Nasz profil na facebooku
Witaj, a zarazem żegnaj. Myślę, że jest to mój ostatni list do Ciebie. Chciałbym, byś po przeczytaniu tego listu była przekonana, że nie jesteś mi do niczego potrzebna. Pamiętasz zapewne jak się poznaliśmy, jak spotkaliśmy się po raz pierwszy. Ja pamiętam doskonale. Miałem wtedy 14 lat. Po zakończeniu roku szkolnego wraz z kolegami kupiliśmy po butelce wina. Upiłem się wtedy po raz pierwszy.
Gdy obudziłem się po kilku godzinach w ogrodzie byłem brudny – całe ubranie w wymiocinach, a nade mną stała zapłakana matka i mówiła „synku, co ty ze sobą zrobiłeś ?”. Nie pomny skutków naszego pierwszego spotkania za kilka tygodni spróbowałem następny raz, a potem następny, następny i następny… Nasza znajomość przerodziła się w koleżeństwo. Nie było zabawy, meczu czy imprezy bez Ciebie. Zaczęłaś mi coraz częściej towarzyszyć w szkole średniej, a później w pracy. W czasie odbywania służby wojskowej stałaś się moją przyjaciółką, nie potrafiłem już wtedy żyć bez Ciebie. Zabawy taneczne, podrywanie dziewczyn, pierwsze randki nie mogły odbyć się bez Ciebie. Dodawałaś mi śmiałości, odwagi czy tupetu. Jedną ręką obejmowałem dziewczynę, a drugą Ciebie. Moja „wierna towarzyszka” – tak wtedy mówiłem i myślałem o Tobie.
W 1977 roku poznałem dziewczynę, moją przyszłą żonę. W 1978 roku pobraliśmy się. Wtedy odeszłaś na kilka miesięcy w cień. Zaczęliśmy spotykać się rzadziej, ale przy sobocie czy niedzieli, na urodzinach, imieninach czy spotkaniach rodzinnych Ty znów królowałaś. Wtedy po raz pierwszy pod Twoim wpływem zaczęły się pojawiać problemy z prawem. Ty mnie prowokowałaś do łamania prawa. Pojawiły się wyroki w zawieszeniu i wysokie grzywny. Wszystko zaczęło się psuć: pożycie małżeńskie, kontakty ze znajomymi sąsiadami i rodziną. Jednak ja ani myślałem zrywać kontaktu z Tobą. Myślałem, że na całym świecie nie ma człowieka, który by Cię nie znał. Nasza przyjaźń przerodziła się w miłość. Byłaś dla mnie wszystkim: matką, żoną i kochanką. Wszystko stało się mało ważne: rodzina, wiara, praca, koledzy czy hobby. NAJWAŻNIEJSZA byłaś TY. Zaczęliśmy spotykać się nawet po kilka razy na dzień.
W 1993 roku po wielomiesięcznym, ustawicznym przebywaniu z Tobą i w dzień i w nocy znalazłem się w Szpitalu Psychiatrycznym w Gostyninie. Tam, po odtruciu mnie, zostałem zakwalifikowany na terapię i wyraziłem na nią zgodę. Miała ona na celu uświadomienie mi, że wszystkie zło jakie mnie spotkało stało się za Twoją przyczyną i moim przyzwoleniem. Ukończyłem terapię, wróciłem do domu, pracy i rodziny. Jednak wszystko było jakieś inne. Nikt mnie nie chwalił, nie „szanował”, za to, że nie spotykam się z Tobą, nikt się mnie nie słuchał, żona nie wierzyła, w pracy zamiast awansu – degradacja i wszystko co mnie spotykało było na „nie”… Była także tęsknota za Tobą. Zapomniałem o wszystkim o czym przez 8 tygodni przekonywali mnie terapeuci. Znów wróciłem do Ciebie. Zacząłem nadrabiać te pół roku niepicia i naszej rozłąki. Pojawiła się agresja tak fizyczna jak i psychiczna. Straciłem poczucie etyki, przyzwoitości, honoru i godności. Na świecie istniałaś tylko Ty. Tak trwało to przez prawie 2,5 roku. Wyzuty z wszelkich uczuć pragnąłem tylko jednego, pragnąłem umrzeć. Pojawiły się próby samobójcze. W 1996 roku, gdy już owładnęłaś mną całkowicie, a ja nie potrafiłem zerwać z Tobą, gdy żona oświadczyła, że zabiera dzieci i wyprowadza się z domu, przyszła mi myśl do głowy, by spróbować jeszcze raz rozstać się z Tobą. Ostatni kieliszek wypiłem 11 listopada 1996 roku. Wyjechałem na odtrucie do Gostynina i tam też ukończyłem drugą terapię. Związałem się też z ruchem Anonimowych Alkoholików. I zacząłem żyć – życiem nowym, pięknym, wyzwolonym od Ciebie i innych substancji uzależniających. Z początku było ciężko. Jednak w miarę upływu czasu zrozumiałem, że można żyć bez Ciebie. Mało tego, można żyć lepiej, godniej z czystym sumieniem. Przez te ponad 14 lat braku kontaktu z Tobą moje życie zaczęło się układać. Odzyskałem zaufanie u żony i dzieci, znalazłem pracę, w której jestem szanowany. Jestem z dużą sympatią traktowany przez sąsiadów i znajomych. Kupiłem nowy dom w którym mieszkam z żoną, córką i synem z rodziną (synowa i dwóch wnusiów). Chodzę po ulicach z podniesionym czołem i odważnie patrzę ludziom w twarz. Nie mam się czego wstydzić bo wiem co zrobiłem wczoraj. Jestem bardzo związany z ruchem AA, raz w tygodniu jestem na spotkaniu Anonimowych Alkoholików, tam mam przyjaciół i kolegów – prawdziwych. Pomagam też innym alkoholikom, próbującym wyrwać się z Twoich objęć. Ponadto pracuję jako wolontariusz w Poradni Leczenia Uzależnień i na Oddziale Detoksykacji. W swojej pracy przekonuję osoby uzależnione o tragicznych skutkach znajomości z Tobą. Mam olbrzymią satysfakcję, gdy uda mi się wyrwać kogoś z Twoich szponów.
Kończąc ten list (mam nadzieję, że ostatni) chcę przestrzec wszystkich przed znajomością z Tobą, a jednocześnie zachęcić do życia w trzeźwości. BO ŻYCIE W TRZEŹWOŚCI JEST PIĘKNE.
ŻEGNAJ I DO NIEZOBACZENIA
JÓZEK AA.