Menu Content/Inhalt
Start arrow Twórczość arrow Wielka rozpacz małego aniołka
Wielka rozpacz małego aniołka
Autor: Weronika Forysiak   

Bajka terapeutyczna 

Główny temat: lęk przed rozstaniem z mamą; lękowi temu przeciwstawia się:
- nawiązanie głębszych relacji z innymi ludźmi
- dobra zabawa w gronie innych dzieci.

Główny bohater: anioł Krzyś - pięcioletni chłopiec, który zostaje w domu pod opieką niani.
Konkretny lęk: rozstanie z mamą; lęk redukowany przez:
- możliwość zdobycia nowych przyjaciół
- możliwość uczestnictwa w dobrej zabawie.

Wprowadzone postaci:
- niania Adela (starsza pani)
- wnuczka Adeli - Pola (pyzata, wesoła dziewczynka o kruczoczarnych włosach).

Tło opowiadania: wioska Wesołkowo Pierzaste, położona we wschodniej części Nieba.

***

- Krzysiu! Krzyyysiu! Gdzie jesteś? Zaraz spóźnię się do pracy. Chodź tu szybciutko, bo trzeba jeszcze przeczesać ci skrzydła. Krzysiuuu!
Aniołek Krzyś doskonale słyszał, jak mama woła go z przedpokoju. Wcale jednak nie miał zamiaru wyjść spod kuchennego stołu, pod którym siedział już dobrych dziesięć minut. Co to, to nie! Bo dlaczego niby ma to zrobić? A niech się mama spóźni do pracy! Najlepiej będzie, jak w ogóle tam nie pójdzie! Przecież w domu mogą razem robić tyle wspaniałych rzeczy! Ooooo! Upieką ulubione ciasteczka taty i Azorka wykąpią. Tak! Mama musi zostać w domu!
- Aniele Krzysztofie! Po raz ostatni powtarzam! Zaraz przyjdzie niania Adela i... - na samą myśl o niani Krzysiowi zrobiło się słabo. W brzuchu mu zabulgotało i to na pewno nie dlatego, że nie zjadł śniadania... Niania Adela zawsze przyprawiała go o mdłości. Nudna, straszliwie pomarszczona i zupełnie do mamy niepodobna anielica!
- Krzysiu!- krzyknęła mama, tym razem już nie na żarty zdenerwowana.
- Mamusiu... - szepnął Aniołek Krzyś spod stołu - ja się dzisiaj baaaardzo źle czuję... - jęknął. Oczywiście nic szczególnego mu nie dolegało. Wiedział jednak, że tylko tak może zatrzymać mamę w domu.
- Boli mnie brzuszek i główka... - pisnął ledwie słyszalnym głosikiem i powolutku wynurzył się spod fałd koronkowego obrusu. Aby wiarygodniej wypaść przed mamą, trzykrotnie zakasłał. Mamy jednak mają tę wspólną cechę, że są istotami bardzo mądrymi - zarówno te ludzkie, jak i te anielskie. I dlatego też mama Krzysia nie dała się nabrać na pojękiwania swojego anielskiego synka. Podeszła, sprawdziła, czy aby na pewno jej mały aniołek nie ma gorączki i ostrym tonem zawyrokowała:
- Nic ci nie dolega! Marsz do łazienki myć zęby i czesać skrzydła! Niania Adela będzie tu lada chwila.
I rzeczywiście. Nie minęła nawet minuta, gdy ku rozpaczy Krzysia rozległ się dzwonek do drzwi. Chłopiec spojrzał na mamę ze łzami w oczach. Dolna warga zadrżała mu delikatnie, co oznaczało tylko jedno - mama znowu pójdzie do pracy, a on zostanie tu sam... No może nie sam, tylko z nianią Adelą (przecież pięciolatek nie może zostać zupełnie sam w pustym domu!). Obecność starszej pani jednak sytuacji Krzysia wcale, ale to wcale nie poprawia! Znowu będzie musiał zjeść całą miskę zupy, choć wcale nie jest głody. I co gorsze znowu czeka go spacer do parku. I znowu, i znowu, i...!
- Mamuuuuusiu! Nie idź do pracy, zostań ze mną. Bardzo cię proszę. Mamusiuuuuu! - zawył aniołek, ile sił w płucach.
- Krzysiu - spokojnym tonem powiedziała mama - rozmawialiśmy już na ten temat. Jesteś dużym chłopcem. Dobrze wiesz, że nawet jeśli idę do pracy, to i tak kocham cię najmocniej na świecie! A gdy tylko zegar wybija godzinę trzecią, wracam do domu, by spędzić z tobą i z tatą resztę dnia.
Aniołek Krzyś, jak przystało na dzielnego chłopca, pokiwał potwierdzająco głową, czemu towarzyszyło nieznaczne drżenie puchatych skrzydełek. Widać jednak było, że zupełnie nie jest mu do śmiechu. Jedyne, co mogło w tej chwili złagodzić rozpacz, to słodki całus od mamy. I takiego właśnie otrzymał.
- Dzień dobry Krzysiu! Dzień dobry pani Bogacka! Niechże pani już idzie do pracy! - zawołała niania Adela przekraczając próg mieszkania. - Toż to już za dziesięć ósma! A dobrze pani wie, że w Departamencie Cudów każda minuta jest na wagę złota! - zagrzmiała.
Krzyś słysząc skrzeczący głos niani z rezygnacją opuścił głowę i głośno westchnął. Wiedział doskonale, że czeka go kolejny okropny dzień. Nie wyobrażacie sobie nawet, jak bardzo się pomylił.
Otóż po wyjściu mamy, któremu jak zwykle towarzyszyły salwy Krzysiowej rozpaczy, okazało się, że niania Adela nie przybyła do pracy sama. Zza płaszcza starszej kobiety wystawała przez cały ten czas czarna czupryna gęstych włosów. Na początku Krzyś zajęty wznoszeniem dramatycznych okrzyków nawet nie zwrócił uwagi na małą towarzyszkę niani Adeli. Pola, bo tak właśnie miała na imię wnuczka starszej pani, wykazała się jednak niesłychaną cierpliwością względem aniołka Krzysia. Poczekała, aż zabraknie chłopcu łez i przestanie krzyczeć, po czym podeszła do niego wyciągając rękę.
- Witaj, jestem Pola - powiedziała dziewczynka rzeczowym tonem - dzisiaj przyszłam do ciebie z babcią, bo moi rodzice poszli do pracy. Ty masz na imię Krzyś. Babcia mi powiedziała. Nie wspomniała jednak, że jesteś taki płaczliwy.
Krzyś na te słowa natychmiast się uspokoił, a jego policzki zrobiły się koloru buraczkowego. Poczuł się bardzo głupio. Jak to? On płacze? A taka Pola to nie? Niemożliwe!
- Wcale nie jestem płaczliwy - rzucił Krzyś bez zastanowienia - tylko tak mi coś do oka wpadło - wymyślił na poczekaniu, po czym obrócił się na pięcie i ruszył raźnym krokiem do swojego pokoju. Trzeba wam wiedzieć, że nie było to ładne zachowanie z jego strony! Pola jednak wcale nie poczuła się urażona. Poczekała, aż Krzyś zniknie za drzwiami swojego pokoju i w podskokach ruszyła na poszukiwanie babci.
Niezawodny nos zawiódł ją wprost do kuchni, gdzie na stole pojawiły się już grzanki z masłem i powidłami oraz kubki pełne gorącego mleka.
Aniołek Krzyś też poczuł słodki zapach roznoszący się po całym domu. Usilnie jednak walczył z pokusą wyjścia ze swojej kryjówki. Właściwie, to nie wiadomo, ile czasu spędziłby tak, kuląc się pod pierzyną... Z ukrycia wywabił go (na szczęście!) straszliwy hałas, który nagle wypełnił cały pokój. Aniołek pospiesznie rozchylił brzegi kołdry i zlokalizował źródło okropnego dźwięku. To Pola, która zjadła już swoją porcję pyszności, niezdarnie machając skrzydłami, przewróciła stos książek taty ułożony na biurku! Krzyś szybko domyślił się, że pyzata, piegowata dziewczynka próbuje wzbić się w górę, ale zupełnie nie wie, jak to zrobić. A on jest przecież mistrzem latania! Bez zastanowienia wyskoczył więc spod pierzyny i powiedział:
- Nie, nie tak! Musisz zamknąć oczy, pooowoli rozwinąć skrzydła i z całej siły nimi zatrzepotać! O tak! - i mówiąc te słowa wzbił się z gracją w powietrze. Na jego buzi pierwszy raz tego dnia zagościł uśmiech. Pola idąc za radą aniołka także oderwała się od ziemi. Może nie był to lot tak piękny, jak ten Krzysiowy, ale początki przecież bywają trudne.

I tak to aniołek Krzyś najzwyczajniej w świecie zamienił płacz na dobrą zabawę. Łzy nie pojawiły się już tego dnia, a i w kolejnych nikt nie widział ich w domu Państwa Bogackich. Zapewne domyślacie się też, że chłopiec zaczął chętniej jadać zupy niani Adeli. A i spacery po parku, w towarzystwie nowej przyjaciółki, stały się prawdziwą przyjemnością.

 
« poprzedni artykuł
 
designed by made your web.com