Nasz profil na facebooku
Uzależnienia fizjologiczne są wielorakie i można podawać wiele kryteriów tworzenia grup czynników, od których człowiek jest zależny. Uzależnienia patologiczne, to rozmaite czynniki, które czasem okazują się szkodliwe, a czasem włączone zostaną do normy fizjologicznej, zmieniając status. O uzależnieniach patologicznych można mówić jedynie z uwzględnieniem perspektywy czasowej.
Z publicystycznej konieczności skupię się w tym felietonie na chemicznych uzależnieniach patologicznych. Uzależnieniem nazywamy taką interakcję między środkiem chemicznym i organizmem człowieka, w którym człowiek odczuwa potrzebę kontaktu ze środkiem chemicznym w celu uzyskania dobrego samopoczucia lub/i przymus przyjmowania tego środka w celu uniknięcia skutków jego braku. Taką mniej więcej definicję znaleźć można w każdym podręczniku. Do środków uzależniających zaliczam, między innymi, wszystkie psychoaktywne substancje chemiczne:
Zagrożony uzależnieniem od wymienionych substancji jest ten, kto w sposób ciągły lub sytuacyjnie uwarunkowany przyjmuje je w okresie około trzech miesięcy. Osoba uzależniona od wymienionych substancji jest narkomanem i wymaga specjalistycznego leczenia.
W Polsce leczenie odwykowe na podstawowym poziomie jest bezpłatne. Uważam, że właśnie leczenie odwykowe powinno być w całości bezwzględnie płatne. Dla osób nie posiadających środków na pokrycie kosztów leczenia powinien być uruchamiany kredyt, którego spłata powinna być wymagana po odzyskania zdolności do zarobkowania. Powtórne leczenie winno być możliwe dopiero po uregulowaniu powstałych w związku z leczeniem narkomanii zobowiązań. Taka regulacja powinna spełniać funkcję odstraszającą, czyli profilaktyczną. Zobowiązania narkomana nie mogą obciążać społeczeństwa.
Każdy kontakt ze środkiem uzależniającym jest obciążony ryzykiem rozwinięcia się nałogu. Dodatkowym czynnikiem zwiększającym ryzyko kontaktu są uregulowania prawne i zagrożenia sankcją karną
Z przedstawionych okoliczności wcale nie wynika, że psycholog może powiedzieć, że środków psychoaktywnych używać nie wolno. Farmaceutyki z takiego zakazu zostają wyłączone natychmiast, ponieważ ich stosowanie jest domeną lekarzy i należy sądzić, że każdy lekarz aplikuje je w sposób odpowiedzialny. W takim razie pozostają narkotyki, ale i tutaj psycholog nie może powiedzieć "nie wolno". To tak, jakby psycholog powiedział "nie wolno mordować ludzi". Pewnie, że nie wolno a ludzie będą mordować się w najlepsze dalej. Psycholog powie, że nie wolno stosować wobec ludzi przemocy, nadużyć, nie wolno ich wykorzystywać, nie wolno stosować szantażu emocjonalnego i nic z takiego mówienia nie wynika, ponieważ ludzie to wszystko robią dalej. Odwrotnie, powiem - wolno używać wszystkie narkotyki, wolno ale pod warunkiem, że bierze się jednocześnie odpowiedzialność za wszystkie skutki, jakie one wywołują. "Bierz, co chcesz, począwszy od pojary, a na herze palonej z blachy kończąc. Będziesz żył coraz gorzej degradując się systematycznie. Rozleci się twoja psychika, twoje związki z ludźmi a w końcu twoje ciało. Bierz i nie użalaj się, że zostałeś samotnym ludzkim śmieciem. Bierz i nie oczekuj współczucia, że zdychasz marnie i nie możesz wyjść z pułapki i choć wiesz, że to cię zabije, marzysz tylko o jeszcze jednej działce. Bierz, bo biorąc po raz pierwszy dokonujesz istotnego wyboru. Jeżeli twój wybór jest wyborem drogi autodestrukcji, to nie moją sprawą jest jak umrzesz." To trochę tak, jakby człowiek stał przed wyborem: zabić czy nie zabić. To decyzja. W sensie aksjologicznym zbrodnia jest zakazana, ale na płaszczyźnie praktyki - dostępna. Jej popełnienie niesie skutki, za które trzeba wziąć odpowiedzialność, to wszystko. Dokładnie tak samo jest z narkotykami, ponieważ decyzja o braniu narkotyków jest decyzją o powolnym samobójstwie na raty. W sensie normatywnym można powiedzieć "nie bierz, nie wolno", ale w płaszczyźnie rzeczywistej ludzkiej praktyki powiem: bierz, co chcesz i jak chcesz, i bierz za to odpowiedzialność.
Jeśli nastolatek, do którego mówię, twierdzi, że psycholog mówi, że wolno brać narkotyki, to tak, jakby rozumiał napis nagrobny "Pokój jego duszy" jako roszczenia lokalowe ducha, który nie ma gdzie się podziać. Albo jeszcze lepiej, jakby, czytając Ogniem i mieczem, rozumiał słowa Michała Wołodyjowskiego "Nic to Baśka, nic to", jako wyznanie o mizerności nie tylko swej postawy ale i przyrodzenia. Więc Baśka nie ma czego żałować, że Michała szlak trafi, bo jego "to" malutkie.
Są dwie możliwości:
Ale może być jeszcze gorzej. Jeśli słyszę od pani psycholog, że nie można mówić młodzieży, że można brać, to pani psycholog jest niespełnionym kaznodzieją, który wie, co można, a czego nie można. Psycholog nie jest od nakazów i zakazów, ale od wiedzy o tym, co rzeczywiście ludzie robią. A nie ma większego nieszczęścia niż uzależnienie od własnej głupoty.