|
Bajka terapeutyczna Główny temat: lęk przed nowymi sytuacjami, nowym otoczeniem i zmianą sytuacji życiowej; lękowi temu przeciwstawia się: - możliwość poznawania nowych miejsc i osób - możliwość odkrywania swoich talentów, zdolności. Główny bohater: płatek śniegu - Płatek Filipek, który spada na Ziemię w samotności, wkracza w nowe przestrzenie, obce miejsca. Konkretny lęk: nowe sytuacje ("nikt nie trzyma mnie za rękę!"); lęk jest redukowany przez: - możliwość swobodnego obserwowania świata - przeżywanie ciekawych przygód - nowe przyjaźnie. Wprowadzone postacie: - drzewo bez liści - Kasztan Jakub - Płateczka Lucynka. Uczenie dziecka sposobu radzenia sobie z nową sytuacją, redukowanie lęku przez pozytywne skojarzenia odnoszące się do przykrych sytuacji, wyzwalanie atmosfery akceptacji samego siebie. Tło opowiadania: alejka nocą, zimowy wieczór. Chciałabym przedstawić wam historię Płatka Filipka - sławnego wędrowca, zdobywcy wielu szczytów, który niejedną już zimę krąży po świecie. Otóż Płatek Filipek, podobnie jak wy kiedyś, był zupełnie małym płateczkiem śniegowym. Swoją pierwszą podróż na Ziemię Płatek Filipek pamięta jak żadną inną. W mroźny, zimowy wieczór Płatek - wówczas mały chłopiec, został wysłany z Nieba na Ziemię. Wcale nie uśmiechała mu się ta podróż w nieznane, choć nauczył się już latania i doskonale wiedział, jak radzić sobie ze zbyt silnymi powiewami wiatru. Ale cóż było robić, gdy wszyscy mówili: już czas!! Spakował plecak, założył białą pelerynkę, którą zrobiła mu babcia na drutach, i wyruszył w drogę. Wyskoczył z pierzastego obłoczka, który dotąd był jego domem i poczuł, jak powietrze napełnia jego malutkie płuca. - Wiatr silny, widoczność słaba, brak kontaktu z wieżą lotniczą - szybko ocenił sytuację Filipek - Nie jest dobrze... Spadając w dół z coraz to większą prędkością zastanawiał się, czy nie może jeszcze wrócić do domu. Ze strachu zamknął oczy i skulił się w sobie. Mocno zaciskając bieluteńkie powieki próbował przypomnieć sobie swoich przyjaciół. Przez chwilę zrobiło mu się cieplej na sercu, jednak gdy tylko odemknął powieki, naraz cały strach powrócił ze zdwojoną siłą. - Co robić, co robić? - pytał siebie w myślach, ale nic nie przychodziło mu do głowy. Wtem usłyszał cichuteńki głos wydobywający się wprost z ciemności. - Rozłóż szeroko ręce i nogi! Wyprostuj się! - uwagi te w pierwszej chwili Filipkowi wydały się zupełnie niedorzeczne. To tak, jakby mama kazała mu w słoneczny dzień założyć kalosze i płaszcz przeciwdeszczowy. Co to może pomóc teraz, gdy jest tu zupełnie sam i otacza go ciemność. - Och! Dlaczego to musiałem być ja? Dlaczego? - wyrwało się Filipkowi z piersi. Dopiero, gdy delikatny głos z ciemności odpowiedział na jego pytanie, zdał sobie sprawę z tego, że to już nie były jego myśli, ale donośny krzyk. - Bo jesteś na to gotowy! Umiesz pięknie latać! Tylko nie możesz się dłużej bać. Rozłóż ręce i nogi, a przekonasz się, że mam rację! - A, co mi tam! - pomyślał Płatek Filipek i wykonał polecenia tajemniczego głosu z ciemności. To, co stało się po chwili, zupełnie zaskoczyło naszego małego znajomego. Otóż nagle wiatr przestał być jego wrogiem. Przeciwnie, pozwolił Filipkowi wykonać dwa skoczne piruety w powietrzu i dodatkowo zakończyć je saltem. Jakże ogromna była radość Płateczka, gdy odkrył swoje możliwości. Teraz już zupełnie się nie bał. Otworzył szeroko oczy. Gdy przyzwyczaił się do panującej wokół ciemności, ujrzał lecącą nieopodal prześliczną Płateczkę Lucynkę. Wtedy nie wiedział jeszcze, jak ma na imię, ale był pewien, że to właśnie ona pomogła mu w tej trudnej sytuacji. - Juchuuu! Tutaj jestem! - krzyknęła nowa znajoma Filipka - A nie mówiłam? Potrafisz pięknie latać! - powiedziała Lucynka mrugając okiem do naszego znajomego. Filipek lekko się zarumienił, a ponieważ miał skórę zupełnie białą (jak przystało na płatki śniegu) to nie mógł liczyć na to, że rumieniec pozostanie niezauważony. - Dziękuję! - krzyknął Filipek w odpowiedzi - to takie cudowne uczucie! Tańczę w powietrzu! - radość płynąca wraz ze słowami Filipka zdawała się nie mieć granic. Na domiar szczęścia w tej właśnie chwili oczom jego i Płateczki Lucynki ukazała się piękna zimowa alejka, porośnięta po obu stronach rozłożystymi drzewami. Z sekundy na sekundę lot Płateczków stawał się coraz to wolniejszy i spokojniejszy. Lucynka w świetle wydobywającym się ze starej, barokowej lampy zupełnie przypominała baletnicę. - Hymmm... pierwsi goście na horyzoooncie... - zabrzmiał ni stąd, ni zowąd gruby męski głos. Filipek szybko zorientował się, że jego właścicielem jest stary, pomarszczony Kasztan stojący u wejścia na kamienną dróżkę. - Dzień dobry Jakubie! - krzyknęła Płateczka Lucynka. - Jak się masz? - Och, całkiem dobrze, choć i w tym roku dokucza mi reumatyzm. A ty Lucynko? Jak minęła podróż? - zagrzmiał Kasztan Jakub. - Dziękuję, bardzo dobrze! Tym razem wiatr mocno dął z zachodu, więc mogliśmy przez całą drogę pięknie wirować. To jest mój nowy znajomy - powiedziała Lucynka wskazując na Filipka - ale właściwie nie wiem, jak ma na imię... - uświadomiła sobie Płateczka. - Filipek, jestem Płatek Filipek - szybko przerwał milczenie nasz bohater. - Zatem witaj Płatku Filipku na Ziemi - z dumą powiedział Jakub. - Eeee... dobry wieczór - bąknął Filipek onieśmielony wielkością nowo poznanego przyjaciela. Chwilę później, najpewniej jakieś dwa mrugnięcia powiekami później, nasz bohater i Płateczka Lucynka wylądowali na jednym z korzennych butów Jakuba. - Oj, oj, oj! - wyrwało się Filipkowi, który w czasie lądowania dwukrotnie się potknął i upadł. - Trzeba było uważać na lekcjach o podchodzeniu do lądowania - pomyślał lekko zawstydzony. Nim zdołał stanąć na proste nogi, już u jego boku była Lucynka. Wyciągnęła do niego swoją białą rękę i pomogła mu wstać. - No cóż, wraz z waszym przybyciem możemy obwieścić całemu światu, że oto rozpoczyna się zima - zachrypiał Jakub - Ehe, ehe, ehe... straciłem liście dobrych kilka dni temu, więc wasza wizyta nie jest dla mnie zaskoczeniem. Gdy kończy się jedna pora roku, rozpoczyna się kolejna. Smutno mi bez moich zielonych przyjaciół liści, ale teraz wy będzie mi towarzyszyć - powiedział Kasztan Jakub z nadzieją w głosie. - Yhymm... - cicho odparła Lucynka - z miłą chęcią zostanę tutaj na całą zimę, a ty Filipku? Zostaniesz? - zapytała Płateczka Lucynka naszego znajomego. - Wyruszając z domu bałem się, że idę zupełnie sam. Gdy patrzę na was to wiem, że to nieprawda. Już się nie boję - odpowiedział Płateczek Filipek z dumą. Tego pierwszego zimowego wieczoru na Ziemi poczuł się tak szczęśliwy, jak nigdy dotąd...
|