Nasz profil na facebooku
Mój profesor, a jest to «mój» dla mnie zaszczytem, mówił tubalnym głosem, zwłaszcza gdy był wzburzony. I kiedy student plątał się w wypowiedzi, profesor przerywał i mówił mniej więcej tak: «Pan, panie, po łajdacku mówisz, a jak po łajdacku mówisz, to znaczy, że po łajdacku myślisz. A skoro po łajdacku myślisz, to jesteś pan łajdak!» I tylko brakowało walnięcia pięścią w stół. Ale, że profesor był człowiekiem dobrego serca, to takie frazy przyjmowaliśmy z pokorą, ale i dyskretnym uśmiechem, bo wiedzieliśmy, że nasz (mój) profesor myśli o nas całkiem przyjaźnie. Najczęściej wykład profesora przeradzał się w dyskusję, dzięki czemu uczyliśmy się nie tylko psychologii, ale również umiejętności już nieczęstej – mówienia ludzkim głosem.
Chodzi podobno po Warszawie pewien profesor i podkreśla z dumą, że on wymyślił termin «dopalacze». Każdemu może zdarzyć się jakaś wpadka, ale żeby chwalić się nią, zamiast zmilczeć? I widzę tę scenę: «Jam to, nie chwaląc się, uczynił.» A stało się naprawdę źle. Bo oto mieszanki substancji psychoaktywnych, czyli narkotyki, zostają mylnie nazwane nie-narkotykami, co wprowadza poważny zamęt. Między innymi – prawny. Co jakaś substancja zostanie wpisana na listę preparatów zakazanych, to wystarczy trochę zmienić jej skład, nazwę, i można wprowadzić do obiegu. Taka ciuciubabka będzie trwała w nieskończoność. A przecież wystarczy uregulowanie, że produkcja i obrót substancjami psychoaktywnymi/narkotykami jest zakazane i koniec. Wyłączeniu mogą podlegać preparaty stosowane przez lekarzy, wpisane na listę leków (choć lekami nie są).
Kierując się intuicją językową: należałoby spodziewać się, że dopalacz to taki nasz ziomek, żeby nie powiedzieć – ziomal – który dopala niedopałki papierosów podniesione z ulicy. Taki dopalacz to postać pozytywna, jak złomiarz, bo oczyszcza chodniki, skoro nie ma kto tego robić. Ale nie, taka ładna nazwa została zmarnowana.
Kiedy przeglądamy wszelkie dostępne źródła historyczne, nieuchronnie dochodzimy do przekonania, że praktyki polegające na przyjmowaniu różnych substancji chemicznych zmieniających stan świadomości towarzyszą człowiekowi od zarania dziejów, czyli od zawsze. Przyjmowano różne substancje i w różny sposób. Niektórzy historycy twierdzą, że Rzym Nerona i Kaliguli był świadkiem tragicznych lub obscenicznych ekscesów, a to za sprawą narkotyków sprowadzanych z Azji. Podobno w Rzymie ich czasów istniało ponad 700 punktów sprzedaży różnych środków psychoaktywnych. Wiemy, że Rzymianie wiele przejęli od Greków. Wiemy, że Grecy świetnie się bawili, ale czy stymulatorem w tych orgiastycznych misteriach było tylko wino? Należy raczej przypuszczać, że wino służyło do popijania czegoś mocniejszego. I tak dalej, przez wieki i kontynenty.
Rozwiązanie problemu legalnego obrotu narkotykami (dopalaczami) będzie jakąś tam kolejną prowizorką, jak w Łodzi, gdzie Urząd Miasta znalazł się w paradoksalnej sytuacji prawnej podejmując walkę z dopalaczami. Oto instytucja samorządowa o wyraźnym prawnym umocowaniu podejmuje kampanię przeciw działalności, która na gruncie tego samego prawa jest legalna. Powstaje poważny pytanie: kto w takim razie łamie prawo? A w dodatku działania UMŁ opatrzone są przedziwną wojenną retoryką. Urząd prowadzi «kampanię». A czy Urząd to Napoleon, bo ten ostatni to rzeczywiście przeprowadził kilka kampanii, które na zawsze przeszły do historii. Ta «walka» jest typowym przykładem akcyjności urzędów, a akcyjność zawsze jest przejawem słabości, jak czyny społeczne w Polsce Ludowej.
Potrzebujemy, jak w każdej innej dziedzinie zjawisk społecznych, kompleksowych rozwiązań w perspektywie wieloletniej – 50, 100 i więcej lat. Należy bowiem optymistycznie przypuścić, że nadal będziemy tutaj – nasze dzieci, wnuki, prawnuki. Nie zwiniemy obozu i nie pojedziemy do Nowej Zelandii czy na Marsa. I tu pojawia się pytanie o profilaktykę zachowań ryzykownych, w tym o profilaktykę uzależnień. Odpowiedź jest prosta i oczywista – od urodzenia. Nie chodzi bowiem o to, żeby piętnastolatkom opowiadać dyrdymały o tym, że narkotyki szkodzą, ale o wyposażenie człowieka w takie zasoby osobiste, które spowodują, że będzie on próbował żyć godziwie nawet wtedy, gdy nie będzie to łatwe. Chodzi więc o tworzenie takiego systemu wspierania rodziny i rodziców, który spowoduje, żeby umieli oni w niedestrukcyjny, nietoksyczny sposób radzić sobie z trudnościami w byciu członkiem rodziny czy rodzicem. I muszą to być takie rozwiązania, które będą zachęcały do korzystania z pomocy a nie instytucje, które są instrumentami interwencji i represji, jak kuratorzy, policja, pogotowia opiekuńcze, sądy rodzinne itp.
W takiej perspektywie drogi rozwiązania problemu narkotyków (dopalacze i inne środki psychoaktywne) są dwie. Pierwsza, warta wspomnienia tylko z obowiązku – całkowity zakaz z bardzo surowymi karami, do kary śmierci włącznie, czyli szariat, z całym dobrodziejstwem inwentarza. Z powodów kulturowych ta droga jest zamknięta.
Druga, jeszcze bardziej obrazoburcza, ale może tylko w pierwszym oglądzie – całkowite uwolnienie rynku narkotyków. Na wstępie zastrzeżenie dotyczące podziału narkotyków na twarde i miękkie. To równie mądry podział, jak podział na grube i cienkie. Jeżeli człowiek zje w ciągu doby 30-40 «łagodnych» tabletek od bólu głowy, to będzie pod wpływem narkotyku bardzo twardego, który wyniszczy jego organizm w ciągu roku. Istnieją substancje psychoaktywne – narkotyki i «medykamenty» stosowane pod kontrolą lekarza. Każdy inny podział rodzi niedające się usunąć trudności.
Opcję otwartego rynku narkotyków warto rozważyć z kilku powodów. Po pierwsze: każdy, kto zechce brać narkotyki, będzie je brał. To tylko kwestia kosztów i upada argument kosztów zaporowych, bo na przykład dla tych, których stać – jest kokaina, dla ubogich – dziesięć razy tańsza amfa. Po drugie: nie ma takiego systemu ścigania, który wygrałby z mafiami narkotycznymi, a eskalacja wojny tylko mnoży koszty. Po trzecie: uprzywilejowana pozycja alkoholu etylowego (też narkotyk) podważa moralną legitymizację każdej ideologii walki z narkotykami. Destrukcyjne skutki tej «potwornej» heroiny nie mają się nijak do skutków powszechnej konsumpcji alkoholu etylowego. Po czwarte: należy wyraźnie i bezwzględnie ustanowić, że leczenie interwencyjne, detoksykacyjne i odwykowe jest płatne i drogie. Po piąte: niektórzy przestraszą się tak zorganizowanego systemu i będzie to czynnik dostatecznie odstraszający, a inni – po prostu umrą.
Problem narkotyków (dopalaczy) w żaden sposób nie jest nowy. Nowa jest sytuacja obnażająca powszechną, nie tylko w tej kwestii, głupotę i obłudę, która serwuje pseudoprospołeczną troskę.