Nasz profil na facebooku
Jeżeli jesteś kobietą i czytasz ten artykuł, to z dużą pewnością mogę stwierdzić, że przynajmniej raz w życiu się odchudzałaś. Statystyki podpowiadają, że próbowałaś głodówki lub stosowałaś jedną z „cudownych” diet (wysokobiałkową, wysokotłuszczową lub monoskładnikową). Statystyki mówią również, że z każdą taką dietą spada prawdopodobieństwo osiągnięcia sukcesu. Innymi słowy im częściej jesteś na diecie, tym masz mniej szans na skuteczne rozprawienie się z kilogramami. Dlaczego?
Przyczyn jest wiele, ale zasadniczo możemy je wszystkie sprowadzić do „przyjęcia błędnych założeń”.
Większości z Nas słowo dieta kojarzy się negatywnie – z uczuciem głodu, niesmacznymi posiłkami i przykrą koniecznością odmawiania sobie wszystkiego, co lubimy. Mówiąc dieta – myślimy o kilku tygodniach, w czasie których stracimy na wadze i widmo naszego problemu zniknie na zawsze. Wielu z Nas dieta kojarzy się z dietą cud, gdzie bądź to przy pomocy złotego środka – np. pigułek - w łatwy, szybki i bezbolesny sposób można schudnąć kilkanaście kilogramów, bądź to w przypadku głodzenia się – w trochę mniej przyjemny.
Niestety takie podejście gwarantuje nam porażkę. Dieta to sposób odżywiania – nie odchudzania. Dieta to nie ograniczanie pokarmu, głodowanie czy sałata popijana wodą. Nie jest to magiczna receptura, którą zastosowana przez parę tygodni będzie działać przez całe życie. W tym rozumieniu - nie jest to także zabawa – decyzja o rozpoczęciu diety powinna być poprzedzona wizytą u specjalisty. Prawidłowa dieta to sposób odżywiania – oznaczający dostarczanie organizmowi możliwie najlepszych składników odżywczych, po to by był zdrowy i dobrze funkcjonował.
Stosowanie kuracji odchudzających ma jedynie działanie przejściowe. Głodząc się czy stosując recepty nakazujące nam jedzenie tylko określonych grup produktów spowalniamy metabolizm i pozbawiamy nasz organizm ważnych składników odżywczych (innymi słowy wykańczamy się). Co ciekawe na każdym kroku jesteśmy bombardowani doniesieniami o skuteczności takich diet. Pytanie tylko, dlaczego liczba osób borykających się z problemem nadwagi w naszym kraju nie maleje a cały czas wzrasta?
Wniosek jest prosty dieta = mądre jedzenie i zdrowe nawyki żywieniowe. Nie przez tydzień, nie przez parę miesięcy, ale codziennie. W prawidłowo skomponowanej diecie jest miejsce i na czekoladę i na hamburgera.
Myślenie perfekcjonistyczne (muszę) i przy pomocy sformułowań „zawsze, każdy, wszyscy, wszędzie” jest wrogiem zmian i skutecznie je uniemożliwia. Taki sposób myślenia utrudnia akceptowanie porażek i sprawia, że poczucie winy pojawiające się w ich wyniku niweczy cały wysiłek. Czyli jeżeli do tej pory folgowaliśmy sobie, jedząc co nam się żywnie podoba, a od poniedziałku przechodzimy na dietę 1000 kcal (pomijając fakt jej szkodliwości i nierealistycznego celu o czym niżej) każda kaloria ponad normę sprawi, że w myśl zasady „wszystko albo nic” przerwiemy dietę (bo przecież nie utrzymaliśmy reżimu żywieniowego) i wrócimy do folgowania sobie - z postanowieniem „że od następnego poniedziałku to już na pewno już zaczniemy się odchudzać”. Podobnie działają pewne przekonania np. Zjedzenie czegoś zabronionego zrujnuje moją dietę.
Odpowiedź powinna brzmieć nijak, albowiem bez uszczerbku na zdrowiu, w tak krótkim czasie nie schudnąć nie można. Z całą pewnością nie będzie to 10 kg tłuszczu (a chyba o to chodzi) ale głównie woda i mięśnie. Nasze niepowodzenia w redukcji nadwagi biorą się właśnie z takich dysfunkcyjnych, nierealistycznych przekonań. Na forach internetowych roi się od zapytań osób, która chcą w krótkim okresie schudnąć wiele kilogramów. Ponieważ wybór celu jest kluczowy dla procesu redukcji nadwagi, dla naszej motywacji, poczucia skuteczności itp. cel musi być realistyczny i możliwy do spełnienia oraz niezagrażający naszemu zdrowiu.
10 kg w miesiąc = spowolnienie metabolizmu, efekt jo jo, niedobór składników odżywczych, utrata wody, osłabienie i itp.
Redukcja nadwagi musi trwać! Na dodatkowe kilogramy zazwyczaj pracuje się latami potrzeba więc czasu na to, by się ich po zbyć, jak i na to by organizm się przyzwyczaił do nowego stanu rzeczy i na to, byśmy utrwalili swoje nowe nawyki żywieniowe.
Specjaliści podają, że „zdrowe” chudnięcie to chudnięcie ok. 0,5-1 kg tygodniowo.
Jeżeli nie jadamy śniadań, to nie ma co się dziwić, że wieczorem rzucamy się na lodówkę. Jeśli siedząc przed telewizorem jemy co popadnie i nawet tego nie rejestrujemy – to również nic dziwnego, że nie dopinamy się w spodnie. Często sięganie po jedzenie stanowi także wyuczoną reakcję na stres. Nie od dziś także wiadomo, że jedzenie redukuje negatywne emocje, stan napięcia, służy okazywaniu miłości, umożliwia sprawowanie kontroli. Pełni wiele funkcji, dlatego często przyczyny nadwagi wykraczają poza „obżeranie się” (z resztą nadmierne jedzenie także jest czymś spowodowane) dlatego mitem jest stwierdzenie, że „gdybyś miał/a silną wolę wreszcie zrzuciłabyś wagę”. Czasami dobrze jest się odwołać do psychiki i skorzystać z pomocy osoby, która pomoże nam zlokalizować źródła naszych problemów i zwalczyć je. I jeszcze jedno - utrata wagi wcale nie oznacza, że nasze życie zamieni się w bajkę. Schudnięcie nie oznacza, że znikną nasze problemy, ludzie zaczną nas doceniać, a my zaczniemy siebie akceptować. Schudnięcie oznacza tyle (a raczej aż tyle), że pozbędziemy się problemu z nadwagą i będziemy zdrowsi.
Podsumowując, decyzja o odchudzaniu się powinna być przemyślana i stanowić krok na drodze do zdrowego stylu życia. Powiedzieliśmy czym jest dieta, gdzie tkwią pułapki odchudzania – należy podkreślić jeszcze jeden ważny czynnik – aktywność fizyczną. Nie można zdrowo chudnąć (a nawet być zdrowym) i się nie ruszać. Osoba, która prowadzić aktywny tryb życia może jeść więcej (bo więcej spala) ma lepszy metabolizm (mięśnie zużywają więcej energii) posiada ładniejszą sylwetkę. Regularna aktywność fizyczna chroni przed przyrostem wagi, ale co ważniejsze zapewnia utrzymanie zdrowia i kondycji w wieku dorosłym, zwiększając wydolność serca, usprawniając mechanizmy odpornościowe czy chroniąc układ kostny przed osteoporozą. W dzisiejszym świecie mamy do dyspozycji ogromną liczbę możliwości ruchu i każdy może znaleźć coś dla siebie. Argument „nie lubię sportu” jest żadnym argumentem, a jedynie wymówką wynikającą z lenistwa i nieświadomości negatywnych konsekwencji jakie niesie ze sobą brak aktywności.