Nasz profil na facebooku
Oto przeciętne miasto. Spiętrzone bryły wielkich budowli tworzą poszarpaną linię horyzontu. Przyciąga wzrok nowy, przeszklony biurowiec, drzewka w ładnych obudowach, podjazdy. Drzewa odbijają się w tafli fasady pozornie powiększając szerokość alei. Aż się chce pospacerować. Ale ostrożnie, żeby nie wdepnąć w psią kupę, a tam na przystanku autobusowym przesypują się śmieci w koszu, a dalej kawałki szkła z rozbitej butelki po piwie. Za rogiem płot, a na nim resztki zdartych, nieaktualnych plakatów. Między krzywymi płytami chodników wyrasta jakieś zielsko. Płot też jest krzywy, tak jakby ktoś siłował się z nim i próbował go przewrócić. Przez szparę można zajrzeć, co tam jest. Właściwie nic - kupy gruzu, waląca się ściana. Dalej stoją normalne domy. Bramy wejściowe z powyłamywanymi skrzydłami drzwi, odpadający tynk na klatkach schodowych, połamane poręcze, odpadające tynki, sklejka zamiast szyb w oknach, wyszczerbione stopnie schodów, wszędobylskie nieczytelne napisy albo nazwy klubów piłkarskich. I ten charakterystyczny zapach brudu, stęchlizny, moczu, biedy.
Podwórko wygląda przeciętnie: typowa plątanina rur i kabli na różnych wysokościach ścian, sterty odpadów budowlanych - ktoś robił remont łazienki, bo oto stoi stary, tylko trochę potłuczony sedes, może się jeszcze komuś przyda. Ktoś zmieniał meble, bo obok cuchnącego kontenera na śmieci stoi wysłużony, zarwany fotel z bogato niegdyś pikowaną tapicerką. Kontener ma koła, ale tylko trzy i dlatego stoi trochę krzywo. W głębi pochyla się szopa zwana komórką, ale chyba nikt jej nie używa, bo ma zarwany dach, a tuż przy murze, przy którym przycupnęła, wyrasta malowniczo mała brzózka. Przed wejściem do oficyny stoi grupka dzieci. Wyraźnie nudzą się w te wakacje, które są tylko problemem. Nigdzie nie wyjechały, a na boisku pobliskiej szkoły nie można pograć w piłkę, bo ochrona przegania... W oknie na trzecim piętrze siedzi staruszka i patrzy przed siebie nieruchomym wzrokiem. Ciekawe, ile już lat tak siedzi?
Następna brama, następne klatki, podwórka, często wychodki na podwórkach, do których trzeba mieć osobny klucz, bo są pozamykane. Żeby obcy nie wchodzili. Następna kamienica, następna ulica, następny kwartał śródmieścia, następne osiedle, dzielnica. Narastające przygnębienie. W tych zwałach gruzu i wszelakiego śmiecia żyją ludzie.
Mają szare ubrania i puste oczy w szarych twarzach. Jeżdżą gdzieś rozklekotanymi tramwajami i autobusami. I kiedy jest ciepło, powstaje smrodliwy zaduch, ale nikt nie wpadnie na pomysł, żeby otworzyć okno. Nie myją się zbyt często, a w dusznej atmosferze mózg gorzej działa. Czasem przeżywają swoje małe uciechy - wypijają piwo, które smakuje jak prawdziwe, albo wino z truskawek, bo nie wiedzą, że wino może być tylko z wina, winorośli. Jak wypiją więcej, rzucą butelką o ścianę albo w brudną szybę w oknie opuszczonego mieszkania na parterze. A jak wypiją jeszcze więcej, to się pobiją albo chociaż żonę stłuką. Ktoś kiedyś powiedział, że w niektórych rejonach miast są slumsy. Nie, całe miasta to brudne przedmieścia.
W takich miastach ludzie czują się źle i zachowują się źle. Jeżeli wagony kolejki podmiejskiej są brudne i pomazane, to można też powyrywać siedzenia. Jeżeli klatka schodowa jest brudna, to można nasikać. Ludzie zachowują się również źle wobec siebie. W kontaktach z innymi są niechlujni, chamscy i agresywni, bezmyślni.
Prawdziwe zdarzenie w dużym mieście przebiegało tak. Ekipa zabiera się do koszenia. Ktoś widocznie im powiedział, że mają kosić trawę, nie trawnik, więc koszą omijając sięgające pasa i wyżej chwasty. Pewnie przyślą innych, tych od chwastów, i dopiero wówczas trawnik będzie posprzątany. Oczywiście nikt nie wykaże tyle dbałości, żeby trawnik był skoszony równo, będzie tak samo zaniedbany jak wcześniej.
Naprawa nie wymagałaby w każdym przypadku dużych inwestycji. Czasem wystarczy miotła. Gdzieniegdzie można posadzić kwiaty lub inne rośliny. Przydałoby się wyrównanie chodników. Elementy małej architektury sprawiają, że przestrzeń publiczna nabiera swego klimatu i może być ładna. Ale następuje sprzężenie zwrotne - o zagospodarowanie jej dbają wszyscy, i miasto ładnieje, albo nikt, i mamy jak u nas.