Nasz profil na facebooku
Lubił te powolne podróże ślimakiem do pracy, gdy mógł się nacieszyć jej towarzystwem. Później to nie było możliwe. Rozchodzili się do swoich zajęć, a przerwę obiadową spędzała z przyjaciółkami. Niby mógłby się do nich przysiąść, ale nie chciał być natrętny, a poza tym znali się przecież tylko z podróży ślimakiem. Po prostu dobrze im się rozmawiało i tyle. No może jeszcze to, że dobrze się przy niej czuł, ale pewnie każdy by się świetnie czuł przy tak pięknej kobiecie. Spojrzał na nią, a ona się uśmiechnęła. Miała taki cudowny uśmiech, jakby słońce wyjrzało zza chmur. Coś do niego powiedziała. przestał się przyglądać jej uśmiechowi i poprosił, żeby powtórzyła.
Pierwsze zajęcia miał z historii religii w pierwszej klasie. Wszedł do sali. Przywitał się z dziećmi i zaczął opowiadać historię o pierwszym grzechu.
Opowiadałem wam już jak powstał świat i o powstaniu naszego gatunku, o tym jak Święte Drzewo zrodziło pierwsze owoce - naszych przodków. Dzisiaj opowiem wam o pierwszym grzechu. Owoce rosły sobie wygodnie pośród opiekuńczych gałęzi Świętego Drzewa, czerpiąc jego żywotne soki i rozkoszując się ciepłem słońca. Ale pewnego dnia owoce zbuntowały się. Nie wiadomo dokładnie jak do tego doszło i kto był prowodyrem, ale ostatnie badania archeologów wskazują , ze mógł się do tego przyczynić pewien wymarły prymitywny gatunek tzw. ludzie. w każdym razie owoce stwierdziły, że nie chcą być bez przerwy uzależnione od Świętego Drzewa, że chcą być wolne i niezależne i żyć samodzielnie. Aby zrealizować swój bunt poodrywały się z gałęzi Świętego Drzewa i pospadały na ziemię. Gniew Świętego Drzewa był straszny. Ono wiedziało, że owoc jest rośliną społeczną i nie może żyć zupełnie sam, bez choćby jednej osoby, której by na nim zależało i na której zależałoby jemu. Ale wiedziało też, ze zbuntowane owoce nie posłuchają go, ze same muszą doznać przejmującej samotności, by odkryć te prawdę. Dlatego nie powstrzymało ich, ale gdy owoce tylko zetknęły się z ziemią rozpadały się na dwie połowy i każdą połówkę wiatr unosił w inne strony. Ale owoce były dziećmi Świętego Drzewa więc pozwolił im zachować nadzieję, ze gdy odnajdą swą druga polówkę, to powróci do nich szczęście. Od tej chwili każdy z nas żyje tęskniąc i szukając swojej drugiej połówki - zakończył swą opowieść Kacper.
W tym momencie zadzwonił dzwonek i dzieciaki wybiegły na przerwę. Kacper został sam, zamyślony nad historią, którą opowiedział. Doskonale rozumiał o jakiej tęsknocie wspomina przypowieść. On sam często czuł pragnienie posiadania kogoś, z kim mógłby się dzielić swoimi uczuciami, radością i smutkiem, kogoś kto byłby mu podporą, a jednocześnie kim mógłby się opiekować i ochraniać. Kogoś, kto by go rozumiał. Bardzo chciał znaleźć swoją drugą połowę. Znał wiele kobiet, z niektórymi go nawet kiedyś coś łączyło, ale żadna z nich nie była tą druga połówką. Chyba. Przerażało go, ze mógłby nigdy jej nie odnaleźć, albo co gorsza spotkać ją i nie rozpoznać, ale to wydawało mu się raczej nieprawdopodobne. Przecież jej pojawieniu musi towarzyszyć coś niezwykłego, jakiś wstrząs, dreszcz, omdlenie, albo przynajmniej przeszywająca go błyskawica. Ale jak dotąd nic go takiego nie spotkało. Zebrał swoje rzeczy i ruszył w kierunku pokoju nauczycielskiego, ale po chwili rozmyślił się. Pogoda była taka piękna, że postanowił pójść do parku. Miał ochotę pobyć trochę sam. Jakby spełniając jego pragnienia park świecił pustkami. Usiadł na trawie pod rozłożystym dębem. Tuż obok rósł krzak dzikiej róży. Zamknął oczy i powrócił do swoich poprzednich myśli.
Zaskoczony otworzył oczy i ujrzał wpatrzony w siebie wzrok róży. Patrzyła na niego z takim rozumieniem i zatroskaniem, ze niespodziewanie dla samego siebie zapragnął podzielić się z nią swymi myślami.
Gniew Świętego Drzewa był straszny. Ono wiedziało, że owoc jest rośliną społeczną i ni może żyć zupełnie sam, bez choćby jednej osoby, której by na nim zależało i na której zależałoby jemu. Ale wiedziało też, ze zbuntowane owoce nie posłuchają go, ze same muszą doznać przejmującej samotności, by odkryć te prawdę. Dlatego nie powstrzymało ich, ale gdy owoce tylko zetknęły się z ziemią Drzewo zabrało im ich najważniejszą część, którą była miłość. Ale owoce były dziećmi Świętego Drzewa więc pozwolił im zachować nadzieję, że gdy połączą swoje życie z życiem drugiej osoby i poprzez to zrozumieją istotę miłości, ona do nich powróci i będą żyli w szczęściu. Bowiem miłość może istnieć tylko wtedy, gdy się nią z kimś dzielimy.
Kacper miał wrażenie, że właśnie dotknął najważniejszej tajemnicy życia i czuł się w końcu spokojny i pewny, ze odnajdzie towarzyszkę życia, tą jedyną.
Róża uśmiechnęła się tylko i przytuliła się do pnia swego Dębu
Kacper powoli podszedł do ławki, a gdy spojrzała na niego, uśmiechnął się i powiedział
Kacper sklął się w duchu, za idiotyczną odzywkę, ale postanowił spróbować jeszcze raz.
Właściwie to powinnam zakończyć standardowo, pobrali się mieli huczne weselicho i ja tam byłam miód i wino piłam, potem żyli długo i szczęśliwie, ale to jest bajka o życiu, a życie nie zawsze jest bajką, więc niech zakończenie dla każdego dopisze się samo, jedno jest pewne Kacper znalazł w końcu swa ukochaną kimkolwiek ona była, bo zrozumiał, że miłość nie spada jak błyskawica, ale przychodzi pokorna i cicho puka do drzwi naszego serca, a to już od nas zależy, czy ją wpuścimy czy nie.