Nasz profil na facebooku
Zlecenie - napisać tekst o ubieraniu się. I zacząć może od przeglądu historycznego, od kontuszy, napisać o szarawarach i pludrach. A może o wschodnich wpływach na sposób ubierania się Polaków?
A może, jak to od dwudziestu lat modne, uderzyć w ton martyrologiczny i wspominać tekstylną udrękę narodu pod rządami grempliny, ortalionu i non ironów. Najlepsze były próby podrobienia jeansu. W żaden sposób nie chciało wyjść konunie dobre, ścieralne indygo i wychodziły szariki, szare i siermiężne, jak cały socjalizm. I przyszedł czas, że kto tylko mógł, kupował prawdziwe rifle, wranglery i wszyscy wyglądali tak samo, jak drelichowe Chiny przewodniczącego Mao.
Przyszła wolność i zaczęła się katastrofa, bo jak wszyscy mogą robić, co chcą, to znaczy, że narobią. I narobili.
Niepowstrzymany proces zmian zmienił obyczaje, język i modę. Nie jeździ się już na grzybobranie autokarem zakładowym gdzie na pierwszych miejscach siedzieli dyrektorzy i pierwsi sekretarze zakładowych organizacji partyjnych. Teraz imprezę firmową kompleksowo obsługuje wyspecjalizowana firma, która zapewnia wszystko: hotele z centrami szkoleniowymi, przerwy kawowe, sprzęt audiowizualny, klimatyzowane sale konferencyjne. Wyjazdowe spotkania integracyjne związane są z zabawą w paint ball, jest jazda na quadach i inne evenciki.
I tylko ciągle pojawia się ten sam motyw nieadekwatnie, nieelegancko ubranych pań i panów. Konferencja zapowiada się na poważne spotkanie, na którym będzie analizowana strategia rozwoju finansowego firmy, a tu panna menedżer pojawia się w kusej, obcisłej spódniczce, pod którą jej piękne nogi ozdobione są w pończoszki koloru fioletu z ażurowym lampasem. Do tego pomarańczowa bluzeczka za mała o dwa numery i kolczyk w pępku. I uśmiech, który mówi: zobaczcie jaka jestem, stać mnie. Zupełnie nieprzewidywalny jest ciąg dalszy tej historii. Bo choć wydawałoby się, że idiotka wyleci z hukiem z firmy, to jednak nigdy nie wiadomo, bo może równie dobrze nieoczekiwanie awansować i zostać asystentką szefa.
Szczególnie zabawny jest widok mężczyzn, którzy nie noszą na co dzień garniturów i krawatów. Przebiera się taki typ, ubrany normalnie w luźne spodnie, podkoszulkę i czapeczkę, w garnitur i tragedia. Oddycha płytko, porusza się ruchem manekina - ubranie chwyciło go jak niedopasowane blachy, i uśmiecha się, mimo wszystko, mimo przeczucia, że jest pajacem. Niestety, frak umie się nosić dopiero w trzecim pokoleniu.
Czasem pojawia się w miejscu publicznym ktoś, kogo obecność zadziwia. Oto całkiem mądry i zdolny lekarz przychodzi do pracy w kanarkowej marynarce, niebieskiej koszuli, do której dodaje czerwony krawat i pojawia się pytanie: dlaczego on to robi. Albo jeszcze prościej - gdzie on to kupił i kiedy miał czas, żeby to wyszperać? Albo pojawia się środowiskowa moda, żeby ubrać całkiem fajne dziewczyny w workowate sukienki o nieokreślonej długości, i koniecznie, workowate, bezkształtne swetry. A niektóre panie dodają jeszcze bezpłciową fryzurę, czyniąc z siebie chochoły kiwające się ruchem sieroty. Wśród psychologów na przykład dość wyraźnie zaznacza się podział na krawatowców i swetrowców. Ci pierwsi są urzędnikami przeprowadzającymi badania testowe, a ci drudzy zajmują się pomaganiem w trudnych sytuacjach życiowych. Ubiór może świadczyć o przynależności do grupy środowiskowej.
W szkoleniach dotyczących wyglądu podkreśla się, że ubierać się należy przede wszystkim tak, żeby ubiór zapewniał dobre samopoczucie. Ma być więc dopasowany nie tylko do osobistych preferencji, ale również do okoliczności, w jakich przyjdzie nam uczestniczyć. Stanie przed lustrem może być pouczające i jeżeli patrząc w lustro znajdziemy w naszym ubiorze coś, co zwraca uwagę, należy to natychmiast zdjąć. A zanim cokolwiek założymy, bierzemy porządny prysznic. Badania ujawniają, że przeciętny Polak myje się raz w tygodniu, co daje 52 dwa mycia w roku. Nie, myjmy się codziennie, z należytą starannością, a więc 365 razy w roku, mając nadzieję, że umiejętność dobrego ubierania się przyjdzie z czasem, sama.