Nasz profil na facebooku
Dręczenie pracownika w pracy przez przełożonego jest zjawiskiem rzadkim. Pracodawca ma dostatecznie dużo instrumentów prawnych, które pozwalają mu skutecznie regulować stosunki z pracownikiem. Jeżeli taki "odgórny" mobbing zdarza się, to wynika raczej z problemów, łagodnie mówiąc, charakterologicznych przełożonego, a nie ze stosunku zatrudnienia. Przykładem może być dyrektor jednego ze specjalistycznych szpitali w Łodzi, który to pan przez cały okres sprawowania swej władzy aktywnie szukał wrogów w załodze, wdawał się w ciągłe spory, szantażował i zastraszał pracowników, składał pozwy w sądach. Odszedł w niesławie. Narobił wiele krzywdy ale po prostu był chory. Rzeczywiście, w takim wypadku potrzebny jest wnikliwy nadzór i zdecydowane postępowanie uzdrawiające. Takie działania mogły być podjęte na gruncie dotychczas istniejącego prawa.
Częściej mobbing przejawia się w relacjach między pracownikiem a niższym i średnim personelem nadzoru (brygadziści, kierownicy zmian). Rozwija się na gruncie bezpośrednich, częstych kontaktów i kształtujących się sympatii i antypatii. Może się zdarzyć, że majster nie lubi pracownika. Ocenia go zbyt krytycznie, przydziela prace szczególnie nieprzyjemne, wypowiada krzywdzące i ośmieszające opinie, zachęca innych, by traktowali ofiarę pogardliwie. Inni pracownicy na ogół chętnie włączają się w te praktyki z dwóch powodów. Po pierwsze, fajnie jest mieć tanią rozrywkę. Po drugie, jeśli dręczymy wspólnie X-sa, to daje to chwilowe poczucie bezpieczeństwa, że ja nim nie jestem. U podstaw takiego zachowania stoją bezduszność, prostactwo i strach. Potężne siły, którymi ludzie powszechnie podlegają.
Najgorszą i najtrudniej poddającą się korekcji formą mobbingu jest mobbing "poziomy", czy "oddolny". Stosowany jest wobec współpracowników i bezpośredniego nadzoru. Przejawy są rozmaite. To różne małe i duże świństwa, których autora nie można ustalić. To może być nagła cisza w pokoju, gdy wchodzi do niego ofiara. Ofiara czuje tę wrogą ciszę, bo przecież wie, że jeszcze przed chwilą koledzy rozmawiali i było wesoło. Gdyby ich wprost zapytać, to powiedzą, że wszystko jest w porządku, oni nic przecież nie robią. Głupie, ośmieszające żarty, nieudzielanie informacji, ginące dokumenty czy narzędzia to typowe działania wobec ofiary. Dobrze jest skompromitować ofiarę wobec przełożonego, który ma przekonać się, że ofiara do niczego się nie nadaje, bo to człowiek niezdara i w dodatku głupi. Im bardziej ofiara stara się wykazać, że to wynik złośliwości, podłości kolegów, tym może być śmieszniej. To śmieszne obserwować jak ofiara walczy, a my i tak jesteśmy sprytniejsi. Ofiara jest w matni. Pragnie się uwolnić, ale nie może, bo ta praca to często jedyne źródło dochodów dla całej rodziny. Bezradnie znosi narastające upokorzenia. Może oszaleć lub popełnić samobójstwo. Ale śmiesznie.
Ludzie to robią, ale gdybyśmy zapytali dlaczego, nie będą umieli odpowiedzieć. Gdybyśmy opisali im, jak czuje się ofiara, pewnie zawstydzili by się i przestali. Robią to ze strachu. Możliwość utraty pracy dotyczy każdego i jeżeli strach o miejsce pracy (składający się z różnych mniejszych strachów - o wypłatę, o wydajność, o utratę sympatii szefa, o awans itd.) jest dostatecznie "duży" i przeżywają go wszyscy, przyjmuje on postać nieznośnego napięcia, którego źródło trudno zidentyfikować. Ludzie nie boją się ciągle świadomie. Takie przeżycia byłyby nie do wytrzymania i wszyscy zostali by w domu. Przychodzą jednak do pracy, a przeżywane napięcie redukują przez znęcanie się nad wybraną ofiarą. Może nią być każdy. Każdego można postawić w sytuacjach, w których będzie bezradny. Jeżeli ofiara odchodzi, to szybko znajduje się następna i rzecz dzieje się dalej. Ofiara to kozioł ofiarny pełniący w grupie ważną funkcję. Ponieważ ona ma najgorzej, to wszyscy mają lepiej i o to chodzi.
Zapis o mobbingu w prawie pracy ma charakter życzeniowy. Równie dobrze ustawodawca mógłby ogłosić ustawę o powszechnej szczęśliwości i karać każdego, który szczęśliwy nie jest. Przeciwdziałać mobbingowi, i innym patologiom w pracy, skutecznie i realnie może tylko tworzenie nowych miejsc pracy i redukcja bezrobocia. Ale, jak wiemy, ustawodawca nie ma zdolności realnego rozwiązywania problemów społecznych.