Nasz profil na facebooku
Jest u Bułhakowa taki dialog, którego fragment warto przytoczyć. To z sądu Piłata nad Jezusem:
" - Czemuś, włóczęgo, wzburzał umysły ludu na targowisku opowieściami o prawdzie, o której ty sam nie masz pojęcia? Cóż więc jest prawdą?
I pomyślał sobie procurator: "Bogowie! Pytam go na sądzie o takie rzeczy, o które pytać nie powinienem... Mój umysł mnie zawodzi..." I znów zamajaczył mu przed oczyma puchar ciemnego płynu "Trucizny mi dajcie, trucizny..."
I znów usłyszał głos:
Prawdą jest to przede wszystkim, że boli cię głowa i to tak bardzo cię boli, że małodusznie rozmyślasz o śmierci. Nie dość, że nie starcza ci sił, by ze mną mówić, ale trudno ci nawet na mnie patrzeć. Mimo woli staję się teraz twoim katem, co zasmuca mnie ogromnie. Nie możesz nawet o niczym i tylko marzysz o tym, by nadszedł twój pies, jedyne zapewne stworzenie, do którego jesteś przywiązany. Ale twoje męczarnie zaraz się skończą, ból głowy ustąpi."
Oto mistrz rozumienia mowy ciała.
Na jednym z uniwersytetów jest popularny jednostronnicowy słowniczek mowy ciała formatu A4, w którym możemy przeczytać takie hasła: "Energiczny, wyprostowany chód - pewność siebie", "Ramiona skrzyżowane na klatce piersiowej - obronność, wycofanie", "Dotykanie i lekkie tarcie nosa - odmowa, wątpliwości, kłamstwo", "Obgryzanie paznokci - brak poczucia bezpieczeństwa, zdenerwowanie", "Szczypanie, pociąganie ucha - niezdecydowanie". Prawda, jakie to proste.
Przytaczam tę "publikację", ponieważ jest najlepszym przykładem uproszczeń, głupoty i szkodliwości przekonań. Jej omówienie jest też próbą krytyki przeróżnych prymitywnych poradników na temat mowy ciała.
Po pierwsze, wszystkie interpretacje oparte są na błędzie polegającym na oderwaniu zachowania od sytuacji. Energiczny, wyprostowany chód może być wyuczony, jak u żołnierza i nie ma nic wspólnego z pewnością siebie. Ramiona skrzyżowane na klatce piersiowej mogą oznaczać, że człowiekowi po prostu zimno, albo - tak wygodnie. "Skrzyżowane ręce i nogi" robią niezwykłą karierę - świadczą o "postawie zamkniętej", więc każdy, kto chce pokazać jaki jest otwarty nie krzyżuje nóg, ani rąk, bo to może być źle widziane. Ze związkiem między pocieraniem nosa i kłamstwem sprawa jest prosta - to Pinokio. Ludzie różnie okazują strach i zdenerwowanie. Można mieć nadzieję, że są ludzie, którzy bywają przestraszeni lub zdenerwowani lecz nigdy nie będą obgryzać paznokci. Są też tacy, którzy obgryzają paznokcie wówczas, gdy nic się nie dzieje. Szczypanie i pociąganie ucha pojawia się w zalotach i jest zachętą do dalszej gry, czasem.
Po drugie, interpretacje te mają charakter sądów apodyktycznych. Jakby istniała pewność, że jeżeli człowiek nie patrzy partnerowi w oczy, to na pewno chce oszukać. I nie ma pytania, a może on się wstydzi. Jeżeli partner w interesach ma otwarte dłonie, to na pewno ma szczere intencje i na pewno nie oszukuje. W psychologii posługujemy się rachunkiem wielkich liczb, czyli możemy jedynie przypuszczać, że coś jest prawdopodobne. Może uśmiech oznacza sympatię a może oznacza, że partner śmieje się z nas. Czasem przygarbione plecy świadczą o depresyjnym nastroju, a czasem o problemach z kręgosłupem. Czasem człowiek zaczerwieni się z emocji, a czasem dlatego, że właśnie wszedł do biura z dworu, a jest zimno, a czasem dlatego, że jest zbyt gorąco. Czasem człowiek zakłada ręce za głowę i to może znaczyć, że czuje się pewnie, a czasem że jest zmęczony i dyskretnie chce się przeciągnąć, zmienić pozycję, a czasem - chce przewentylować płuca, bo w pomieszczeniu jest duszno. A więc, odbierane sygnały pozawerbalne wymagają zawsze wyjaśnienia, nie są źródłem wiedzy pewnej o intencjach i oczekiwaniach partnera. Jedyne, czego możemy być dość pewni, to że facet umarł, jeśli leży i nie rusza się od wielu godzin, a lekarz wystawił akt zgonu.
Po trzecie, istnieje niebezpieczeństwo, że źle odczytane sygnały pozawerbalne mogą wpływać na nasze błędne odczytanie zachowania partnera. Jeśli osoba A odczytuje zachowanie osoby B jako wrogie, to zaczyna zachowywać się nieufnie i podejrzliwie. Osoba B widzi nieufność i podejrzliwość A i jest zdezorientowana, bo nie wiadomo w takim razie, czy A ma czyste intencje. Nieporozumienia spiętrzają się tak, że tego już nikt nie wyjaśni, tym bardziej, że przecież nikt niczego nie powiedział. Obaj partnerzy szkoleni w mowie ciała pozostaną z pewnością, że zdemaskowali się wzajemnie zachowując należytą czujność.
W "Polityce" z 3 maja br. Anna Nowosielska donosi, że umiemy coraz lepiej wykrywać kłamstwa. Może można się cieszyć, jeśli jest pewność, że nie uczymy się kłamać lepiej. Sprawa jest warta dalszej analizy.