Menu Content/Inhalt
Przytulaliśmy za darmo!
Autor: Administrator   

W sobotę 21 marca 2009 r. od godz. 13.00 do 22.00 na rynku łódzkiej Manufaktury odbywała się zorganizowana przez nasze stowarzyszenie akcja-happening „Przytulanie za darmo”,. Partnerem akcji była Manufaktura, patronami medialnymi czasopisma „Świat DRUKU” i „Pro-KREACJA”. Nadal poszukujemy firm chętnych do bycia sponsorami tej i innych naszych akcji.

Chcieliśmy dać trochę ciepła nieznajomym, anonimowym ludziom, których spotykamy po raz pierwszy i zapewne ostatni, i którzy w taki sam sposób spotykają nas. Chcieliśmy dać ciepło zupełnie za darmo, nie oczekując niczego w zamian. Przytulić tych, którzy potrzebują uśmiechu czy chwili uwagi. Każdy z nas potrzebuje bliskości, dotyku, na co dzień mamy tego za mało, bo często boimy się lub wstydzimy o ten dotyk poprosić. Uścisk nawet obcej osoby, po prostu drugiego żywego człowieka, wywołuje na twarzy uśmiech, może poprawić nastrój.

Akcję możemy uznać za udaną. Wyszliśmy do mieszkańców tego miasta z propozycją, która przez wielu z nich została przyjęta. Oto w środku centrum handlowego, gdzie wszyscy myślą tylko o zakupach, okazjach i promocjach, pojawiły się banery z napisem „Przytulanie za darmo”, a przy nich my – z otwartymi ramionami witający przechodniów i zachęcający do „przytulaków”, „darmowych uścisków”, wspólnego „zrobienia niedźwiedzia”. Przywoływaliśmy gestem i głosem, wołając gromko: „Kto chce się przytulić!”, „Przytulanie zupełnie za darmo!” albo, kiedy gardła już były nieco zdarte (przydałby się megafon), zapraszając po prostu: „Chodź, przytul się”. Staraliśmy się jedynie zachęcać, stać w miejscu, albo co najwyżej wychodzić parę kroków do przodu, tak żeby nie zastąpić nikomu drogi, nie narzucać się, nie zmuszać, nie przytulać na siłę. Chodziło o to, żeby w osobach mijających nas powstała spontaniczna reakcja, chęć przytulenia się, podejścia do kogoś z nas i wymiany uścisku. Reakcje przechodzących były różne: od ucieczki, przez udawanie że nas tam nie ma, przytulanie po namyśle, do radosnego biegu ku nam po uścisk. Miny przechodniów też obserwowaliśmy różnorodne: na twarzach grymasy lub uśmiechy, szok, zdumienie, wesołość, czasem przerażenie. Różnice w sposobach przytulania: niektórzy robili to miękko, inni zaś pozostawali sztywni jak manekiny, niektórzy przytulali się mocno, czasem wręcz rzucali się na nas "z siłą wodospadu", inni ciała mieli słabe i wiotkie, jakby wymagające podtrzymywania w czasie uścisku. Niektórzy przytulali się nieco konwencjonalnie, jakby byli wyuczeni dotykania bez dotyku, inni robili to bardzo serdecznie, autentycznie. Dzieci – słabo lub mocno, ale zawsze z wdziękiem, z dziecięcą spontanicznością.

Co utkwiło w pamięci? Starsza pani dostała się w „niebezpieczny” krąg naszej obecności, staje w pół drogi, przygląda się nieufnie, po czym odwraca się i oddala z wyraźną ulgą, że uniknęła jakiejś pułapki. Dwójka kilkuletnich chłopców biegnie w naszą stronę, zauważają nas nagle, stają jak wryci i natychmiast w tył zwrot i pędem jak najdalej od nas. Jakiś pan przechodzi tuż obok, może pół metra dalej, ale udaje mu się nas nie widzieć, patrzy w bok, nieco do góry, a w końcu nawet na wskroś jednego z nas, który jakby był przezroczysty – uff, udało mu się nic nie zobaczyć! Młodzieniec rzuca pogardliwie do kolegi: „Patrz, jacyś Jehowi”. Mężczyzna z kobietą pod rękę kręci głową przecząco: „Nie, nie, ja mam się do kogo przytulać!”. Kobieta uśmiecha się, wygląda że może by chciała, ale przecież nie może wyjść na zdrajcę. Podobne teksty: „Nie, dziękuję, my się sami przytulamy, ja mam do kogo, ja nie potrzebuję, mam męża, żonę, chłopaka, dziewczynę” słyszeliśmy bardzo często. Wśród odmownych były też inne: „Nie mogę, jestem na służbie” (to ochroniarz), „Nie, czuję barierę”, „Nie mam czasu”, „Nie dzisiaj”, „Nie potrzeba, nie mam z tym kłopotów”, „Za darmo? Nie wierzę!”. Grupa młodzieży patrzy jak zbliżamy się z wyciągniętymi rękami i słyszymy: „Noc żywych trupów!”. Niektórzy pokazywali wymowny gest na czole oznaczający „kuku na muniu”. Inni przyspieszając kroku tylko się uśmiechali. No właśnie – uśmiech i śmiech. Tego w sobotę na rynku Manufaktury było dużo. Większość z tych, którzy się z nami przytulali, śmiała się radośnie lub uśmiechała. Uścisk wywoływał uśmiech. Także wielu odmawiających uśmiechało się. Wielokrotnie słyszeliśmy też słowa podziękowania, a i my sami często mówiliśmy po "przytulaku": "Dzięki!" albo "Dzięki, fajnie że się przytuliliśmy!".

Jeszcze o reakcjach, bo to naprawdę ciekawe. Para, wyraźnie małżeństwo, ona szturcha jego: „No idź, przytulisz się za darmo”. I przyszedł! Małe dzieci, często na początku nieufne, zachęcane, decydowały się. Malec cofa się, opiera, przygląda się nam, po chwili coś w nim „puszcza” i podchodzi do każdego z nas po kolei, i przytula się. Dłuższą chwilę w pobliżu czai się trójka może dziesięcioletnich chłopców, wyglądają na dzieciaki z okolicznych slumsów (bo jak wszyscy wiemy, nasza przepiękna Manufaktura jest otoczona slumsami). Pokazują nas sobie, myślą, śmieją się głośno, żeby pokryć napięcie. W końcu wypychają jednego siłą. Podchodzi i przytula się, do wszystkich nas kolejno, i śmieje się. A potem... jeszcze raz. Spodobało mu się, choć jego śmiech jest prawie krzykiem. Następny z trójki, niemal „przywleczony” przez kolegów, podchodzi i przytula się. Ostatni, najstarszy, a może tylko najwyższy z chłopców, długo nie może się zdecydować. Namawiają go, wyśmiewają, wreszcie przychodzi i przytula się z nami. Odchodzą oglądając się jeszcze. Ta cała sekwencja trwała dość długo – dla tych chłopców to najwyraźniej było niezwykłe przeżycie.

Niektórzy, przeważnie młode dziewczyny, gdy tylko nas zauważają, pędzą z radosnym piskiem i wyciągniętymi rękoma. Niektórzy, przeważnie starsi, są trochę wzruszeni. Ktoś mija nas z okrzykiem „Jezu!” (akcent na drugą sylabę) i potem zastanawiamy się, co to miało znaczyć. Wiele osób pyta, z jakiej okazji ta akcja, więc, odpowiadając na to zapotrzebowanie, dorabiamy podkład ideologiczny: „To pierwszy dzień wiosny!”. Wyjaśnienie pasuje i niektórych jakoś uspokaja. Inni, którym mówimy, że nie ma okazji, że po prostu przytulamy i już, patrzą z lekkim niedowierzaniem, niektórym się to podoba, że tak bez powodu i bezinteresownie. „How nice!” – woła jakiś cudzoziemiec, już przytulony.

Niektórzy wybierali sobie spośród „startowiczów” jednego do uścisku, często mężczyzna wolał przytulać dziewczynę, inny mężczyzna budził opór. Któryś rzucił rozpaczliwe: „Z facetem?! Nie! Jak to będzie wyglądać!”. Ale zachęcony przez Andrzeja jednak się do niego przytulił.

Akcja dawała wszystkim uczestnikom sporo energii – mimo że było chłodno, uściski rozgrzewały nas. Sam gest wyciągnięcia rąk, ich zachęcającego rozłożenia, wywoływał w tych, którzy to robili, rozluźnienie i uśmiech. Energii starczyło nam do samego wieczora – jeszcze tuż przed 22 przytulaliśmy jakichś zbłąkanych klientów „galerii” handlowej. Na pewien czas przyłączyło się do nas kilkoro znajomych – ochotników do przytulania (pięknie im dziękujemy). Odwiedziło nas wielu przedstawicieli lokalnych mediów – telewizje, radia, reporterzy z notesami. Na „gwiazdę medialną”, jak zwykle, wytypowaliśmy prezesa, który „ma gadane” – przydało się. Przed akcją i po nagraliśmy parę audycji radiowych i telewizyjnych, zaistnieliśmy także w internecie  – nasza akcja bardzo się podobała, więc, zgodnie z zapowiedziami, będziemy ją powtarzać.

Serdecznie dziękujemy MANUFAKTURZE, a szczególnie Pani Ewie Bieńkowskiej z zarządu Apsys, za przychylność i udostępnienie nam miejsca dla naszej akcji. Mamy nadzieję, że i w przyszłości nasza wzajemna współpraca z MANUFAKTURĄ będzie układać się tak pomyślnie.

Image

Image

Image

Image 

Image

Image

Image

Image

Image

Image

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
 
designed by made your web.com