| Miłosne fo pa |
| Autor: Dorota Wieczorek | |
|
Kochana, bierz się w garść, jeszcze masz cały wieczór przed sobą. Zrób się na bóstwo, bo dzisiejsza noc może nie skończy się tylko na kolacji...
Seks byłby spełnieniem marzeń, szczególnie dla kobiety, która od ponad roku ma głęboki syndrom niedopchnięcia. Moment, ostatni rzut oka, czy wszystko się zgadza, i w drogę. Strój jest ok, nie za bardzo wyzywający, lekko uwodzący, w razie czego nie będzie zbyt dużego problemu z pozbyciem się go, buty super, ciało delikatne i miękkie po kąpieli. Moja orientacja w terenie taka sobie, znów się zgubiłam, ale jak kocha, to poczeka, przynajmniej tak mówią. Jest. Dzwonić, nie dzwonić. Mam zadbać o siebie, tak? Cześć, tu ja, jest nieźle, tylko czemu tak mało romantycznie? Nie zrażajmy się, powoli, będzie jakaś kolacja i wino, będzie dobrze. Tak, zgadza się, plany mam raczej długoterminowe (O rany, człowieku, może więcej kontaktu wzrokowego? Spojrzałbyś na mnie, a nie na ten cudowny telewizor i MTV!). Nie, jako psycholog nie czytam w ludzkich myślach (natomiast za chwilę umrę z nudów, kolacja to odległe marzenie, bo kurczaka udało ci się tylko dwukrotnie zamarynować, wina brak i nadal nie wiem, czy wolisz rozmawiać ze mną, czy z telewizorem). Naprawdę, jestem pod wrażeniem (chcę wyjść, pomocy!). Wiesz, to ja może już będę szła, skoro masz jeszcze coś do zrobienia. Bardzo dziękuję za miły wieczór (nigdy więcej nie umówię się z nim). Kino?! Fajny pomysł, wiesz, dam znać, może niedziela? Dzięki, pa. Teraz do domu, w końcu się przytulę - do poduszki - i szybko zapomnę o dzisiejszej katastrofie… |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|

