2012-05-11 Witajcie, polecamy nowy artykuł na naszej stronie "Wakacje w Łodzi".
W ramach rozszerzenia tematu proponujemy zapoznanie się ze zdjęciami i artykułem - link Kozubnik - polskie miasteczko wczasowe duchów - Galeria Polskie miasteczko duchów - zdjęcia - z galerii Kozubnik - polskie miasteczko wczasowe duchów. Kiedyś polska chluba - dziś ruina, jakich mało Kiedyś duma PRL, dziś - totalna ruina i miasteczko duchów. Mowa o Kozubniku - Zespole Domów Wypoczynkowo Szkoleniowych, będących ośrodkiem wczasowym nieistnie...
2012-05-09 przyjdź w najbliższy czwartek na spotkanie "Czytelni" do Pasażu Rubinsteina i POZNAJ MORDERCĘ! do zobaczenia o 19.00!
2012-04-27 Pozytywna reklama czy oswajanie ludzi z automatami w naszym życiu? A jakie jest Wasze zdanie?
Bardzo dziękujemy wszystkim, którzy wynajdują i przekazują nam takie ciekawostki.
2012-04-26 25 kwietnia wskrzesiliśmy piękną tradycję. Misją naszego stowarzyszenia jest tworzenie społeczeństwa obywatelskiego, pamiętamy także o członkach TWP "START". Każda ostatnia środa miesiąca przeznaczona jest na rozwijanie naszej wiedzy i umiejętności. Na pierwszym spotkaniu dyskutowaliśmy o najnowszych badaniach z dziedziny psychologii.
2012-04-23 Cieszą nas wasze pozytywne reakcję na Psychologiczny Klub Filmowy. Zamierzamy się rozwijać. Zapraszamy Was do wypowiedzenia się jaki temat chcielibyście poruszyć właśnie po przez film. Może to być np: " Czemu lubimy się śmiać?". Psychologia zajmuję się też tym co w człowieku piękne i dobre.
Czekamy na propozycje.
2012-04-21 Popieramy ciekawe akcje, dlatego zapraszamy na " 5 minut dla książki" w tą niedzielę.
2012-04-19 Mamy coś specjalnego dla tych, którzy uważają, że czytanie jest nudne. Zapraszamy do obejrzenia przepięknych, kreatywnych i śmiesznych kampanii promujących czytanie. link Anuszkowa menażeria: Kto czyta, mniej błądzi Wykorzystaj dzień dzisiejszy. Obiema rękoma obejmij go. Przyjmij ochoczo, co niesie ze sobą: światło, powietrze i życie.
2012-04-19 4 sposoby na udany związek !
Psycholodzy prowadząc długie badania odkryli cztery czynniki, które ożywiają nasz związki i przedłużają ich "żywotność":
- Śmiech i zabawa
- Próbowanie nowych rzeczy
- Chwalenie się i docenianie nawzajem
- Świętowanie sukcesów
Zgadzacie się z tym? Może ktoś z Was sprawdził już tą metodę?
2012-04-18 Pecha Kuchnia Night. Ruszył nabór do kolejnej edycji Peczakczy. Impreza odbędzie się 18 maja w klubokawiarni Spaleni Słońcem. Na zgłoszenia czekamy do 4 maja!
PechaKucha jest imprezą otwartą i niekomercyjną. Prezentować może się każdy, kto ma coś ciekawego do pokazania i powiedzenia - wiek, status zawodowy czy materialny są bez znaczenia - liczy się inwencja! PechaKucha ma być okazją do spotkań ludzi twórczych, do pokazania ciekawych projektów szerszej publiczności i swobodnej wymiany myśli. link
2012-04-16 Zapraszamy! Już w ten piątek spotykamy się w naszym Psychologicznym Klubie Filmowym. :-) Jeśli lubisz kameralny klimat bez popcornu, coca- coli i komercji wstąp do Kina Kameralnego w ŁDK o 19.00. Do zobaczenia
2012-04-16 Program "Znam siebie - nie piję" od kwietnia realizujemy w szkołach ponadgimnazjalnych w Gorzowie Wielkopolskim. Szczegółowe informacje o projekcie można znaleźć tutaj: link
2012-04-05 Przeprowadziliśmy głęboką analizę literacką sposobu użycia ośmiu śrub. Nie osiągnęliśmy konsensusu widocznie istnieją śruby wewnętrzne i zewnętrzne. Następnym razem z naszej Czytelni stoczymy spór o poetykę gwintu.
2012-04-04 Hura!!! Dzisiaj mamy już drugi powód do świętowania. Przeszliśmy ocenę formalną FIO :-) Pierwszy raz pisaliśmy wniosek i się udało. Teraz trzymajcie kciuki za ocenę merytoryczną.
2012-04-04 Dzisiaj świętujemy urodziny Gabrysia :-) Życzymy Ci abyś był co raz bardziej niegrzecznym "chłopcem" , dzięki temu wszyscy pójdziemy tak gdzie chcemy być.
2012-03-28 „ Rajd Primaaprilisowy” 1.04.12 r. 11.00 Aleksandrów Łódzki
Drodzy Wędrowcy!
Z ogromną przyjemnością zapraszamy Państwa na pierwszą w tym roku wędrówkę z Projektem Rajd pt. „Rajd Primaaprilisowy”, który rozpocznie się 1.04.12 r. (niedziela) w Aleksandrowie Łódzkim na przystanku ul. Warszawska 16 (jeden przystanek przed krańcówką) o godzinie 11.00. Organizatorami wędrówki są młodzi ludzie zakochani w Łodzi i jej okolicach, którzy chcą zarażać swoim entuzjazmem inne osoby. Na końcu 20 km trasy, która doprowadzi nas do Łodzi na Aleję Politechniki będzie można integrować się z uczestnikami wydarzenia przy ciepłych i/lub zimnych napojach i posiłkach. Przewidywany czas przejścia trasy to 6 godzin spokojnej wędrówki w malowniczych terenach. Uczestnictwo w rajdzie jest bezpłatne. Honorowy patronat na Rajdem Primaaprilisowym objęło IAESTE na Uniwersytecie Medycznym w Łodzi.
Limit 30. uczestników !
Więcej informacji o rajdzie: link
Rajd Priimaaprilisowy Zapraszamy na stronę Organizatora Imprez Wszelakich ! Rajd Primaaprilisowy już wkrótce !
2012-03-23 Eksperyment się nie powiódł ale nasze spotkanie tak. Jesteśmy bardzo zadowoleni. Dziękujemy Kinie Kameralnemu ŁDK za wspaniałe rozpoczęcie współpracy.
Emocji na spotkaniu było wiele. Ciekawi jesteśmy Waszych opinii, sugestii. Mamy nadzieję, że na kolejne spotkanie przybędziecie równie licznie. Zapraszamy 20 kwietnia.
A w ogóle nie było jak w kinie, nikt nie jadł popcornu, nie można było się napić Cocacoli, nikt nie wyszedł przed końcem seansu. Widzowie nie tylko komentowali to co widzieli ale w dodatku to co wiedzieli inspirowało ich do myślenia, zupełnie nie jak w kinie.
2012-03-23 Dziś w Kinie ŁDK oglądamy film o słynnym doświadczeniu - Eksperyment. Dla ciekawskich i tych, którzy lubią wiedzieć prezentujemy dwa linki:
link dokładny opis przeprowadzonego eksperymentu oraz
link - film dokumentalny o całym doświadczeniu wraz z oryginalnymi nagraniami.
Zmarł Ingmar Bergman Od dziecka cierpiał na depresję i poczucie bezsensu. Z tego potrafił zrobić sztukę. I na wieki wszedł do historii kina. (Roman Praszyński) 30 lipca 2007 r. na bałtyckiej wyspie Farö zmarł wielki szwedzki reżyser filmowy i teatralny Ingmar Bergman. Według słów jego córki Evy, odszedł „spokojnie i łagodnie”. Miał 89 lat. Dlaczego piszemy o tym na portalu Towarzystwa Wiedzy Psychologicznej? Tych, których to zastanawia, zachęcam do lektury tekstu poniżej. I oczywiście do oglądania filmów Bergmana.
Sztuka mówi o ludziach
Każda wielka sztuka ujawnia prawdę o człowieku – często czyni to lepiej niż psychologiczne (na dodatek niezweryfikowane) teorie. Wielkie książki i wielkie filmy opowiadają zawsze o ludziach, tak jak psychologia – o czymże innym miałyby mówić? I opowiadają – w przeciwieństwie do podręczników akademickich i artykułów modnych psychologów – w sposób fascynujący. Czytając „Braci Karamazow” Dostojewskiego dowiadujemy się więcej o zazdrości, dobroci, cierpieniu, upadkach i wzlotach ludzkich niż moglibyśmy przeczytać w naukowych psychologicznych opracowaniach. Oglądając „Szepty i krzyki” Bergmana doświadczamy samotności wobec choroby, w „Źródle” – widzimy zemstę za popełnioną zbrodnię i bezsens tej zemsty, „Z życia marionetek” to studium niemożności porozumienia pomiędzy ludźmi pozostającymi w bliskim związku, ostatni z serii „wielkich” filmów Mistrza, „Fanny i Alexander” pokazuje nam dzieci jako ofiary przemocy ze strony despotycznego ojczyma. To tylko wyrywkowe przykłady. „Wszystko jest niedoskonałe na tym świecie, ale najbardziej niedoskonała jest miłość” – ta sentencja z „Siódmej pieczęci” mogłaby być dewizą niezliczonych obrazów piekła mężczyzn i kobiet, jakie przynoszą filmy Bergmana” – pisze krytyk filmowy Tadeusz Sobolewski[1]. Ale obcowanie z tym piekłem, z tym nie mającym końca dramatem szamocących się ludzi, nie przynosi wyłącznie rozpaczy. „Piękno nie zbawi świata, ale może go ukołysać” – pisał inny wielki artysta, Jarosław Iwaszkiewicz. I taka jest rola sztuki. Dzieło sztuki – dzieło literatury, dzieło filmowe, jeżeli jest naprawdę wielkie, naprawdę doskonałe, zawsze przynosi odbiorcy pocieszenie. Nawet jeśli mówi o rzeczach strasznych, nawet jeśli jego zakończenie lub nawet przesłanie jest okrutne, pesymistyczne. Sam sposób opowiedzenia historii wspiera nas, daje przyjemność, satysfakcję. Sztuka to remedium na okrucieństwo świata. Zawsze to wiedziano. Dlatego warto czytać mistrzów literatury i oglądać mistrzów kina. Zwłaszcza teraz, kiedy klasyków rzadko bierzemy do ręki, a kino refleksyjne i introspekcyjne tak naprawdę się skończyło… Warto wracać do filmów jednego z „gigantów, którzy posiedli uniwersalną wiedzę o naturze ludzkiej”. „Głęboko w mojej szalonej duszy noszę małą, pełną pychy myśl: być może kiedyś z całej tej nędzy uda mi się wycisnąć coś świetlistego i pięknego. Malutką perłę z wnętrza czarnej, ohydnej muszli. A jeśli stworzę jakieś piękno, moje zadanie zostanie spełnione”[2]. To słowa Bergmana. Myślę, że może odpoczywać spokojnie – spełnił zadanie.
Mistrz psychologizmu
Ingmar Bergman jest uważany za mistrza psychologizmu filmowego. „Wyznaczył standardy w kinie psychologicznym, stworzył horyzont, którego jak dotąd w kinie nie przekroczono” – powiedział po jego śmierci polski reżyser Krzysztof Krauze[3]. Ponieważ Bergman nieustannie wykorzystywał w swoich dziełach wątki autobiograficzne, a zarazem poruszał „trudne”[4] problemy dręczące człowieka, jego twórczość określano często jako autoterapię. Choć jednocześnie „piętnowano jego skłonność do ukazywania patologii rodzinnych, uczuciowej pustki i duchowego wyczerpania”[5]. Bergman zwierzył się w jednym z wywiadów, że kino uchroniło go przed szaleństwem. W artykule „Umarł Bergman, została jego tajemnica” krytyk filmowy Tadeusz Sobolewski pisze[6]: „Bergman tworzył sztukę z tego, co człowiek jest w stanie powiedzieć jedynie spowiednikowi lub psychoanalitykowi, co mówi tylko najbliższej osobie, a najczęściej nie mówi nikomu. Doprowadzał do tego, że my, widzowie, stawaliśmy się świadkami jego dramatu. Czy nie na tym polega wielki paradoks sztuki podobny do paradoksu spowiedzi? Dotknięcie najbardziej bolesnego punktu, odsłonięcie własnej ułomności, samooskarżenie w rezultacie przynosi ulgę, uspokojenie, zarówno temu, kto mówi, jak i temu, kto słucha. (…) Twórcy „Milczenia” udawało się schodzić bezpiecznie na samo dno ludzkiego piekła i wychodzić stamtąd zahartowanym.” I jeszcze dłuższy fragment z artykułu krytyka: „Pierwszym jego wielkim filmem, w którym zastosował introspekcję, był ‘Tam gdzie rosną poziomki’ (1958), o podróży starego, egoistycznego profesora na uroczystość swego jubileuszu, podczas której przygląda się on swemu pełnemu sukcesów, a równocześnie pozbawionemu miłości życiu. <Odtwarzałem samego siebie pod postacią mego ojca i szukałem wyjaśnień dla gorzkich scysji z matką. Wydawało mi się, że rozumiem, iż jestem dzieckiem niechcianym, zrodzonym w małżeńskim kryzysie. Ulepiłem postać, która z wyglądu przypominała mojego ojca, ale którą na wskroś byłem ja. Ja sam w wieku lat 37, wyobcowany, zamknięty w sobie, odgradzający się od innych, zadufany, naprawdę nieszczęśliwy. Pełen sukcesów, uzdolniony i solidny. I zdyscyplinowany. (...) Przez tę historię przewija się jeden model w wielu wariantach: niespełnienie, ubóstwo, pustka, żadnego ułaskawienia> – komentował sam reżyser. (…) W ‘Fanny i Aleksandrze’ teatr rodziny Ekdahlów ustępuje miejsca groźnemu misterium śmierci w domu biskupa Vergerusa, do którego trafił Aleksander – odpowiednik małego Bergmana, chłopiec obdarzony artystyczną fantazją, bawiący się latarnią magiczną. Odtąd Aleksander będzie żył pod terrorem kary boskiej, którą wymierza osobiście Vergerus – nieszczęśliwy, nieumiejący kochać ksiądz, którego Bergman w swoim filmie w sposób magiczny skazuje na potępienie. Biskup chłoszcze małego Aleksandra za to, że wierzy w swoje fantazje. Zamyka go na strychu. Skatowany chłopiec leży obok drewnianego krucyfiksu. Przypomina się w tym momencie scena z filmu ‘Goście Wieczerzy Pańskiej’, gdy garbaty kościelny zwierza się pastorowi, że <cierpiał w swoim życiu więcej niż Ukrzyżowany>. Zbuntowany Bergman miał odwagę pokazać drogę krzyżową zwykłego człowieka. Symbole wiary przykładał do własnego życia rodzinnego. Mieszał ze sobą autobiografię i fikcję, misterium i życie. (…) W swoich filmach na różne sposoby Bergman staje po stronie cierpiącego człowieka, dzieląc jego samotność i najgorsze z cierpień – brak miłości.” Barbara Holender, pisująca o filmie w „Rzeczpospolitej”[7], uświadamia nam, że Bergmana widziano jako geniusza i równocześnie… potwora. Całe jego otoczenie dostrzegało w nim egoistę, którego przez całe życie obchodziło niewiele poza własnymi uczuciami, poza własną przyjemnością, własnym losem, własną sztuką. Także publiczność niewiele go obchodziła (przynajmniej w deklaracjach). „Pracowałem nie dla widzów, tylko dla siebie. To jest jedyny sposób życia, jaki znałem. Nie wiem, kto moje filmy oglądał, nie wiem, kto ich potrzebował. Wiem tylko, że je zrobiłem”. Ale tacy przecież są zwykle wielcy artyści. W ostatnich latach swego życia Bergman zaszył się na wyspie Farö. Jak mówili jego znajomi, świat interesował go coraz mniej. Czytał, trochę pisał, u schyłku życia zwrócił się ku najbliższym, których w ferworze pracy niemal nie dostrzegał lub traktował instrumentalnie. Przeżył coś w rodzaju przemiany – podobnej do tej, której doświadczył główny bohater „Tam, gdzie rosną poziomki”. A więc ten film był czymś w rodzaju antycypacji… „Najbardziej współczesna jest chyba samotność jego bohaterów” – pisze Barbara Holender. Dwie kobiety z „Milczenia”, aktorka z „Persony”, stary profesor z „Tam, gdzie rosną poziomki”, trzy siostry z „Szeptów i krzyków” – wszyscy oni nie są w stanie porozumieć się ze światem. Ale w filmach Bergmana jest także tolerancja i wybaczenie – czytamy dalej. „Opowiadał o zagubionych grzesznikach, którzy nie mogą pojąć, na czym polega ich wina. Są raczej nieszczęśnikami niż złoczyńcami. W jego filmach nie ma potępienia. To raczej bunt wobec świata, który tłamsi, patroszy ludzi z indywidualności, czyni ich samotnymi. I próba pogodzenia się z życiem. Ostatni wielki film Bergmana, jego artystyczny testament, ‘Fanny i Aleksander’, miał w sobie bardzo dużo mądrości i ciepła.”
Rodzina Jakoś tak dziwnie się składa, że ilekroć mamy do czynienia ze skrzywdzonym, nieszczęśliwym człowiekiem, okazuje się, że źródłem jego nieszczęść jest jego własna rodzina… „Zdeformowany, nie nauczony kochać wyszedł Bergman z rodzinnego domu.” – możemy przeczytać w innym artykule Barbary Holender[8]. urodził się 14 lipca 1918 roku w Uppsali, w Szwecji. Był synem luterańskiego pastora Erica Bergmana. Małżeństwo jego rodziców było typowym mezaliansem. „Panienka z dobrego, mieszczańskiego domu, subtelna i rozmiłowana w sztuce, wyszła za mąż za człowieka bez kulturalnego zaplecza, na dodatek agresywnego gbura” – czytamy. „A potem trwała przy nim lojalnie całe życie, kojąc jego załamania nerwowe i sama przeżywając niezliczone stresy. Eric Bergman był nietolerancyjnym i nie znoszącym sprzeciwu tyranem. Wychowywał dzieci w surowej dyscyplinie. Za każde drobne nieposłuszeństwo i sprzeniewierzenie się kodeksowi ojca Ingmar całe godziny spędzał w ciemnej komórce. Matka, stłamszona i wiecznie zmęczona, nie była w stanie stanąć w obronie syna.” „Najpierw odbywała się ‘rozprawa’ w pokoju ojca, a potem trzeba było przynieść trzcinę, pochylić się, spuścić spodnie i odebrać lanie – wspominał Bergman.”[9] W 1983 roku stary mistrz znów zadziwił widzów na całym świecie. Pokazał im „Fanny i Alexander”. To było jego rozliczenie z własnym dzieciństwem, z własnym życiem. Niepokój i pesymizm zostały tu zastąpione przez afirmację życia, ciepło, nawet swoisty humor. Jakby ten film był znakiem zbliżającego się pogodzenia. Miał siedem towarzyszek życia, z którymi związany był przez dłuższy czas. I dziewięcioro dzieci. Bergman nigdy nie traktował żon dobrze, nigdy też się z nimi publicznie nie pokazywał. Nie dbał też o dzieci. „Nigdy się nimi specjalnie nie interesowałem” – przyznał w jednym z wywiadów. Ale starość, te ostatnie lata przeżyte na Faro, to zmieniły. W tych latach z coraz większą radością przyjmował na swojej wyspie Faro odwiedziny dzieci i wnuków. „W moim wieku wiemy już, kim jesteśmy i mamy czas na wielkoduszność” – stwierdził Bergman parę lat temu. Dlaczego przez niemal całe życie źle traktował swoje partnerki i swoje dzieci? Często o tym pisano, zwłaszcza w kontekście jawnego autobiografizmu wielu jego filmów. Wiedzieli o tym nawet ci, którzy tych filmów nie oglądali. W ostatnich latach życia Bergman oddał do publikacji swoje notatniki powstałe w ciągu kilkudziesięciu lat, zgromadzone w domu na wyspie. „Najstarszy z notatników znalezionych w archiwum Farö pochodzi z roku 1938 i oprawiony jest w czarną ceratę” – pisze Jan Balwierz [10]. Zapiski w nim zawarte powstały bezpośrednio po dramatycznym rozstaniu z domem rodzinnym, które wyznacza zarazem początek artystycznej kariery reżysera, a które pół wieku później Bergman opisał w autobiografii „Laterna magica” (Czytelnik 1991, przeł. Zygmunt Łanowski): „Rodzice odkryli natychmiast, że spędzam noce poza domem. Wszczęto dochodzenie. Prawda wyszła na jaw i wezwano mnie, bym udzielił wyjaśnień. Doszło do gwałtownej wymiany słów z ojcem. Ostrzegałem go, by nie ważył się mnie tknąć. Uderzył mnie, a ja mu oddałem, zachwiał się i usiadł na podłodze. (...) Tego samego wieczora napisałem list oznajmiając, że już nigdy się nie zobaczymy. Z uczuciem ulgi opuściłem dom pastorski. Trzymałem się z dala przez wiele lat. Brat usiłował popełnić samobójstwo, siostrę zmuszono ze względów rodzinnych do spędzenia płodu, ja uciekłem z domu. Rodzice żyli w wyniszczającym kryzysie bez początku i końca”. Ból wyniesiony z rodzinnego domu miał towarzyszyć Bergmanowi aż po starość (czytamy dalej w artykule): „Nasze wychowanie – wspominał w autobiografii – opierało się w przeważającej mierze na pojęciach takich jak grzech, przyznanie się do winy, kara, przebaczenie i łaska (...). Nigdy nie słyszeliśmy o wolności i jeszcze mniej wiedzieliśmy, jak smakuje. W systemie hierarchicznym wszystkie drzwi są zamknięte. Kary były zatem czymś oczywistym, nigdy nie kwestionowanym”. Partia manuskryptów pochodzących z 1942 r., dwanaście sztuk teatralnych i libretto operowe, skupia się na tematyce rodzinnej. Wśród notatek roboczych do dramatu „Kuba u aktorów” odnaleźć można następujący, spisany na osobnej kartce (niewykorzystany jednak w opublikowanej wersji tekstu) zestaw replik rodzinnych: - Przez ciebie pójdziemy do grobu z siwymi włosami. - Tak długo, jak jesz nasz chleb, musisz być nam posłuszny. - Hańbisz nasz dom. - Tego się naprawdę po tobie nie spodziewaliśmy. - Jesteś nam winny choć trochę szacunku. - Jak mogłeś! - I to z wychowaniem, które ci poświęciliśmy. - Jesteśmy całkiem bezradni. - Nie jestem na ciebie zła, tylko bardzo smutna. - Co oni o nas pomyślą. - Uważasz, że zasłużyliśmy na takie traktowanie z twojej strony. - Synku, gdybyś przeczuwał, ile dla ciebie poświęciliśmy. - Nie zapominaj, że rozmawiasz ze swoją matką. - Zobaczysz, jak sam będziesz miał dzieci. - Nie jesteś godny tego, by nazywać cię naszym dzieckiem. - Naprawdę nic do nas nie czujesz. - Przecież tak naprawdę jesteś miłym chłopcem. - Musimy jakoś przez to przejść. - Cieszysz się, że udało ci się doprowadzić do płaczu własną matkę. - Ostatni raz ci wybaczamy, następnym razem stąd wylecisz. - Wynoś się. Wynoś się z naszego domu. Znikaj.”
Znamy to skądś? O tak! To nasze wspólne doświadczenie. Nasza wspólna „klątwa”. Wszyscy nosimy w sobie to, co nam zrobili rodzice. Jednak nie każdy potrafi pracować nad tymi przeżyciami. Nie każdy też potrafi wyrazić je w formie artystycznej wypowiedzi. Oto większy fragment relacjonowanego artykułu: „Dom rodzinny i szkoła z jej ‘żelaznym gorsetem’ stały się dla Bergmana idealnymi modelami świata opartego na strukturach hierarchicznych, przemocy silnych, zdradzie i poczuciu winy słabych. Bohaterami wczesnych prób literackich są ojcowie ogarnięci żądzą władzy i kontroli, zbuntowani synowie marzący o ojcobójstwie oraz ambiwalentne kobiety łączące macierzyńską miłość z erotyzmem. Ten ‘rozkład sił’ jest w twórczości Bergmana niezmienny. W wyreżyserowanej przez niego sztuce, “Upiorach”, bezimienny u Ibsena ojciec autokrata otrzymuje imię Erik (tak nazywał się ojciec reżysera, proboszcz sztokholmskiego kościoła Jadwigi-Eleonory), trawiony chorobą, słaby syn obdarzony zostaje atrybutami kuglarza, końcowe zaś sceny wskazują na wpół kazirodczy związek syna z matką.” Czy film „Fanny i Alexander” był oczyszczeniem? Postać ojca głównego bohatera, 11-letniego Aleksandra, jest tutaj rozszczepiona na dwie: dobry, wrażliwy dyrektor teatru i niczego nie rozumiejący, okrutny, despotyczny biskup (ojczym). Dobry ojciec umiera, ale pozostaje w rodzinie jako widmo, które niby nie ma wpływu na przebieg wydarzeń w realnym świecie, ale jednak j e s t, jak dobre wspomnienie, marzenie może? Złego biskupa dosięga zemsta losu – ginie w pożarze swojego pałacu. Udręczony Aleksander zostaje wyzwolony, wraca do rodzinnego domu, w którym od czasu do czasu pokazuje się jasna postać ojca. Co oznacza taka konstrukcja? Czy po wielu latach Bergman dokonał wreszcie „rozprawy” z ojcem? Zniszczył jego okrutny obraz i w magiczny sposób zastąpił go jasnym? Dopuścił do siebie myśl o dobrym ojcu? To przecież nie mogło oznaczać przeinaczenia wspomnień. To było jakby... wybaczenie. Czy dlatego sam mógł zacząć powoli uczyć się kochać swoje dzieci? Dopiero wtedy? „W jego scenariopisarstwie dominował w latach 80-tych i 90-tych XX w. bolesny temat psychoterapeutyczny, który przenikał jego życie i powracał w różnych postaciach dramaturgicznych w jego filmach od lat 40.: odziedziczone po Strindbergu ‘piekło płci’” –pisał Tadeusz Szczepański, największy polski „bergmanolog”:[11]. „Zaczerpnięte z dzienników matki, korespondencji i rodzinnych przeżyć opowieści o matrymonialnym dramacie rodziców – „Dobre chęci”, „Niedzielne dzieci” czy „Rozmowy na osobności”, reżyserowane kolejno przez Bille Augusta, syna Daniela i partnerkę z lat 60., znakomitą aktorkę Liv Ullmann – analizowały różne fazy małżeńskiego inferna, którego prawem “przeklętego dziedzictwa” Bergman sam padał ofiarą jako trzykrotny rozwodnik i niefortunny partner innych związków. Do traumatycznych doświadczeń małżeńskich powrócił w scenariuszu „Wiarołomnych”, który powierzył Liv Ullmann. Ich syntezę zawarł w głośnym serialu telewizyjnym „Sceny z życia małżeńskiego”, który w latach 70. stał się dla Skandynawów podobną sensacją obyczajową jak dla pokolenia ich dziadków „Dom lalki” Ibsena czy „Taniec śmierci” Strindberga. 1 grudnia 2003 roku w I programie telewizji szwedzkiej odbyła się premiera ostatniego filmu Bergmana pt. „Sarabanda”. Filmu telewizyjnego, ponieważ reżyser słowa dotrzymał i po „Fanny i Aleksander” zaprzestał kręcenia na taśmie optycznej, choć jego kolejne utwory wchodzą do kinowej dystrybucji. „Sarabanda” jest epilogiem „Scen z życia małżeńskiego” – pojawiają się w nim ci sami bohaterowie, tyle tylko, że o trzydzieści lat starsi: Johan, emerytowany profesor uniwersytetu, którego po wielu latach w położonym na odludziu domu odwiedza, wiedziona tajemniczym impulsem, była żona Marianne, adwokat. Obok tego pamiętnego duetu pojawiają się nowi bohaterowie – Henrik, syn Johana z pierwszego małżeństwa i jego 19-letnia córka Karin. Już roboczy podtytuł scenariusza zapowiadał znany bergmanowski temat: „Próba analizy pewnej skomplikowanej sytuacji psychologicznej”. Marianne staje się bowiem świadkiem i rozjemcą rodzinnego konfliktu pomiędzy Henrikiem, sfrustrowanym naukowcem na przedwczesnej emeryturze, a jego utalentowaną muzycznie córką Karin, której udziela amatorskich lekcji muzyki na wiolonczeli. Karin wymaga profesjonalnej opieki pedagogicznej, ale zazdrosny ojciec nie dopuszcza do tego w obawie przed rozstaniem. Z drugiej strony rozwija się tutaj w nowej wersji stary Bergmanowski motyw, a mianowicie antagonizm pomiędzy synem a ojcem. Johan na złość Henrikowi aranżuje wnuczce muzyczne wykształcenie, co wiąże się z jej wyjazdem. Bergman dedykował tę historię swojej czwartej żonie, zmarłej na raka w 1995 r. nieodżałowanej Ingrid von Rosen, z którą spędził w nareszcie szczęśliwym i spełnionym związku przeszło dwadzieścia lat. W „Sarabandzie” istotną rolę w napiętych relacjach rodzinnych odgrywają wspomnienia o zmarłej dwa lata wcześniej żonie Henrika, Annie, która dla wszystkich była uosobieniem miłości, dobra i szlachetności. Jej świetlista postać tworzy kontrapunkt dla rozdzierającego rodzinę dramatu nienawiści, manipulacji i destrukcji. W opublikowanej w dniu premiery recenzji w „Dagens Nyheter” Helena Lindblad tak podsumowuje ostatni film Ingmara Bergmana: „Ale chociaż »Sarabanda« nie jest nieskazitelnym grand finale – i z pewnością nie takim filmem, jakiego wielu by sobie życzyło – to przekonuje nas, że ta autobiografia posiada wartość uniwersalną. Pokazuje, jak ubodzy bylibyśmy, gdyby Bergman nie zajmował się swoim uporczywym poszukiwaniem warunków miłości i ciągłym marzeniem o złudnej łasce i pojednaniu”.
Tam, gdzie rosną poziomki Kiedy mnie dręczy bezsenność lub smutek, wtedy dla uspokojenia przywołuję wspomnienia z dzieciństwa. Postąpiłem tak również tej nocy. I oto znów przeniosłem się do naszego letniego domu, na poziomkową polanę, w dziedzinę snów, wspomnień i wydarzeń minionego dnia. Znów spoczywałem pod drzewem w pobliżu poziomkowej polany. Był ciepły, słoneczny dzień, nade mną letnie niebo, łagodny wietrzyk wieje od strony brzóz. W dole, przy pomoście, siostry i bracia dokazywali z wujkiem Aronem. Zobaczyłem, jak mijają mnie ciotka i Sara, obie obładowane ciężkimi koszykami. Wszyscy się śmieli, przekrzykiwali nawzajem. Poczęli klaskać w ręce, gdy na maszcie starego jachtu (relikt z okresu dzieciństwa moich rodziców, szalony pomysł dziadka admirała) podniesiono czerwony żagiel. W pewnej chwili Sara odwróciła się, a kiedy mnie spostrzegła, postawiła koszyk na ziemi i podbiegła w moją stronę. SARA: Izaak, kochanie, tu już nie ma poziomek. Ciotka prosi, byś poszedł szukać ojca. Opłyniemy półwysep i wysadzimy cię na tamtym brzegu. IZAAK: Tak bardzo go szukałem, ale nie mogłem go znaleźć. Ani ojca, ani matki. SARA: Byli chyba razem. IZAAK: Tak, mimo to nie mogę ich znaleźć. SARA: Pomogę ci. Ujęła mnie za rękę i wkrótce znaleźliśmy się przy zatoczce, nad głęboką, ciemną wodą. Słońce jasno oświetlało drugi brzeg, łagodnie przechodzący w rozległą łąkę. W dole nad wodą siedział mężczyzna ubrany na biało, w kapeluszu zsuniętym na tył glowy, z wysłużoną fajką w zębach. Nosił miękką, jasną brodę tudzież binokle. Zdjął buty i skarpetki, zaś w rękach trzymał długą bambusową wędkę. Na wodzie tkwił bezruchu czerwony pływak. Nieco wyżej, na brzegu siedziała matka. Miała na sobie jasną letnią sukienkę oraz wielki kapelusz, który osłaniał jej twarz. Czytała książkę. Sara puściła moją rękę, wskazała na rodziców i odeszła. Dość długo przypatrywałem się tej parze, znajdującej się po drugiej stronie wody. Próbowałem nawet coś krzyknąć, ale żaden odgłos nie wydostał się z gardła. W pewnym momencie ojciec uniósł głowę i spojrzał w moim kierunku. Kiwał do mnie ręką i uśmiechał się. Również i matka spojrzała ku mnie i z uśmiechem skinęła głową. Potem ujrzałem nasz stary jacht z czerwonym żaglem, jak pływał spokojnie w łagodnym wietrze. Wujek Aron stał na dziobie i śpiewał sentymentalną piosenkę. Ujrzałem też moich braci, moje siostry, ciotkę i Sarę, która tuliła w ramionach synka Sigbritty. Krzyknąłem w ich stronę, nikt mnie jednak nie usłyszał. Śniło mi się, że stoję nad wodą, że wołam coś w stronę zatoczki, lecz ciepły letni wiatr zagłuszył słowa, moje wołanie nie dotarło do celu. Wcale się jednak tym nie zmartwiłem, a przeciwnie – poczułem na sercu dziwną lekkość.[12] JW
Ingmar Bergman urodził się 14 lipca 1918 r. w Uppsali. Studiował literaturę i historię sztuki na uniwersytecie w Sztokholmie. Zrealizował ponad 40 filmów, 140 przedstawień teatralnych, kilkanaście spektakli telewizyjnych, pisał scenariusze dla innych reżyserów. Jego najważniejsze filmy to: „Siódma pieczęć” (1956) – Srebrna Palma w Cannes, ex-aequo z „Kanałem” Andrzeja Wajdy, „Tam, gdzie rosną poziomki” (1957) – Złoty Niedżwiedź na festiwalu w Berlinie, „Twarz” (1959) – nagroda specjalna na festiwalu w Wenecji, „Źródło” (1960) – Oscar za najlepszy film nieangielskojęzyczny, „Jak w zwierciadle” (1962) – Oscar za najlepszy film nieangielskojęzyczny, „Milczenie” (1963), „Persona” (1965), „Sceny z życia małżeńskiego” (1972), „Szepty i krzyki” (1973) – nagroda specjalna na festiwalu w Cannes, „Twarzą w twarz” (1975), „Z życia marionetek” (1980), „Fanny i Alexander” (1982) – Oscary za najlepszy film nieangielskojęzyczny, scenografię, kostiumy, zdjęcia.
W Polsce można kupić pakiet filmów Ingmara Bergmana wydanych na DVD (dystrybucja: Gutek Film). Kolekcja zawiera: 1. „Siódma pieczęć” (1956) - film, którego akcja toczy się w XIV-wiecznej ogarniętej zarazą Szwecji, jest metafizyczną rozprawą o życiu i śmierci. Obraz o niezwykłym kształcie estetycznym. 2. „Tam, gdzie rosną poziomki” (1957) - jeden dzień z życia starego profesora, który w drodze ze Sztokholmu do Lund na swój jubileusz wraca do krainy dzieciństwa. Rozliczenie z życiem, z własnym egoizmem i obojętnością na losy innych, z poczuciem osamotnienia. 3. „Źródło” (1960) - osadzona w średniowieczu historia okrutnego gwałtu dokonanego przez włóczęgów na niewinnej dziewczynie i zemsty jej ojca. Krok ku coraz większej ascezie formy. 4. „Jak w zwierciadle” (1960) - psychodrama rodzinna z egotycznym pisarzem w roli głównej. Film o samotności, zerwaniu więzi rodzinnej, zaniku uczuć i głodzie emocjonalnym, ale także o wartości miłości. Znakomita Harriett Anderson jako schizofreniczka zawieszona między światem realnym i nierealnym. 5. „Goście Wieczerzy Pańskiej” (1961/1962) - znów poszukiwanie Boga, tym razem przez współczesnego człowieka. Historia protestanckiego duchownego, który po śmierci żony przeżywa głęboki kryzys wiary. 6. „Milczenie” (1963) - dwie siostry, małe dziecko, miłość i nienawiść, śmierć i seks. Jeden z najbardziej osobistych filmów Bergmana, o którym sam pisał: „to tumult, jaki powstaje między ciałem i duszą, kiedy nie ma Boga”. 7. „Persona” (1965) - znów psychodrama, znów dwie kobiety: wielka aktorka, która milknie, i jej pielęgniarka, która mówi bez przerwy, wyjawiając swoje intymne sekrety. I znów dramatyczne poszukiwanie sensu życia w świecie bez wiary, w którym nie przynosi ukojenia także sztuka. 8. „Szepty i krzyki” (1972) - dwie siostry czuwają przy łożu trzeciej, umierającej na raka. Moralitet o życiu i śmierci, samotności i zbawczej sile miłości w obliczu cierpienia opowiedziany językiem religijnych archetypów. Znakomite, oscarowe zdjęcia Svena Nykvista. 9. „Sceny z życia małżeńskiego” (1972) - wiwisekcja życia małżeńskiego od idylli po wyniszczające piekło, rozwód i próbę powrotu. Film świetny warsztatowo i wciągający, który jeden z krytyków nazwał „dialogami do oglądania”. 10. „Jesienna sonata” (1977) - kolejny rozdział sagi o rodzinnym piekle, tym razem relacje matka – córka. Światowej sławy pianistka po latach odwiedza zaniedbywaną w dzieciństwie córkę. W roli głównej Ingrid Bergman, która kiedyś dla Rosselliniego sama zostawiła w Szwecji córkę.