| (Anty)twórcza edukacja |
| Autor: Michał Grzesik | |
|
Twórczość można zdefiniować jako cechę przejawiającą się w zdolności do wytwarzania produktów, czy idei, które są nowe i wartościowe. Nie wystarczy stworzyć czegoś, czego nikt inny przed nami nie wymyślił. Nasz pomysł musi mieć zastosowanie praktyczne. Musi spełniać jakąś funkcje. Nie musi być to funkcja tylko i wyłącznie pragmatyczna, związana z fizyczną użytecznością wynalazku. Równie dobrze wartościowość nowego pomysłu może przejawiać się w sferze poznawczej, a celem takiej twórczości może być Prawda. Jeszcze inną sferą, w której przejawiać może się wartość idei nazwanej twórczą, jest sfera estetyki. Mówiąc o sztuce mówimy właśnie o twórczości, której celem jest Piękno, a wartością estetyka. Kolejną wartością, jaką może mieć dzieło uznane za twórcze jest Dobro, a sferą w której tak rozumiana twórczość znajduje swój wyraz jest działalność publiczna. Czy edukacja szkolna sprzyja wytwarzaniu dzieł, które można uznać za twórcze, czyli cechujące się nowością i wartością? Czy po 12 latach w szkole, młody człowiek, czytając ogłoszenie o pracę, podobne jak to przytoczone na wstępie, może z czystym sumieniem odpowiedzieć "tak, właśnie kogoś takiego jak ja szukają"? Najprościej poszukać odpowiedzi na to pytanie odpowiadając na inne: Jakie cechy środowiska sprzyjają twórczości? Czy takie cechy charakteryzują współczesną szkołę? Jaki sposób myślenia jest charakterystyczny dla osoby twórczej? Czy szkoła wspiera rozwój tych cech? Jedną z podstawowych charakterystyk osoby twórczej jest niezależność myślenia. Ktoś, kto nie jest w stanie myśleć i działać inaczej niż reszta nie będzie w stanie stworzyć czegoś nowego. Szkoła uczy konformizmu w zachowaniu. Uczy pewnych reguł, których "dobry uczeń" powinien przestrzegać. Jedną z takich reguł, jest to, że to nauczyciel pyta, a uczeń odpowiada. Wróćmy na chwilę do starożytnej Grecji. Termin "szkoła" oznaczał tam rozmowy myślicieli z uczniami na dowolne tematy. Uczeń był od tego, by nie wiedzeć, by pytać, a nauczyciel od tego, by odpowiadać, rozwiewać wątpliwości, nauczać. Dziś, po wiekach "cywilizowania się" człowieka, termin ten zmienił swoje znaczenie. To nauczyciel jest od tego, aby pytać, a uczeń ma odpowiadać. Ten, który wie - pyta, ten, który nie wie - ma mu pomóc. Ale w czym? Bo przecież nie w przyswajaniu wiedzy. Naturalną skłonnością dziecka jest skłonność do zadawania pytań. W ten sposób rozwija ono swą ciekawość poznawczą, nabywa "motywacji ciekawości", która jest niezbędna, by stać się osobą twórczą. W szkole to nauczyciel pyta. Nie wiem, czy staje się dzięki temu bardziej twórczy. Inną cechą sprzyjającą twórczości jest dywergencyjność myślenia. Jest to skłonność do rozwiązywania danego problemu na wiele różnych sposobów. Przeciwieństwem takiego myślenia jest myślenie konwergencyjne, sprzyjające rozwiązywaniu problemu w jeden standardowy sposób. Ideałem dla wielu nauczycieli jest uczeń, który w odpowiedzi na zadane pytanie cytuje odpowiedni fragment podręcznika. Zachowanie interpunkcji prawdopodobnie dodatkowo podnosi ocenę. Dla przykładu zdarzają się matematycy, którzy honorują tylko jeden, ulubiony sposób rozwiązania zadania, choć można dojść do tego samego wyniku kilkoma innymi drogami. Czyżby nadgorliwe zastosowanie brzytwy Okhama - nie mnóż bytów ponad konieczność? Kolejnym elementem sprzyjającym twórczości jest język, którym posługuje się nauczyciel przekazując wiedzę. Język oparty na stosowaniu porównań, przenośni, metafor i analogii sprzyja rozwojowi wyobraźni i samodzielnego myślenia przy pomocy wymienionych wyżej środków językowych. Niestety nauczycielowi chcącemu korzystać z języka innego, niż naukowo-akademicki nie idą w sukurs podręczniki, wypełnione szczelnie faktami, definicjami i datami. Nie idzie nauczycielowi w sukurs przeładowany program nauczania. Dobre zapewne chęci polityków, by odpowiednio wykształcić społeczeństwo (czyżby zgodnie z zasadą, by dać potomnym to czego samemu im brakuje?), dają skutek zupełnie odwrotny. Przygnieceni ilością danych do zapamiętania (z interpunkcją!) uczniowie zniechęcają się do nauki, szkoły i do przyswajania wiedzy w ogóle. W efekcie w młodych ludziach wykształca się negatywizm poznawczy, przejawiający się w tym, iż na jakąkolwiek próbę przekazania czegoś nowego odpowiadają z góry "nie!". Koleją sprawą jest atmosfera, w jakiej przebiega nauczanie. Twórczości sprzyja klimat otwartości, unikanie nadmiernej krytyki, wymagania dostosowane do możliwości uczniów (nie sztywne wymagania, takie same dla każdego), plastyczność przebiegu procesu dydaktycznego, indywidualne podejście do uczniów. Atmosfera jaka panuje rzeczywiście w szkole jest w dużym stopniu odwrotnością tego wszystkiego. O powodach takiego stanu rzeczy można napisać osobny artykuł, długi artykuł. Wymienię tylko najważniejsze z mojego punktu widzenia, którymi są negatywna selekcja do zawodu nauczyciela, oraz przepełnione uczniami klasy. Jak można próbować, choć w części usunąć te wszystkie trudności? Można pójść za radą Torrance'a (1962, 1965), który opracował system reguł dla nauczycieli szkół podstawowych, jak postępować z dziećmi, by nie ograniczać ich naturalnych zdolności twórczych. Po pierwsze należy odnosić się z szacunkiem do niezwykłych pytań w rodzaju "Czy kamienie rosną?". Jedynymi osobami podobnymi do dzieci w zdolności do zadawania pytań niedorzecznych są wybitni naukowcy. To właśnie ci nieliczni, których nie nauczono, że pytając robią z siebie idiotów. Po drugie należy pokazywać dzieciom, że ich pomysły są wartościowe. Wielu nauczycielom trudno uznać, że pomysły dziecka mają jakąkolwiek wartość. Są raczej przejawem niedojrzałości. Oczywistym jest, że poświęcenie czasu na docenienie wartości jakiegoś pomysłu, sprzyja uznaniu przez dziecko samego siebie za wartościowego i tworzeniu kolejnych, doskonalszych pomysłów w przyszłości. Po trzecie zapewnij dzieciom możliwość działania bez oceny. Aż trudno to sobie wyobrazić! Szkoła jest instytucją, która kojarzy się przede wszystkim z ocenami. A ocenianie sprzyja hamowaniu i samokontroli produkowanych pomysłów, rozwiązań i zachowań. Atmosfera pozbawiona czynnika oceny sprzyja wypróbowywaniu nowych zachowań i pomysłów, bez czego twórczość nie ma szans na zaistnienie. I po czwarte należy łączyć oceną z jej przyczynami i skutkami. Ocena w stylu "to jest dobre", "to jest złe" nie daje dziecku zupełnie żadnych informacji praktycznych. Zmieniając swoją wypowiedź na "to mi się podoba, bo...", albo "to można by ulepszyć, tak aby..." dajemy konkretną informacje co jest w danym pomyśle udanego i z czego można korzystać w przyszłości, a jeśli coś jest nie do końca udane, to z jakiego powodu i jakie skutki miałoby zastosowanie takiego nieudanego rozwiązania. Szkoła nie musi być środowiskiem antytwórczym, pomimo, iż wiele jej instytucjonalnych cech sprzyja blokowaniu kreatywności. Badania Cox (1999) pokazują istnienie korelacji pomiędzy postrzeganiem ucznia jako twórczego, a postrzeganiem go jako niegrzecznego. Potrzebna jest dobra wola i przede wszystkim prawdziwa, rzetelna chęć nauczania, by poświęcić więcej swych sił i zasobów na taką pracę z uczniami, która nie będzie tylko i wyłącznie powodowana chęcią spokojnego przetrwania kolejnego dnia w szkole. Jeśli ktoś szuka spokoju, a zadawanie głupich pytań go denerwuje to zawód nauczyciela nie jest dobrym pomysłem. Tylko dlaczego, odwołując się do badań Cox, tak wielu nauczycieli, działa wbrew własnym oczekiwaniom, oraz potrzebom i wybiera ten zawód, narażając się na kontakt z tymi okropnymi, niegrzecznymi uczniami? Oby jak najwięcej z Was trafiało na tych "z powołaniem", o których chociaż mówi się mniej, to z pewnością są i robią swoje. |
| « poprzedni artykuł |
|---|

Przeglądając ogłoszenia o pracę, często możemy spotkać się z takimi oto wymaganiami stawianymi przyszłym pracownikom: 