Nasz profil na facebooku
Kontrola może dotyczyć rozmaitych aspektów pracy. Można kontrolować ilość i jakość pracy, a właściwie - produktów i usług. Można kontrolować czas pracy i przerwy w niej. Można kontrolować warunki pracy pod względem ergonomiki i bhp. Można kontrolować stosunki interpersonalne w zespołach zadaniowych. Można kontrolować wszystko. Ważny jest cel kontroli i sposób jej realizacji. Można spodziewać się, że każdy pracownik będzie zadowolony z kontroli, której celem jest dopasowanie miejsca pracy do wzrostu pracownika. Cieszyć będzie również taka kontrola, która doprowadzi do tego, że pomieszczenia, w których praca będzie wykonywana, będą odpowiednio oświetlone, ogrzane, a powietrze będzie miało orzeźwiający zapach i wilgotność. Z zadowoleniem przyjmiemy kontrolę, dzięki której pracować się będzie wygodniej, z mniejszym wysiłkiem. Swoją drogą ciekawe, czy ktoś w Polsce uczestniczył w takim cudzie.
Kontrola jest potrzebna i nieuchronna. Nikt o zdrowych zmysłach nie sprzeciwia się kontroli procesów technologicznych czy świadczonych usług. Nadzór nad pracownikami jest również konieczny. Przecież zgodnie z regułą mini-maxu każdy pracownik chce zarobić jak najwięcej pracując jak najmniej i w jak najkrótszym czasie. W zespołach nie wszyscy pracują dobrze, a nie zawsze istnieje możliwość, że zespół sam eliminuje tych źle pracujących. Kontrola pomaga usuwać błędy, optymalizować funkcjonowanie ludzi i procesów. Kiedy pracownicy wyrażają niepokój lub nawet sprzeciw wobec kontroli, to chodzi o zupełnie inne zjawiska niż opisane wcześniej. To nie o samą kontrolę chodzi, ale o wykorzystanie kontroli jako narzędzia upokarzania, przymusu i wyzysku.
Upokorzony jest człowiek, który jest podglądany i podsłuchiwany w pracy nawet wówczas, gdy to, co robi nie ma związku z czynnościami zawodowymi. Upokorzony jest człowiek, który nie ma prawa nie odebrać telefonu od szefa nawet po godzinach pracy - słynna dyspozycyjność. Telefon komórkowy to czasem już nie smycz, ale krótki łańcuch. Dyspozycyjność zmienia się w ubewzwłasnowolnienie, a szef nie jest przełożonym lecz właścicielem. W warunkach psychologicznego przymusu znajduje się człowiek świadom tego, że kamera notuje każdy jego ruch, że każdy, kto zechce może oglądać każdy jego ruch, każdy gest. Może być ośmieszony publicznie lub w gabinecie szefa.
I magiczne słowo, które wróciło, a nie miało przecież, jak sądzili naiwni idealiści, pojawić się w demokracji. A pojawiło się, bo z ową "demokracją" jest związane immanentnie, nierozłącznie - wyzysk.
Wyzysk jest nieodłącznym zjawiskiem w "gospodarce rynkowej", a świętość gospodarki rynkowej polega także na świętości bezrobocia, czyli na stałej nadwyżce siły roboczej na rynku pracy. Nadwyżka podaży pracy jest po to utrzymywana, by cena pracy była jak najniższa. Kontrola, o której tutaj mówimy, służy właśnie stworzeniu ideologii niedopłaty za wykonaną pracę i wyzysku. Jeżeli przeciw takiej kontroli ludzie będą się buntować, to zachowywać się będą jak kapryśne, nierozważne dzieci. Przecież Polacy chcieli demokracji. Nie można usprawiedliwiać, że nie wiedzieliście, czego chcecie.
Można powiedzieć również i to, że patologie generowane przez nadmierną, wścibską kontrolę przyjmują takie nasilenie w związku z bardzo wysokim bezrobociem. Oczywiście tak. Jeżeli bezrobocie zmniejszy się do poziomu kilkuprocentowego, poczucie upokorzenia i wyzysku również zmniejszy się w jakiejś proporcji, ale nie zniknie nigdy.
Można też powiedzieć i to, że pracownicy poddani kontroli prowadzą pewien rodzaj współzawodnictwa z pracodawcami. Im bardziej poddani kontroli, tym bardziej zainteresowani przechytrzeniem tejże. I nakręca się koło przebiegłości po obu stronach barykady.