| Smutek spełnionych życzeń |
| Autor: Andrzej Kuśmierczyk | |
|
Czas świąt i przełomu roku* to czas składania sobie rozmaitych życzeń. Pochylmy się nad nimi przez chwilę. "I byśmy zdrowi byli." I co? I wyobraźmy sobie, że nam się spełni. I co zrobić z armią bezrobotnych lekarzy, pielęgniarek, laborantów i salowych? Krzakiem i babką lancetowatą zarastają korytarze przychodni i szpitali. Może nawet jakieś ptaki zalęgłyby się i wysiedziały młode. Wróbel na sali operacyjnej, gdzieś w lampie ma gniazdo, a młode srają na stół albo jeszcze gorzej, na narzędzia. Jurne chłopy i krzepkie dziewuchy przechadzają się ulicami. I to ma być dobrze? To jest okropne. A gdzie dziadek ledwo powłóczący nogami, podparty laską, popchnięty przez młodych gniewnych pod ścianę. Gdzie astmatyczna staruszka, która nie może wymówić swego nazwiska po wejściu na trzecie piętro (akurat na trzecim piętrze mieści się pracownia rehabilitacji po plastyce stawu biodrowego). A co z koncernami farmaceutycznymi? Produkcja firm farmaceutycznych jest bardziej dochodowa niż koncernów wydobywających ropę naftową. Zachwianie takim rynkiem oznaczałoby globalny kryzys gospodarczy. Miliony ludzi lądują na bruku. Zamykają się nie tylko fabryki leków, ale i inne, niby niczym nie związane z farmacją fabryki transformatorów, mebli, pojazdów szynowych i motocykli. Tak, bo koncerny farmaceutyczne produkują nie tylko leki i środki ochrony roślin, ale wiele innych dóbr. Jedna z wielkich firm produkujących środki higieny szpitalnej wystawiała Hitlerowi faktury za cyklon B. Trzeba by pochylić się nad tak niedochodowym problemem jak leczenie trądu, cholery czy malarii. I to wszystko ma stać się przez jedno głupie życzenie zdrowia? Oby nigdy się nie spełniło. Inny bzdurny pomysł to życzenie pieniędzy. Takie życzenie budzi grozę większą niż życzenie zdrowia. Oto pojawia się armia bogatych bezrobotnych. Chodzą po mieście, kupują, co chcą. Nie mają właścicieli, którzy zaganialiby ich do wykonywania nielubianych czynności przez osiem godzin każdego dnia poza czasem urlopu. Ba, oni są na wiecznym urlopie. Panoszą się, rozpychają. Siedzą w knajpach, żrą i piją. Nie ma biednej staruszki, która wycwaniła się tak, że potrafi przeżyć miesiąc za sto pięćdziesiąt złotych. A inna szuja wymyśliła, że jak uzbiera kilogram puszek po piwie, to nie umrze z głodu, bo chleba sobie nakupi tyle, że będzie w sytości się pławić. Nic z tego, zero normalności. Nie potrzebują banków, bo mają pieniądze w kieszeni. Stoją więc opustoszałe, marmurami wykładane gmachy, i krzakami, i babką lancetowatą zarastają. I oczywiście ten wróbel. Oby nigdy się nie spełniło. Albo jeszcze bardziej absurdalne życzenie: aby żyło się szczęśliwie. Spełnienie tego życzenia to klęska dla całej cywilizacji. I co to ma oznaczać? Że nie będzie wyścigu szczurów, że żony nie będą bite, a mężowie nie będą durniami impotentami. Że dzieci będą chciane i kochane i nie będą musiały beznadziejnie zasługiwać na warunkową miłość-nie-miłość. Że ludzie pozostawać będą w związkach dających poczucie spełnienia. A skutki? Zbędne stają się wszystkie instytucje cywilizacji: państwo, sądy, policja, a nawet pan parkingowy. Oto w sejmie mieszka echo, w korytarzach rosną krzaki i babka lancetowata, a tam gdzie stała laska - wróbel, ten sam wróbel. Z niespełnień wyrasta nasza cywilizacja. Z tego, że jesteśmy niezczęśliwi rodzą się regulacje prawne i instytucje w życie wdrażające te regulacje. To państwo i jego wszystkie epifanie, takie jak prawo gospodarcze, karne, rodzinne. To pieniądz i jego strażnik - bank centralny. To fundusze emerytalne i cmentarze, zarządzane osobnymi regulacjami. Nikt nas nie pyta, czy podoba nam się takie urządzenie świata. Pozostają życzenia, o których spełnieniu nikt nawet nie marzy. Ot, puste słowa, które są miłe, i taka ich jedyna rola. Ma być miło i lekko. Gdybyśmy potraktowali je poważnie, byłby to najśmielszy program rewolucyjny - na taki nie stać było ani Hitlera, ani Lenina, ani nawet Kadafiego. Program urządzenia świata po ludzku i dla ludzi. Życzyć sobie, żeby Hobbici żyli w Hobbitonie, Alaska miała swój przystanek, lasy Amazonki rosły razem ze swoimi żabkami, panda miała dość bambusowych zarośli, niedźwiedzie były bezpieczne w Tatrach i w kraju Drakuli, a my byśmy się przechadzali nie łamiąc niepotrzebnie żadnej gałązki. A może? * Tekst napisany w styczniu 2009
|
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|

