| Bzdury psychologii |
| Autor: Andrzej Kuśmierczyk | |
|
Motto: „W obecnych czasach dziecko molestowane seksualnie jest powszechnie uważane za ofiarę, ale przecież to dziecko może inicjować akty seksualne poprzez uwodzenie dorosłego.” R. Gardner Richard Gardner wymyślił PAS (parental alienation syndrome). Gardner był psychiatrą i popełnił samobójstwo. Może popełnił samobójstwo, bo nie mógł znieść tego, że jest psychiatrą, a może dlatego, że wymyślił PAS. Nie wiadomo. Wymyślał różne rzeczy, na przykład, że „pedofilia jest szeroko rozpowszechnioną i akceptowaną praktyką wśród milionów ludzi”, ale co z tego. Niejeden jest szaleniec na świecie. Ważna jest słabość psychologii jako nauki. Skąd blisko psychologii do Gardnera, do psychiatrii. Ano stąd, że psychologia jest bękartem psychiatrii i filozofii. Zamiast zajmować się swoim obszarem zainteresowań, to bękart powtarza bzdury szalonych rodziców. A to psychologia odwołuje się do filozofów, najlepiej takich jak Nietsche, bo jest dostatecznie mętny, a to do Junga, który funduje światu swoją nową rewizję religii i nareszcie, po dwóch tysiącach lat męki skołowanej kultury, wyjaśnia, że nie ma żadnej boskiej trójjedni, ale jest czwórnia. Nie jest ważne, że Gardner „poprawia” wyniki swoich badań, że Jung pisze doktorat w oparciu o trzy „przypadki”, z których jeden jest sfałszowany, że Freud mdleje na widok Junga, że wszystkie koncepcje ojca psychoanalizy zostały odrzucone, że Ferenci obcałowuje swoich pacjentów, że .... Przykłady takich bzdur można mnożyć w nieskończoność. Jeszcze? A to, że Jung odmawiał latania samolotem, bo samolot ma takie przyspieszenie, że można duszę zgubić. A może to, że już wielokrotnie przywołany Jung, ksywa „beczka”, w czasie awantury z kochanką mieszkającą razem z rodziną, wali Jolkę Jacobi w łeb, tak mocno, że ta spada ze schodów. A może to, że Freud porzuca swoją rodzinę i czas spędza z ukochaną córeczką Anną, która to Anka we własnych publikacjach będzie jedną z pierwszych schizmatyczek ze szkoły taty. Ale co ma do tego psychologia? To przecież doświadczenia psychiatrów i psychiatryczne koncepcje, które nijak się mają do psychologii. Ale psychologowie, na gruncie swoich kompleksów gotowi są powtórzyć każdą bzdurę, która chociaż troszkę doda autorytetu. Każda próba transplantacji obcego materiału na grunt psychologii osłabia ją i doprowadzi w końcu do śmierci. A może współcześnie? Arnoldowi Mindellowi wszystko się pomieszało i ma koncepcję, że śniące ciało opuszcza ciało biologiczne. A jak człowiek mocno się skupi, to wyczuje energię Ziemi, która obróci go w kierunku wiecznej szczęśliwości. Albo Lacan, który umiał opowiadać o swoim lustrze przez trzy godziny i był dumny z tego, że nikt go nie rozumie. A ustawienia Hellingerowskie, których komentowanie dyskwalifikuje psychologię jako naukę, spychając w obszar, gdzie dominują wróżki i wiedźmy, rasistowskie postawy i uprzedzenia. A może warto wyjaśnić jeden z największych skandali psychologii, jakim jest użycie testu MMPI – nie dość, że jest to test psychiatryczny, to jeszcze nikt nie wykupił licencji na jego używanie w Polsce, zwłaszcza przez psychologów. Bękart zawstydzony swoją tożsamością idzie wahadłem – albo powtarza Leibniza, albo poszukuje inspiracji u mistyków współczesności w rodzaju Fritza Perlsa, który tak dobrze prowadził terapię, że doprowadzał klientów do samobójstwa i musiał uciekać ze Stanów do Kanady. I mogłoby tak sobie być, tylko że adepci bękarta mają realny wpływ na ludzkie życie. Psychologowie są biegłymi w sądach i sądy dopuszczają opinie biegłych jako podstawę orzeczonych wyroków. Zmieniają, w sposób dotkliwie krzywdzący, los człowieka tylko dlatego, że psycholog jest wyznawcą tego lub innego kościoła. Bo przyjęcie poglądu jakiejś określonej szkoły psychologicznej jest jak wyznanie wiary. Jeśli psychologowie bywają głupi, to sędziowie sądów powszechnych, jak i wszyscy inni korzystający z pomocy psychologicznej niech nie będą równie głupi, albo jeszcze głupsi. |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|

