| Ironia miłości |
| Autor: Dorota Wieczorek | |
|
Przemoc – to słowo większości z nas kojarzy się z aktem fizycznym. Przemoc w domu to bite dziecko, to siniaki i łzy. Ale przemoc w domu to także słowa i zachowania rodziców w stosunku do dzieci, w domu lub poza nim. Na pozór całkiem „normalne”, standardowe, nie wzbudzające podejrzeń i skojarzeń z wyrządzaniem krzywdy. A jednak będące narzędziem przemocy. Wydaje się, że takie słowa i zachowania są rzadkie. Problem polega na tym, iż z codziennego życia można czerpać ich przykłady całymi garściami. Kobieta wchodzi do agencji pracy. Ona: Dzień dobry, czy ma Pan jakąś ofertę pracy, szukam czegoś dla synów. On: Czy synowie są pełnoletni? Ona: Tak, wie Pan, ale oni są wstydliwi. On: To może przyjdą sami i wtedy przedstawię ofertę. Ona: Synowie czekają na zewnątrz, wie Pan, są nieśmiali, wstydzą się rozmawiać. On: Rozumiem, ale jeżeli pójdą do pracy i tak będę musieli się odzywać. Ona: No tak, ale ma Pan jakąś ofertę pracy? Bo wie Pan, ja to pracuję dla nich na dwa etaty i generalnie nie muszą iść do pracy, ale pomyślałam sobie, że jak mnie zabraknie, to nie będą wiedzieli, co zrobić. Poza tym ja ich chowałam trochę pod kloszem, to może nauczą się życia, są bardzo grzeczni. On przestawia ofertę pracy i daje Kobiecie adres, pod którym mają się zgłosić „chłopcy”, aby porozmawiać z przyszłym pracodawcą i rozpocząć pracę. Następnego dnia cała trójka pojawia się w agencji, mama stwierdza, że była z chłopcami i mogą pracować w tym miejscu. Mężczyźni nadal nie powiedzieli ani jednego słowa. Dostają skierowanie na badania, mamusia od razu przejmuje kontrolę: „Chłopcy, dziś już nie zdążymy tego załatwić”. On: Proszę Pani, ale to synowie mają pojechać do lekarza, muszą się stawić osobiście, inaczej nie otrzymają zaświadczenia o zdolności do pracy. Ona: Tak, mhm, tak chłopcy, idziemy, dziś tego nie zdążymy załatwić. Wychodzą. Za kilka dni panowie, a ściślej cała trójka, przychodzą, aby podpisać umowę i rozpocząć pracę. Mamuśka wyciąga dokumenty. Ona: Czy wszystko dobrze wypełniałam? On: Proszę Pani, dokumenty mieli wypełnić synowie. Ona: Tak, ja wiem, ale czy wszystko się zgadza? Po sprawdzeniu okazuje się, że trzeba jeszcze parę informacji uzupełnić. On: Czy mógłby Pan wpisać swój NIP? – pyta jednego z chłopców pokazując, gdzie ma wpisać brakującą informację. Chłopak zaczyna pisać, po czym mamuśka wyrywa mu kartkę i zaczyna wypisywać za niego. On: Dlaczego Pani zabrała dokumenty? Ona: Bo on tak wolno pisze. On: Tak, ale to syn musi wypełnić i to on ma się podpisać, nie Pani. Ona: Tak, rozumiem, to co jeszcze mam uzupełnić?
Panowie podjęli pracę. To dobrze. Zastanawiam się tylko, jaki będzie ostateczny skutek tej sytuacji. Za dwadzieścia lat okaże się, że jeden z nich „używa życia” gdzieś w suterenie, naćpany, bzyka równie naćpaną panienkę. Pozostawi jej pamiątkę w postaci AIDS. Drugi z braci mieszka nadal z mamusią. Żona nie wytrzymała życia pod kloszem – odeszła. A on właśnie mówi swojej córce, żeby się nie martwiła, bo tatuś zda za nią maturę.
|
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|

