nasze dole i niedole, przez które jakoś przebrniemy. Za 54 lata czeka nas płomienny, pełen namiętności romans, który będzie poprzedzał…jej zniknięcie z mojego życia. To straszne, że kiedyś muszę ją stracić. Pewnego dnia zniknie z mej świadomości fakt, że wogóle istniała. To jest tak przygnębiające że aż ciężko wyrazić słowami; niestety każdemu to przeznaczone. Niedługo naśmiercą się moi rodzice, zaledwie kilka lat po naśmiercinach żony. Ich dusze zstąpią do ciał w momencie potężnego karambolu. To oni będą towarzyszyli mi kiedyś w mych ostatnich chwilach.

Zabawne jak to ludzkość głupieje. Coś jest a później tego nie ma. Ludzie korzystają z wynalazków a potem te znikają – zapomnieli o nich naukowcy. I tak cofamy się w rozwoju w niewytłumaczalny sposób – i jest to naturalne. Nasza cywilizacja marnieje w oczach. Nie wiem co było przed moimi naśmiercinami. Niestety tak już jest że z każdą chwilą umyka nam to co było przed chwilą. Tracimy to bezpowrotnie. Domyślam się, że napewno jako ludzkość byliśmy bardziej rozwinięci. Z nauk, które zaznam w młodości w różnych szkołach wiem, że cywilizacja powoli chyli się ku upadkowi. Będą 2 okrutne wojny światowe. Znikną komputery, telewizory i auta. Skończymy jako dzikie małpoludy z maczugami ale…ale to już nie jest mój problem. Mam przed sobą 78 lat nudnego przewidywalnego życia i kilka chwil radości. To na nie będę czekał z utęsknieniem nim nadejdzie kres mych dni…

Kategorie
Uncategorized

Labirynt dnia codziennego

Motto:

Jak ma się coś zepsuć, to zepsuj to, zanim samo się zepsuje.

AK, Myśli, wymyślone teraz

Każdy chce być lubiany, ja nie. Jestem wrednym, czepliwym, drobiazgowym, upierdliwym, wkurwionym, rozczarowanym, jędzowatym, stetryczałym, wściekłym, pełnym goryczy histerycznym furiatem, bo:

  • prysznic nie ma mechanizmu wyrównującego ciśnienie wody i jak sąsiad z dołu nagle odkręci zimną wodę, to gorąca woda w moim kranie oparzy mnie i dlatego myję się trzymając zawsze słuchawkę w ręku lub przewieszam ją przez kran tak, żeby ciepła na mnie nie leciała;
  • zawsze jak opuszczam suszarkę, choćbym nie wiem jak delikatnie to robił i tak pospadają mi na głowę skarpety i majtki, których nie chciałem i muszę schylać się, podnosić je i wieszać wieszać z powrotem;
  • trzeba niezłej wnikliwości, żeby rozróżnić skarpety, które wyglądają tak samo; różnica ujawnia się dopiero po założeniu, na ważnym spotkaniu;
  • najczęściej przed prysznicem zapominam podgolić brodę, a później już nie warto, bo nie ma nic gorszego jak ścinki zarostu, które przyklejają się do gołej skóry i drapią; obiecuję sobie, że jutro się ogolę i tak mija tydzień;
  • kawa kończy się bez ostrzeżenia i nie ma, nie ma;
  • papier, który wczoraj położyłem na wierzchu a na nim wszystkie ważne sprawy na dzisiaj, żeby nie zapomnieć, przepadł i jakbyś nie przeszukiwał, nie ma; znajdzie się, jak będzie już nieważny;
  • list, co go od wczoraj noszę, znów nie pójdzie, bo na poczcie kolejka do okienka
    z poleconymi z 15 minut; 10 minut dojście na pocztę;
  • tramwaj, w który miałem wsiąść właśnie odjeżdża, bo na poczcie zawahałem się chwilę, czy stać w kolejce, czy iść; a facet wydawał mi resztę z archeologiczną dokładnością jak kupowałem bilety na ten właśnie tramwaj;
  • stoję na przystanku 20 minut, a tramwaj, który przyjechał, jedzie do zajezdni i zjeżdża
    z trasy w połowie;
  • miałem być u doktora 10 minut, a czekam 30, bo jakaś geriatria nie chce umrzeć;
  • kartka z zakupami leży na stole; zawsze leży na stole i nie idzie o to, żeby coś kupić, ale o to żeby się zgodziło, żebym po powrocie do domu mógł powiedzieć, ha, kupiłem wszystko; nigdy się nie zgadza;
  • nie mogę się zdecydować, co kupić na obiad i stoję przed straganem, a baba mnie popędza
    i słodko zaprasza, więc kupuję na odczep się albo nie kupuję wcale, mimo że miałem ochotę kupić tylko się nie przyjrzałem, bo mnie popędzała;
  • waham się, czy napisać o bezmyślnym projektancie, wykonawcy, inwestorze, którzy postanowili zamontować na klatce czasowe niepodświetlane włączniki światła i dzięki temu każdy, kto nie wie, gdzie one są, błąka się w ciemności i może rozwalić mordę; bo jeśli oni nie mieli wyobraźni, to dlaczego nikt nie zrobił z tego powodu awantury; a kto to w ogóle wyprodukował;
  • i jadę z zakupami, chociaż nie wiem, czy dobre, a wiem tylko, że ciężkie; i jeszcze kartka na stole;
  • kawy nie kupiłem;
  • idę na pocztę i myślę, że przechytrzę los – przecież kolejka na pewno już przeszła; ale jest
    i znowu chwilę się waham a plecak mi ciąży;
  • wracam do domu z listem i obliczam czas, jaki straciłem na jego niewysłanie;
  • chce mi się siku; zdążę; już jestem na klatce schodowej; sąsiadka z piętra niżej jest samotną kobietą i lubi zagadać do sąsiadów; ja też, ale nie teraz; zagadałem;
  • wbiegam do domu, już jestem w kiblu; deska do góry, zdążę; klamra jakoś zaplątała się
    i rozplątuję ją, rozplątuję; przestałem się spieszyć;
  • ktoś zaprojektował piękne czarne półmiski, ale etykiety, trzy na każdym poprzyklejane są klejem, który nie rozpuszcza się w wodzie i muszę zdrapywać, chociaż powinny odkleić się w wodzie, ale nie, półmisków nie myje się w wodzie, zwłaszcza kiedy zmywa się etykiety; skrobię
  • piękne czarne półmiski nie mieszczą się na wprost w piekarniku, projekt pasuje do innych piekarników i będą pasowały tylko muszę kupić inny piekarnik albo sam zrobię, żeby półmiski pasowały;
  • łyżka spadła w szczelinę między piecem i szafką i za cholerę nie można jej wyjąć, ale wyjmuję, chociaż obiecuję sobie, że wyjmę, jak wpadnie tam wszystko; wyjmuję, opracowałem technikę – wyjmuję dużym widelcem do mięs; może przestanę wyjmować jak on wpadnie;
  • wyjąłem;
  • i że zdążę zjeść obiad i nie będzie koniecznego wyboru – jem niegotowane czy pracuję głodny;
  • zdążyłem i zjadłem;
  • niezwykłej cierpliwości kobieta, która z niejasnych powodów postanowiła zrujnować sobie część życia w moim towarzystwie, zgłasza się na ochotnika, że wyśle mi ten list; godzę się skwapliwie, a kiedy wraca i mówi, że listu nie wysłała, bo była kolejka, to z mściwą satysfakcją myślę sobie: a widzisz, cwaniaczku;
  • wieczorny gość, który sprawił mi przyjemność swoją wizytą już wychodzi, ale zakładając płaszcz i zapinając guziki, guzik po guziku, a ma ich pięć, policzyłem, mówi coś i zapina guziki; przerywa zapinanie guzików i zakłada szalik, zapina guziki i mówi; zapiął, a teraz zakłada rękawiczki, dwie rękawiczki i już wychodzi, ale zdejmuje jedną rękawiczkę i żegna się i znowu zakłada rękawiczkę; wychodzi, a w mojej fantazji gasną sceny kiedy to rozrywam jego już zapięty płaszcz, naciągam mu go na głowę, przewracam i trzymam mocno, aż przestanie się szarpać albo chwytam za szalik, który właśnie skończył poprawiać
    i ciągnę, ciągnę patrząc na jego przedśmiertnie wywalony jęzor; wychodzi i już mam zamknąć drzwi i wtedy słyszę ostry dzwonek, mój dzwonek, bo on myślał, że to ukryty w ciemności wyłącznik światła; znajduję światło i kiedy stawia pierwsze kroki na schodach ledwo powstrzymuję się, żeby go nie popchnąć;
  • pierwsze łyki kawy są dobre, a później to już lura; piję lurę i odpalam papierosa, który ledwo odłożony na krawędź popielniczki, natychmiast, po raz trzeci, gaśnie; chwila relaksu;
  • to nie jest jeszcze koniec dnia.
Kategorie
Uncategorized

List do współczesnych Książąt na Białym Koniu

Dawno, dawno temu żył sobie piękny książę, który po pokonaniu smoka ratował cudną księżniczkę i żyli długo i szczęśliwie.

Potem Wielmożny Dżentelmen podbijał serce damy swoją: fortuną, manierami, zaradnością życiową, tańcząc z nią menueta i zapewniając byt do końca życia. W tamtych czasach kobiety były wielbione i noszone na rękach.

Aktualnie Panowie narzekają na nas, kobiety, że jesteśmy za bardzo  wykształcone, zaradne, samowystarczalne (bez przesady). Czują się spychani na margines i niepotrzebni, już nie mogą iść na polowanie, bo kobieta też idzie i czasem przynosi lepszą zwierzynę. Prace domowe wszelkiego rodzaju opanowałyśmy do perfekcji: młotek, szlifierka, wiertarka zrównały się z garnkiem i nożem. Pojawia się pytanie: gdzie tu miejsce dla Niego?

Jest go bardzo dużo. Zacznijmy od: poczucia bezpieczeństwa, chęci spędzenia z druga osobą czasu, podzielenia się radościami i smutkami, wspólnym spacerem, rozmową, nie zapominając o seksie.

Niestety, płeć męska pragnie (chyba całkiem słusznie, a może i nie) czegoś więcej.

Szanowni Panowie, od paru lat obserwuję niesamowite zjawisko. Uciekacie od inteligentnych, wykształconych kobiet, które w tej sytuacji rzucają się w wir pracy, szkoleń i z każdą chwilą stają się bardziej samowystarczalne – a wy  jeszcze dalej uciekacie.

A wszystko zaczęło się od tego, że nie we wszystkich bajkach, jak i w prawdziwym życiu występował happy end. Czasem rycerz poległ na polu bitwy ze smokiem i królewna musiała się sama ratować. Czasem wielmożny Dżentelmen przedwcześnie umarł, a kobieta traciła cały majątek i aby przeżyć,  znajdowała sobie zajęcie prostytutki. Nie zostawało nam nic innego, jak tylko wyciągnąć wnioski i zadbać o siebie. Zacząć walczyć o swoje prawa, iść do szkoły, wyuczyć się zawodu, tak na wszelki wypadek, aby w razie czego mieć za co żyć. Potem okazało się, że nawet nam nieźle idzie. Rozwój kobiet osiągnął niesamowitą skalę – dorównałyśmy w wielu aspektach panom. Operujemy  wózkami  widłowymi, gramy w piłkę nożną, boks i zapasy też nie są nam obce. Wyścig szczurów i teoretycznie lepsza komunikacja (patrz Internet) sprawiają, że ludzie oddalają się bardzo od siebie, nie mają jak i kiedy się spotkać.

Tu pojawia się kolejne wymuszenie ze strony świata wobec kobiet: jako dorosłe osobniki muszą sobie zapewnić byt, a że do tej pory były zajęte nauką, doszkalaniem się oraz byciem grzeczną lub mniej grzeczną dziewczynką, straciły szansę na poznanie partnera życiowego i oddanie mu pałeczki pierwszeństwa. Startują w nowe dorosłe życie i okazuje się, że cała dotychczasowa wiedza może iść do kosza, bo teraz muszą się nauczyć, co to śrubokręt, szlifierka, młotek. Dostajemy przeszkolenie od życia: jak sama czegoś nie zrobisz, to nie będziesz miała. Więc uczymy się, co to świece w samochodzie, jak się je wymienia, dźwigamy meble, naprawiamy krany, malujemy i stawiamy ściany. Prace kiedyś przeznaczone głownie dla panów zaczynają być nam dziwnie bliskie.

Szanowni Panowie, aktualnie rzeczywiście sytuacja wygląda tak, że nie oczekujemy od Was, abyście nam zaimponowali stanowiskiem, super samochodem, kolacją w najdroższej restauracji. Oczekujemy zupełnie czegoś innego. Większość niezależnych współczesnych Kobiet ma nadal w sobie tę cudowną księżniczkę. I wierzcie mi, łatwiej będzie podbić serce kobiety wyręczając ją w takich czynnościach jak: skręcenie szafy, naprawienie zepsutej spłuczki, zadbanie o to, aby jej samochód się nie psuł i jeździł; czyli wykonując wszystkie czynności „męskie”, które my, płeć piękna, aktualnie musimy wykonywać same. Oczywiście status majątkowy i intelektualny też mają znaczenie, z lekką zazdrością patrzę na koleżanki, które są utrzymywane przez swoich partnerów i z pełną swobodą mogą się realizować…

Na koniec taka mała ilustracja wcześniejszych spostrzeżeń. Randka w ekskluzywnej restauracji jest OK – zawsze nam miło, czujemy się wyróżnione i docenione. Wieczór kończy się albo rozstaniem, albo szybkim numerkiem, i po ptakach. Większy efekt można uzyskać przyjeżdżając do nas w momencie, gdy potrzebujemy pomocy – naprawicie cieknący kran lub wniesiecie ciężkie pudła. Taki wieczór może się zakończyć: zwykłym podziękowaniem, buziakiem, romantyczną kolacją, niesamowitym seksem, albo wszystkim naraz.

Wybór konkretnej metody oczarowywania kobiety pozostawiam Wam.

Kategorie
Uncategorized

Kubeł na śmieci

„Dajemy sobie radę – ona dzielna staruszka, on około trzydziestu, czterdziestu lat niesie reklamówki z zakupami. Oboje w czapeczkach z nausznikami. – Jak Wojtuś dostał gorączki, to myślelim, że coś źle. Ale doktor powiedział przeńdzie, to się poczekało i przeszło. Tylko widział gorzej, prawie nic. A teraz mówi, że cosik tam widzi. Przeńdzie. Wojtuś to dobre dziecko. Zawsze był wojniejszy. A tera to i pomocny. Wesprzeć się można. Zakupy do domu nosi. Silny. Siłę zawsze miał.” Kiedy starsza pani mówi, Wojtuś jakby ramiona do góry podnosi, że taki silny i że tak dają radę.

Wprowadzenie reformy gospodarowania odpadami od początku budziło wątpliwości. Że to pretekstowa podwyżka opłat za wywóz śmieci, że segregacja odpadów to lipa. Media przestały wkrótce pisać, bo co tu pisać, kiedy pisze się a nie ma reakcji. Podwyżka poszła, śmieci z różnych pojemników wrzucane są do jednego samochodu. Nie ma krwi, nie ma trupów. To nie media społeczne. Wprowadzono nowe pojemniki, ładne. Wysokie, na kółkach, prostopadłościenne, z lekkim zwężeniem ku dołowi, z klapą podnoszoną od przodu w górę. Przeciętna staruszka czy staruszek, osoby słabsze o wzroście około sto sześćdziesiąt centymetrów nie mają szans samodzielnie wyrzucić śmieci. Jedną ręką trzeba podnieść dość wysoko klapę, drugą wykonać zamach workiem na wysokość głowy i już, puścić. Można sobie radzić: poprosić wnuczka, syna itd., wcelować jak akurat duży sąsiad wyrzuca śmieci, zmówić się z sąsiadką z piętra. Jedna sprytna staruszka trzyma klapę, druga wrzuca do pojemnika dwa worki. A jak spadnie śnieg, też znajdzie się jakaś rada, albo się poczeka, śnieg nie zalega przecież jak kiedyś.

Połowa ludzi w mieście – to uproszczenie, trzeba sobie radzić – rozwiązuje jakoś problem wyrzucania śmieci codziennie, co drugi dzień, raz w tygodniu. To nowa trudność pozostająca w jaskrawej sprzeczności z propagandową troską o ludzi starych, mniej sprawnych. Sama trudność, rzecz zwykła, bo słabsi i starzy mają gorzej. A ta cyniczna, obłudna propaganda władzy też zwykła.

Łódź powstała jako fabryka włókiennicza karmiąca chciwość bezwzględnych przybyszów rozmaitej proweniencji, z których trzej ma pomniczek w środku miasta. Po drugiej wojnie światowej dość szybko rozwijała się, wzrost swój zawdzięczając ludności napływowej z okolicznych wsi i miasteczek. Powstały miejskie wsie – Dąbrowa, Teofilów, Retkinia. Pożydowskie śródmieście też zasiedliło się na nowo. Ta wyemancypowana wiocha nienadążająca za zmianami współczesności wróciła do swoich obyczajów zaniedbanych przez trzydzieści parę lat – gwary analfabetów, niskiego standardu materialnego, taniutkiej zabawy. Ci, którzy przybyli tutaj jako budowniczowie nowego ładu w latach pięćdziesiątych XX wieku, są starcami. I trzeba sobie jakoś radzić. Znakiem postępu jest rozśmieszająca fontanna, i wiata tramwajowa, i pojemniki na śmieci.

Kategorie
Uncategorized

Indywidualne konsultacje trenerskie z zakresu asertywności

Czy zdarzyło Ci się kiedyś nie dać rady odmówić trzeciej dokładki babcinego obiadu? Czy masz czasem wrażenie, że ludzie wchodzą Ci na głowę? Czy ktoś określił Twoje gusta literackie lub filmowe posługując się metaforą fekalną? Czy spotkałeś się kiedyś z niezasłużoną, niesprawiedliwą krytyką, na którą nie potrafiłeś zareagować? A może samemu zdarzyło Ci się zafundować takie doświadczenia innym, chociaż chciałeś dobrze?

W tych, oraz wielu innych sytuacjach, pomóc może asertywność. To zestaw umiejętności umożliwiających wyrażanie swoich potrzeb, pragnień, opinii w sposób miły Tobie i otoczeniu. To sposób na osiąganie tego, czego pragniesz, oraz obronę siebie bez uciekania się do agresji lub uległości.

Przychodząc na trening asertywności nauczysz się:

·       Odmawiać szybko, elegancko i stanowczo

·       Wyrażać swoją opinię z przekonaniem i zdecydowanie

·       Wyrażać emocje w sposób bezpieczny dla Ciebie i innych

·       Reagować na pochwały tak, by mówili o Tobie „ten/ta to umie przyjąć komplement”

·       Reagować na krytykę dostrzegając jej wartość, jednocześnie broniąc swojego poczucia wartości

·       Chwalić tak, by istotnie zwiększać szanse ponownego wystąpienia chwalonych zachowań

·       Krytykować tak, by nie atakować drugiej osoby

 Twoje zdanie się liczy. Twoje opinie są warte wysłuchania. Twoje potrzeby są ważne. Czas upomnieć się o swoje i pokazać innym jak chcesz być traktowany.

Kategorie
Uncategorized

Gra w ‚słoneczko’

Obecnie dorośli bardzo mało wiedzą o tym, jak młodzież spędza czas wolny. Zazwyczaj zadawalają się zdawkowymi informacjami lub dopytują o najmniej ważne szczegóły. Żadna z tych metod nie przynosi spodziewanego efektu. Dzieciaki kręcą, kłamią, mówią półprawdy i… robią swoje.

Czasem rodzic dowiaduje się z prasy, Internetu bądź telewizji, że jego ukochane dziecko założyło nauczycielowi kosz na głowę, dręczy kolegów albo zgwałciło koleżankę z klasy. W takich sytuacjach świat dorosłych nagle budzi się i z całym swoim nagłym zatroskaniem, a zarazem wyniosłością i głupotą, stara się naprawić sytuację. Wprowadzane są programy „zero tolerancji”, monitoring w szkołach, mundurki. Całą sprawę bardzo dokładnie i szczegółowo opisują media, pojawiają się szumne zapowiedzi polityków i przedstawicieli samorządów dotyczące tego, jakie to wspaniałe plany poprawy sytuacji zamierzają wdrożyć w  życie. Społeczeństwo, a w tym rodzice, czują że sytuacja została  opanowana i można spać spokojnie. Mija pół roku, rok, sprawa wycisza się. Młodzież wyciąga z całej sytuacji niekoniecznie właściwe wnioski i wymyśla kolejną, nowa formę rozrywki.

Przykładem ciekawej i fascynującej formy spędzania czasu przez młodzież może być gra w „słoneczko”.

14-letnia dziewczyna w wyniku złego samopoczucia wybiera się do lekarza. Diagnoza jest prosta, choć zaskakująca: „Jesteś w ciąży”. W szkole wybucha afera. Rodzice wzywani są na rozmowę z Panią Dyrektor. Uczennica zapytana o to, kto jest ojcem dziecka, odpowiada: „Nie wiem, na imprezie graliśmy w słoneczko”. Następne wyjaśnia zasady gry:

  1. Dziewczyny kładą się nago na plecach z rozłożonymi nogami, tak aby utworzyć koło.
  2. W środku stają chłopcy, również nadzy, w liczbie proporcjonalnej do liczby dziewczyn.
  3. „Panowie” używają swoich koleżanek, po kolei zmieniając się co jakiś czas.
  4. Przegrywa ten chłopak, który jako pierwszy osiągnie orgazm i wytrysk.

Gra jest bardzo „atrakcyjna”, szkoda tylko, że rodzice nie zadbali wcześniej o to, aby uświadomić swoim nastoletnim dzieciom, czym jest seks i współżycie, tak, aby same sobie nie robiły krzywdy.

Tego typu historie słyszy się od znajomych i przyjaciół zapytawszy po prostu, co u nich. Lekkość, z jaką ludzie opowiadają sobie o takich wydarzeniach, wprawia w kolejne zdumienie, tak jakbyśmy nie rozmawiali o patologii, a o kolorze lakieru do paznokci.

Kategorie
Uncategorized

Dlaczego ludzie nie lubią psychologów

Pierwsza odpowiedź jest prosta – boją się. Niekoniecznie tego, że zostaną skarceni. Boją się bo stają, siadają, przed, było nie było, autorytetem, chociaż to autorytet całkiem niejasny. Ale może właśnie dlatego boją się, bo nie lubią niejasności. Boją się niewygody związanej z ujawnianiem czegoś, o czym nikt nigdy nie dowiedział się.

Niewygoda bierze się stąd, że może po raz pierwszy trzeba głośno – właśnie głośno – ujawnić sprawy, których nigdy się nie wypowiadało. Że trzeba nazywać swoje emocje, uczucia, chociaż nigdy tego się nie robiło. Że oto nadszedł czas nieuchronnej konfrontacji ze sobą, a wydawało się, że jakoś uda przemknąć się robiąc głupie miny do życia. Taka sytuacja jest nieprzyjemna, jak zastrzyk, więc lepiej byłoby jej uniknąć, choć jak z zastrzykiem – kiedyś trzeba.

Druga odpowiedź jest równie prosta, choć zdecydowanie nieprzyjemna dla psychologów. Ludzie nie lubią psychologów i jest to nielubienie ze wszech miar uzasadnione. Psychologowie sami dbają o to, by budzić antypatię, niechęć. Nadymają się, jak balony, wiedzą, której nie mają. Przyjmują pozycję wszechwiedzących wyroczni chociaż nic nie wiedzą. Często oceniają, udając, że nie oceniają. Sadzą się w pozach sędziów tu na ziemi, nawet jeśli wiedzą, że innych sędziów, poza ziemią, nie ma. Rzecz zaczyna się od prostego chwytu. Nie uczestniczą w sytuacji spotkania, a komentują spotkanie z metapoziomu. Oczywiście trafność tego komentarza nie ma nic do rzeczy. Idzie o pokazanie niezwykłych umiejętności. A w istocie nic, poza prostymi chwytami, nie ma. Ten głos, zawsze zrównoważony, ta wypowiedź, zawsze z namysłem. Ta terminologia, taka naukowa, taka tajemnicza, taka… pusta, płytka, znacząca nieuctwo, znacząca głębokie braki wykształcenia, wiedzy ogólnej, kultury osobistej, taktu. A że to udawanie i tak wygląda w końcu na udawanie, to trudno lubić taką oszukaną sytuację.

Sadzi się psycholog, na mądrość i z wysokości tej mądrości obdarza klienta uśmiechem przychylnego uczonego w wiedzy tajemnej. A za tym nie ma nic. Parę bezrefleksyjnie przyjętych prawidełek niby teorii, parę wyuczonych zdanek, jak z reklamy proszku do prania. Słynne kiwnięcie głową, co znaczyć ma zrozumienie a nawet uznanie, że to, co klient ujawnia i tak było wiadome, a uznanie stąd, że jednak nie kłamie. A za tą lichą fasadą lichutkie życie pełne lęków i kompleksów. To grzeczny żona/mąż, grzeczne dzieci, grzeczne wakacje, grzeczne stroje, zabawy i grzeczne żarty w towarzystwie. To grzeczne fantazje, pragnienia, sny a ostatni orgazm przydarzył się trzydzieści lat temu, jak jeszcze nie wiadomo było, co to. I nie w tym rzecz, że lipa, że bieda. Rzecz w kłamstwie, że psycholog wie, co to soczyste, kurwa mać, życie. Tego nie da się lubić.  

Kategorie
Uncategorized

Do braci kibiców (i kiboli)

Nie możecie, jak tubylczy wodzowie prowokowani do wojen i negocjacji, ginąć z tego powodu, że nie rozumiecie i nie doceniacie cynizmu, obłudy i chciwości białych morderców.

Większość was to niczego nie rozumiejące matoły, tępe matoły skłonne do reagowania zgodnie z poczuciem matołeckiej, doraźnie doświadczanej sprawiedliwości i krzywdy. Zgubne jest dla was również poczucie siły w hordzie niemytych, pijanych samców. Łatwo wami manipulować, łatwo was prowokować, szkalować, bić, sądzić, czynić z was zastępczy problem społeczny, kreować wasz ponury wizerunek w mediach, wskazywać was jako zagrożenie dla ładu społecznego. Konfrontację, umiejętnie podtrzymywaną przez władze, a wybuchającą czasem w postaci chuligańskich wybryków okołostadionowych przegrywacie, bo musicie. Jesteście groźni, bo bezradni i głupi.

Nie możecie wygrać, ale możecie uczynić porażkę mniej wstydliwą, mniej upokarzającą. Musicie nauczyć się, że:

  1. Społeczeństwo, w którym żyjecie jest takie jak wy – prymitywne, sfrustrowane, rządne krwi, publicznej egzekucji na rynku, topora, kata i ściętego łba, widowiska.
  2. Prawnie regulowana relacja obywatel – państwo nie istnieje w konfliktach człowiek – władza. Tam, gdzie może być zagrożony interes władzy natychmiast zostaje użyta przemoc.
  3. Władza jest opresyjnym systemem opartym na przemocy, aktywnym w trzech wymiarach: kontroli, represji i terroru. Siła użyta przez władzę jest współmierna do siły oporu. Władza nie ma skrupułów.
  4. Funkcjonariusz, urzędnik zakrywający twarz maską, ukrywający swoją twarz za kominiarką, ubrany w nieoznakowany mundur, uzbrojony – jest bandytą.
  5. Organizacja, która szkoli, uzbraja i utrzymuje zorganizowane oddziały bandytów jest organizacją bandycką. Traci prawo do posługiwania się prawnie legalizowanymi znakami państwowymi – godłem, flagą, znakami legalnych służb (policja i inne).
  6. Organizacje międzynarodowe i społeczności pozanarodowe oraz niektóre państwowe pomogą wam.
  7. Jesteście ruchem społecznym wyposażonym we współczesne narzędzia komunikacji społecznej i znajomość prawa.
Kategorie
Uncategorized

Fabryka ludzi

Wyobraź sobie, że istnieje planeta bardzo podobna do Ziemi, wszystko dookoła wygląda identycznie. Drzewa, niebo, ziemia, budynki, samochody, ludzie też wyglądają normalnie. Wszystko łudząco podobne do naszej planety, tylko dzieci „jakieś dziwne”. Dzieci rodzą się tam zupełnie niepodobne do swoich rodziców. Jedyne, co mają, kiedy przychodzą na ten świat, to umysł, oczy i serce. Cała reszta nie istnieje. Są jakby zawieszone w próżni, w przezroczystej materii. Tak jakby dopiero przyjście na ten świat dawało możliwość stworzenia ich od początku.

Rodzice przerażeni innością swoich dzieci ubierają je, zakrywają. Chcą jak najszybciej stworzyć człowieka. Jedyny wzór, jaki mają, to oni sami, więc próbują, przymierzają swoim dzieciom twarze, ręce, nogi, tułowie… Takie, jakie są dostępne w sklepach, jakie są modne, takie, jakimi można się pochwalić. Chodzą z tymi „nibyludźmi” po marketach i przymierzają, nakłaniają, żeby jak najszybciej mieć z głowy… zrobić z nich ludzi. Wstyd za nie powoduje, że wybierając się do szkół, do sklepów, do znajomych, zakrywają je płaszczami i maskami, żeby nikt nie widział, że ich „nibyludzie” nadal nie są kompletni. Więc kompletują na wyścigi swoje dzieci. Nie pytają, czy umysł, oczy i serce dobrze się w tym czują. Jedyne, co łączy serce, umysł i oczy, to bardzo delikatna, ale niezbędna więź – miłość. Dzieci kochają swoich rodziców i bardzo chcą być kochane. Dlatego z pełną ufnością poddają się tym wszystkim zabiegom, myślą, że tak trzeba, taki jest świat, wszyscy tak robią… Pozwalają pakować swoje serca oczy i umysł w za ciasne ciała i głowy. Za ciasne formy sprawiają ból, który niszczy więzy między sercem, umysłem i oczyma. Zniekształcają jak za ciasny but stopę. Z czasem jedyna siła, która łączyła ich najważniejsze części, słabnie. Pojawiają się inne uczucia, jakiś niepokój, strach, smutek… Bez miłości powinny się rozpaść, ale cóż się okazuje? Ręce, nogi, tułów, które kupili im rodzice, trzymają to wszystko i nie rozpada się. W środku nie ma tego, co najważniejsze, a mimo to na zewnątrz nic się nie zmienia, nie dzieje. Nadal istnieją, tylko kim są??? Nie ma miłości, zastąpiły ją bardzo bolesne uczucia. Hmm, ale ich też nie widać! Krzyczą, ale ich nie słychać! Nowe ciała, ubrania i maski świetnie tłumią wszystko, co dzieje się w środku.

  • Jak się wydostać??? 
  • Jak odnaleźć początek???
  • Kto zadał to pytanie? Czy ktoś tu jest? – zapytała nerwowo kobieta.
  • To Twój głos – usłyszała.
  • Boże, chyba zaczynam wariować, słyszę jakieś głosy i czuję się tak dziwnie…

Chciałabym uciec od tego wszystkiego, marzę o tym, żeby wydostać się ze swojego ciała. Skąd to uczucie?

  • To twoja miłość. Udało Ci się! Odnalazłaś ją, masz ją uśpioną na dnie Twojego serca. To ona do Ciebie mówi!

Znów usłyszała ten głos. Z przerażeniem, ale i olbrzymią ciekawością postanowiła posłuchać, co jeszcze ma do powiedzenia.

  • Mów dalej, proszę…
  • Jak się czujesz?
  • Myślałam, że to ty będziesz mówił, a zadajesz pytania. Jak ja się czuję?

To było pytanie, które często przychodziło jej do głowy, ale dusiła je, zakopywała, ignorowała, wiedziała, że odpowiedź spowoduje krach, eksplozję, po której będzie się bardzo trudno pozbierać.

  • Jak ja się czuję? – powtórzyła.

Ściśnięta, przytłoczona, smutna, samotna i nierozumiana!!!Z szeptu jej głos przerodził się w krzyk, pełen siły i goryczy. Jak śnieżna kula, której ruchu nie słychać, gdy zaczyna się toczyć, a później staje się przerażającym hukiem lawiny! Ból i żal, jakie poczuła mówiąc! Te uczucia były nie do zniesienia. Czuła, że zaczyna rozpadać się w środku, jakby lawina przeszła przez jej ciało, od czubka głowy po same stopy. Nie, błagam, zobacz, co zrobiłeś! Nie chcę tego czuć, chcę być szczęśliwa, zostaw mnie w spokoju!

  • Nie uciekaj przed tym, to jest w Tobie, to prawdziwa Ty – usłyszała.
  • Nie chcę, to tak boli, nie wytrzymam tego. Wiem, czasami coś takiego gdzieś głęboko czuję, ale nie daję się temu przebić. Boje się, że nie mam tyle siły, żeby to poczuć w całości, poznać. To mnie przerasta, przeraża. Rozumiesz? Wtedy myślę, że przecież nie jest mi źle. Mam wszystko, czego potrzebuję, więc skąd bierze się to uczucie? 

Postanowiła, że nie będzie sobie zawracać głowy takimi głupotami.

  • Może jestem po prostu zmęczona i tyle – pomyślała.
  • Przecież mam tyle rzeczy do zrobienia, a rozmawiam sama ze sobą. Jak to było? Przecież pamiętam, miałam to stosować, jak zaczynam się źle czuć. Wystarczy się uśmiechnąć do siebie i wrócić do życia. – tak pomyślała.

Próbując uśmiechnąć się poczuła straszne napięcie na twarzy, w okolicach oczu, na szyi. Wykrzywiła usta w uśmiech i poczuła się sztucznie. Natychmiast zrezygnowała z tego pomysłu, ale zignorowała to, co poczuła, i zabrała się do przerwanej pracy. Miała jeszcze tyle do napisania, wiedziała, że jeśli nie odda tej pracy w terminie, będzie miała problemy. Poszukała odpowiedniej strony, zaczęła czytać, szukać materiałów. Poczuła łzy na policzku…!

Zamknęła oczy zastanawiając się, co się z nią dzieje, przecież nie po raz pierwszy pracuje do późna przed komputerem, dlaczego tak bolą ją oczy? Łzawią same z siebie – pomyślała.

Spojrzała na zegarek – 23.35. No tak, to dla mnie już dość późno jak na myślenie.

  • Nie dam rady dzisiaj – z przyjemnością przyjęła własną myśl.
  • Właściwie mogę sobie dziś odpuścić. Zrobię to jutro, najwyżej wcześniej wstanę.

Wstała, odkręciła wodę w wannie, wróciła do biurka. Jedną ręką zamknęła laptopa, a drugą sięgnęła po butelkę z wodą. Prawie by zapomniała – tabletki. Witaminy – na lepszą kondycję, błonnik – na lepsze trawienie, te żółte – na pękające naczynka, te białe – na cellulit, kropelki – na trądzik… Nie zastanawiała się nad tym, co robi. To był normalny poranny i wieczorny rytuał. Zażyła wszystko, żeby żyć…

Gorąca woda w wannie była wyjątkowo przyjemna i relaksująca, szczególnie dla zmęczonego i twardego jak skała karku. Dotknęła palcami szyi i pomyślała: „nie ma się co dziwić, cały dzień spędziłam przy komputerze”.

Zamknęła oczy, czuła ciepło wody, jej pieszczotliwy, falujący ruch, rytmicznie oblewający, przykrywający i odsłaniający jej ciało. Wzięła głęboki oddech, poczuła słodki zapach wanilii i aż zawirowało jej w głowie – zrobiło się tak przyjemnie…

Nagle poczuła, jak łzy napływają jej do oczu, poczuła olbrzymi ucisk na piersiach, duszącą rękę na gardle. Zaczęła histerycznie wciągać powietrze i powstrzymywać łzy. Tym razem były silniejsze od niej! Płakała!!!

  • Boże, żeby nikt nie usłyszał – pomyślała.

Odkręciła wodę, szum zagłuszał odgłosy łkania. Zadbała o to, żeby nikt nie wiedział, ale tym razem pozwoliła sobie płakać. Jej łzy mieszały się z pianą i wodą. Były gorące – kiedy spadały na jej dekolt, czuła, jak palą jej skórę. Raz po raz zakrywała twarz dłońmi, to znów obejmowała się sama ramionami. Próbowała, ale nie wiedziała, jak ma sobie z tym poradzić. Nie wiedziała, co się stało! Była przerażona tą rozsypką. Spanikowana fizycznym bólem, jaki przy tym odczuwała. Czuła się taka bezradna, samotna i maleńka w obliczu tych wszystkich uczuć, jakie ją ogarniały!

  • Pozwól sobie poczuć to wszystko, nie w kawałku, ale w całości, tak wielkie, jakie jest to naprawdę w Tobie – usłyszała.

Tym razem już nie pytała „kto to”, nie otworzyła oczu, postanowiła po prostu poczuć!