| O przedmiocie ekonomii |
| Autor: Elżbieta Kuśmierczyk | |
|
Strona 1 z 2 Dlaczego świat miałby być takim, jakim ci się wydaje? Kto upoważnił cię do tego [...] C. Castaneda1
W ostatnich dziesięcioleciach obserwujemy gruntowną krytykę nauki i sposobu jej funkcjonowania. Badacze zwracają uwagę na szereg niekorzystnych (głównie z punktu widzenia funkcji poznawczej) zjawisk: izolacjonizm poszczególnych dziedzin badań naukowych i nadmierna specjalizacja, niemożność znalezienia wspólnego języka między przedstawicielami poszczególnych dyscyplin, znikomość badań interdyscyplinarnych, wiara w omnipotencję nauki, brak etyki (nauki i naukowców), czy wreszcie służebna rola nauki wobec przemysłu, zarówno zbrojeniowego jak i nastawionego na produkcję dóbr konsumpcyjnych. Zgodnie z teorią rozwoju nauki T. Kuhna2 ma to świadczyć o wystąpieniu stadium kryzysowego nauki współczesnej. Obowiązujący od kilkuset lat kartezjańsko-newtonowski paradygmat naukowy w świetle nowych odkryć okazał się nieużyteczny3. Pojawiła się konieczność zmiany podstawowego wzorca nauki i podpierających go założeń filozoficznych. Wyłoniła się nowa wizja rzeczywistości, określonej w tzw. nowym paradygmacie – „nowa ekologia”, w której wszystkie zjawiska są powiązane ze sobą i współzależne. Rzeczywistość to zmieniająca się całość – nic nie jest przypadkowe. Zachodzące procesy mają charakter wszechświatowy, globalny, a zarazem lokalny. Wszechzwiązek i współzależności są bardziej uchwytne na płaszczyźnie energetycznej niż materialnej4. Przyroda jest kompletna, jej zasoby wyczerpywalne, zdolności do regeneracji ograniczone. Podstawowym sposobem funkcjonowania przyrody jest dążenie do zachowania równowagi w naturalnych ekosystemach. Człowiek jest jednym z wielu gatunków zamieszkujących Ziemię i tylko w swojej bezmiernej arogancji uzurpuje sobie władzę nad innymi, słabszymi ludźmi i gatunkami. Może warto posłużyć się ideą sieci, ideą wszechzwiązku i współzależności, która wyklucza taki stosunek do otaczającego nas świata. Aby uratować siebie i przyrodę, z którą stanowimy jedność, musimy zmienić swój sposób wartościowania i przejść od ekspansji do ochrony, od ilości do jakości, od rywalizacji do współpracy, od dominacji i kontroli do zaniechania przemocy. Płacimy cenę za zbyt szybki rozwój technologii i przemiany w naukach ścisłych, za zbyt wczesne wydzielenie się wielu nauk z filozofii, za zły system edukacji (mamy w głowach nie powiązane ze sobą fragmenty wiedzy) i wreszcie za mnożenie bytów ponad konieczność przejawiające się powoływaniem do istnienia coraz to nowych „nauk”. „To, co ukształtowało się w XIX wieku pod niefortunną nazwą ‘systemu nauk humanistycznych’, charakteryzuje się przede wszystkim wewnętrzną bezkształtnością, posuniętą tak daleko, że całe nauki [...] nie mają już wspólnego fundamentalnego założenia dotyczącego natury swego przedmiotu, stosownej metody i tego, jakie pytania chcą stawiać. Takich nauk nie można uprawiać inaczej niż jako patetyczny ‘cel sam w sobie’, tzn. zamierzenie niewykonalne.”5
Spróbujmy popatrzeć na to, co robią ludzie sprzed dwóch milionów lat. Przyjrzyjmy się kompletnym ludziom, nie małpom, nie małpoludom, nie upośledzonym dewiantom, nie „łagodnemu dzikusowi”. Spójrzmy na siebie, przyjmując dla uproszczenia, że człowiek rozwijał się jako jeden gatunek lub w wyniku rozwoju następujących po sobie, zachowujących ciągłość genetyczną gatunków.6 „Musimy wszakże, jak sądzę, uznać, że człowiek, ze wszystkimi swoimi cechami, z sympatią dla wszystkich niżej stojących istot, z życzliwością nie tylko dla innych ludzi, lecz także dla najskromniejszych żywych stworzeń, z intelektem na wzór boskiego, którym przeniknął ruchy i budowę systemu słonecznego – z wszystkimi tymi wspaniałymi mocami – człowiek nadal nosi w swoim ciele niezatarty ślad swego niskiego pochodzenia.”7 Przytoczone zdanie uczonego, rewolucjonisty w poglądach na pochodzenie człowieka, zasługuje na komentarz zarówno ze względu na treść, ale jeszcze bardziej za względu na stojącą za wyrażonym poglądem ideologię. W istocie Darwin boleje nad dostrzeżonym przez siebie „niezatartym śladem”, jakby to był ślad hańby. Ślad ten dla Darwina musi być tym bardziej wstydliwy, że jest śladem „niskiego pochodzenia” – pochodzenia odzwierzęcego. Boleść uczonego jest tym większa, że przeżywana w poczuciu opozycji między tym, co ludzkie, szlachetne, a tym, co zwierzęce, niskie, chciałoby się powiedzieć – brudne. I rozpacz to tym większa, że w tym, za przeproszeniem, ciele, lokuje się boski intelekt kontemplujący firmament. I nie pomogą „te wspaniałe moce”. (Zachowajmy współczucie dla boleści Karola.) Wypowiedź ta zawiera ewidentne błędy merytoryczne. Po pierwsze, związki międzygatunkowe tak działają w ekosystemie, że nie ma gatunków wyższych i niższych, a są tylko współwarunkujące swoje istnienie. Niezrozumienie tego prostego twierdzenia i chciwość prowadzą do degradacji naszego środowiska, naszego życia i do katastrof ekologicznych. Jeśli niszczymy lasy deszczowe czy Wielką Rafę Koralową, to równie dobrze możemy strzelać z karabinów maszynowych do ludzi. Mylący dla potocznego odbiorcy jest tzw. schemat piramidy troficznej, gdzie chętnie przedstawia się zależności pokarmowe w taki sposób, że wśród konsumentów zachowany jest porządek ogólny: konsumenci pierwszego rzędu, czyli roślinożercy, konsumenci drugiego rzędu, czyli drapieżniki, a na samym szczycie stoi człowiek, jako ostateczny konsument wszystkiego. Piramida troficzna nie opisuje jednak wzajemnych zależności, a jedynie prosty łańcuch pokarmowy. Identyfikowanie różnych związków w ekosystemie z kolejnością pożerania jest błędnym uproszczeniem.8 Po drugie, nie ma „najskromniejszych żywych stworzeń”, z powodów podanych wyżej. Powiedzmy mocniej: wzajemne dopasowanie gatunków w biosferze jest procesem historycznym trwającym miliardy lat. Proces ten polega między innymi na tym, że biosfera sama siebie stwarza i stabilizuje. Jej produktem i elementem jest człowiek. Po trzecie, intelekt człowieka jest produktem ewolucji, tak jak jego ciało. A sam człowiek (co zapewne pozostaje poza zasięgiem możliwości intelektualnych nie tylko Darwina) jest przejściowym padlinożercą, wtórnym drapieżcą, z taką samą bezwzględnością toczącym wojnę zewnątrz-, jak i wewnątrzgatunkową. A postawa, którą Darwin zaprezentował? Ileż tu hipokryzji, obłudy i zakłamania. Człowiek Darwina wykorzystuje swe wspaniałe moce, aby patrzeć w gwiazdy, albo życzliwie uśmiecha się do lichych stworzonek i pewnie wszystko otacza troską i miłością. Pewnie z tej miłości, troski i życzliwości zrodziło się Imperium Brytyjskie. Ludzie chcą uwolnić się od swego zwierzęcego dziedzictwa, ale im bardziej chcą, tym bardziej jest to niemożliwe. Akceptują biologiczną przynależność do Naczelnych, ale chętnie myślą, że oto są Naczelne, czyli małpy, a później jest duża przerwa ewolucyjna i pojawia się Człowiek. Istnieje potwierdzona ciągłość rozwoju, która dowodzi, że jednak nie z ducha, a z materii jest człowiek poczęty. Potrzeba iluzji jest niezwykle silna. Jak pamiętamy, gotowi byliśmy z powodów ideologicznych lokować narodziny człowieka gdziekolwiek, byle nie w Afryce. Jednak jesteśmy z Afryki. Wędrowała owa istota z Afryki dokądkolwiek, bo nie wiedziała, dokąd idzie. Jej ślady znajdujemy w Afryce, Azji, Europie. Nie miała zamiaru zwiedzać innych kontynentów. Chciała przetrwać. Przetrwaniu w tej wędrówce służyły różne umiejętności i talenty. Ideologia każe nazywać te istoty paleoantropami, choć prościej byłoby mówić o ludziach. Ludzie ci wykazują duże różnice funkcjonowania w porównaniu z innymi Naczelnymi, np. małpiatkami z Nowego Świata. Trzeba sobie uzmysłowić, że postawa pionowa powoduje zmianę organizacji przestrzeni. Pojawia się oś centralna, góra – dół, i cztery poziome kierunki rzutowane z centralnej osi: przód – tył, prawo – lewo. Jak dalej się przekonamy, to „wrzucenie” w (subiektywnie, pozornie) nieograniczoną, nieznaną i groźną przestrzeń, wywarło daleko idące konsekwencje, wykraczające poza konieczność jej poznania. Sprawne funkcjonowanie w warunkach dezorientacji jest niemożliwe. „To doświadczenie przestrzeni, zorientowanej wokół ‘centrum’, wyjaśnia wagę paradygmatycznych podziałów i rozdziałów terytoriów, aglomeracji, siedzib i ich kosmologicznego symbolizmu. [...] Doświadczenie ukierunkowanej przestrzeni, choć utraciło już swoje ‘egzystencjalne’ znaczenie, wciąż jest jeszcze znane człowiekowi społeczeństw nowoczesnych.”9 W mieście jest plac centralny, na tym placu stoi pomnik na wysokim cokole i jeszcze bardziej podkreśla „centralność” punktu środkowego. Wokół tego miejsca rozlokowane są budowle dla miasta ważne – świątynia, ratusz, karczma. Od placu centralnego rozchodzą się promieniście ulice. A na peryferiach mieszka rakarz.10
PRODUKCJA NARZĘDZI Zięba bierze specjalnie znaleziony kolec i za jego pomocą, nakłuwając, wyciąga larwy owadów ze szczelin między liśćmi roślin. Później, kiedy larwa jest już w brzuszku, ptak znowu bierze swój kolec i poluje dalej. Kiedy kolec jest już zepsuty, tępy, zięba znajduje następny i polowanie trwa dalej. Zięba posługuje się narzędziami. Pawian jest głodny, kiedy je tylko młode pędy roślin. Pawian bierze źdźbło trawy, ślini je i wsuwa w otwór termitiery. Po chwili wyjmuje je i oblizuje. Na słomce było kilkadziesiąt termitów. Wystarczy mocno rozetrzeć je językiem o podniebienie i chociaż są trochę kwaśne, są dobre. Mrówkojad ma język, długi i lepki, pawian jest wynalazcą, i, mimo milionów lat błądzenia innymi drogami rozwoju, i pawian, i mrówkojad mogą rozkoszować się smakiem termitów. Pawian posługuje się narzędziami.11 Paleantropy są aktywne w pozycji pionowej. Wyobraźmy sobie rozległą łąkę, a na niej wielkiego psa. Trawy ograniczą mu pole widzenia do dziesięciu metrów. Człowiek staje w wyprostowanej pozycji i widzi na odległość dwóch kilometrów. Widzi przestrzeń oczami, które są ustawione w jednej płaszczyźnie, więc widzi stereoskopowo – oblicza, jak daleko jest ofiara ataku12, z dokładnością do jednego metra. Potrafi obraz ofiary zastąpić jej wyobrażeniem, do konstrukcji którego wystarczy sam ruch traw. Atakuje z zawietrznej. Szanse powodzenia polowania zwiększa przez użycie broni. Ale ma też tajną broń – organizację społeczną i zdolność porozumiewania się członków grupy w czasie akcji. Pies zostaje zabity i zjedzony, szybko. Zanim zapach krwi zwabi inne drapieżniki, wobec których człowiek jest jeszcze bezradny. Miną miliony lat zanim będzie zabijał lwy dla zabawy. Jednak w pozycji pionowej można utrzymać się wyłącznie w stanie czuwania 13. Paleantropy muszą znaleźć sposób na bezpieczny sen. Grupa zbiera się w zagłębieniu na łące i jej członkowie kładą się jeden obok drugiego. Najpierw para dorosłych zdolnych do reprodukcji, później podrostki zdolne do walki. Gdzieś między nimi lokują się dzieci. Wtedy, w ciemności, przychodzi strach i rodzą się demony, poczucie przemijania, śmierć. Ktoś czuwa na brzegu skarpy nad snem reszty. Paleantropy nauczyły się cenić skutki swojej pracy. Po co dzień w dzień na nowo szukać odpowiedniego patyka, kamienia, czy kawałka skręconego w powróz łyka? Można je zachować na dzień następny. Widzę człowieka, jak trzyma mocno w dłoni swój kamień, i zasypia marząc o następnym udanym polowaniu, o powodzeniu swojej rodziny, o dzieciach, które nie ciążą. I oto ten kamień staje się wyjątkowy, własny i szczególny. A oprócz tego, jest ekonomiczniej zachować to, co zrobiło się wczoraj. Lepiej schować swój oszczep, siekierę, młotek, niż robić je od nowa. Powstaje pierwszy magazyn narzędzi. Paleantropos potrafił więc przeprowadzić rozumowanie, które doprowadziło go do wniosku, że pewne czynności są powtarzalne i mogą być wykonane przy użyciu tych samych, już posiadanych narzędzi. Zachowanie zmienia się z reaktywnego w celowe działanie planowane, gdzie czynności planowania i czynności przygotowawcze będą zajmować coraz więcej miejsca. Jeżeli pojawi się nowa, nieznana sytuacja, człowiek najpierw oceni, czy już posiadane narzędzia będą przydatne, czy trzeba zrobić nowe.14 Ekonomia znów jest górą. A dokładniej: powstała opozycja między konserwatyzmem a innowacyjnością. Pojawiła się wobec tego nadwyżka zdolności produkcyjnych. Można ją przeznaczyć na zdobywanie pożywienia, rozmnażanie, wychowanie dzieci, produkcję lepszych narzędzi. Ta drobna, jakby się wydawało, zmiana zachowania, jaką jest umiejętność przechowywania posiadanych narzędzi, uruchamia lawinę zmian we wszystkich sferach życia i stanowi o sukcesie ewolucyjnym gatunku. Więcej aktywności skierowanej na zdobywanie pożywienia pozwala uniknąć przeplatających się okresów sytości i głodu lub przynajmniej uczynić okresy głodu mniej dolegliwymi. Pojawia się konieczność zabezpieczenia zdobytego kawałka padliny przed innymi drapieżnikami, a stąd już niedaleko do spiżarni i technologii obróbki żywności. Trzeba jednak ponieść pewne koszty utrzymania tego dobytku. Jeżeli wybierać się daleko, to tylko na tyle daleko, by móc wrócić przed nocą. I to są pierwsze koszty posiadania. Już nie można pójść gdziekolwiek, a jedynie tam, gdzie nie straci się dostępu do własnych osiągnięć. Osiadły tryb życia nie jest więc wynikiem medytacyjnej rozwagi, lecz ekonomicznym przymusem. A jeśli przyjdzie zginąć na polowaniu, to zostaje scheda. Powstaje konieczność powołania wielu instytucji, które chętnie nazywamy wynalazkami naszej cywilizacji, a które powstały jednak o wiele wcześniej15. Pierwsza z nich to miejsce, topos, to-tam-gdzie-coś-mam. Miejsce, które powinno być zachowane, a później przekazane16. |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|

