| Spotkanie |
| Autor: Andrzej Kuśmierczyk | |
|
Pani pracowała w kiosku na rogu. Nie miała wiele do sprzedania - gazety, papierosy, papier toaletowy. Nigdy nie widziałem Pani. Była zasłonięta paczkami papierosów, niesprzedanymi filmami.
Poznałem jej rękę. Pani wydawała resztę odliczając ją gdzieś w głębi swego kiosku i podawała monety do ręki. Wkładało się rękę w okienko i Pani podawała monety. Pani wkładała monety do ręki i dotykała. Miała krótko obcięte paznokcie. Kciuk, palec wskazujący i wielki palec prawej ręki na chwilę dotykały wnętrza mojej dłoni. Miała ciepłą rękę. Ręka była nieduża i na podstawie jej rozmiarów wymyślałem Panią. Pani miała około sto sześćdziesiąt centymetrów wzrostu. Orzechowe oczy i srebrne włosy. Uśmiechała się do mnie. Jej usta miały kolor herbacianej róży. Była zgrabna, chociaż niektórzy powiedzieliby, że ma za małe piersi. Pani miała małe stopy ubrane w buciki na obcasie. Zdejmowała te buty dla mnie. Kładła się leniwie na kanapie i pociągała mnie do siebie. Kochałem się z nią zawsze w ubraniu. Pani nigdy nie rozmawiała ze mną o seksie. Chodziłem po trzy razy dziennie do kiosku planując skrupulatnie zakupy. Strategia była taka: kupić to, co potrzebne, ale nie naraz. Kupić na trzy razy i za każdym razem poczuć dotyk Pani. Ale nie można być natrętnym. Każdy zakup musi mieć uzasadnienie. Z każdym mijającym rokiem dotyk Pani stawała się mniejszy, bardziej czuły i trochę nieobecny. Przyszedł dzień, kiedy mnie opuściła. Zniknęła. Przestałem kupować. Dostałem paczkę listów. "Przychodził do mojego kiosku. Kupował różne rzeczy według pewnego klucza. Miało być tak, że kupuje nie po to, żeby być bliżej ze mną, ale właśnie dlatego, że tego potrzebuje. Dotykałam jego dłoni i czekałam na jego kolejną wizytę. Dotykałam jego dłoni." Koniec. Spotkałem się z nią w parku. Poznałem ję po dłoniach. Uśmiechnęła się do mnie i zapytała: - Co teraz będzie? Trochę z przestrachem, a trochę z rozbawieniem niegrzecznej dziewczynki. - Zaraz poproszę cię, żebyś zrobiła coś, czego nigdy nie robiłaś. Zrób to, zanim pomyślisz, czy warto, proszę. Zrób, po prostu zrób to. Napluj mi na rękę, napluj. I napluła, i patrzyła. Czułem ciepło jej śliny, podniosłem rękę i wypiłem jej ślinę. Patrzyła na mnie i wiem, że nigdy na nikogo tak nie patrzyła i kochała mnie w tym patrzeniu. Wiedziałem i ona wiedziała, że nigdy nie będziemy razem. Odwróciłem się tyłem do Pani i poszedłem przed siebie. Nie zawołała mnie. Nie zawołała. |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|

